Koniec bajek o Hogwarcie

Mary GrandPre, której zlecono wykonanie okładek dla amerykańskiego wydania „Harry’ego Pottera” z pewnością nie spodziewała się, że jej prace zdobić będą większość światowych wydań tej książki. Przerażające jest to jak wielką siłę przebicia ma w świecie to, co amerykańskie. Pomimo, że „Harry Potter” wywodzi się z Wielkiej Brytanii, to nie brytyjskie okładki tych książek znane są na całym świecie, Brytyjczycy nie są nawet autorami słynnej potterowskiej czcionki. Co gorsze, nawet prawa do „Harry’ego Pottera” zostały sprzedane amerykańskiemu Warner Brosowi. I co z tego wyszło? Światowy fenomen, kasowe filmy i mnóstwo gadżetów promocyjnych plus parki rozrywki itd. itp. A choć mało kto będzie narzekać na ten cały szum wokół Pottera, wiele osób zadaje głośno pytanie: dlaczego większość światowych wydawców tej serii poszło ślepo w ślady Amerykanów publikując książki z okładkami autorstwa Mary GrandPre? Odpowiedź nasuwa się sama: z powodu lenistwa, ponieważ łatwiej było „kupić” gotowe okładki, aniżeli zlecać wykonanie własnych. I w tym momencie wariograf robi głośne: „BIIIIIIIP!”. Zgodnie z tezą, którą przedstawiła Gili Bar-Hillel, izraelski tłumacz „Harry’ego Pottera” na język hebrajski, wydawcy nie mieli w temacie okładek nic do powiedzenia. Od chwili, kiedy J.K.Rowling podpisała umowę z Warner Bros., ci wymuszali na zagranicznych wydawcach publikacji książek w określonych, amerykańskich szatach. Czy to prawda? Postanowiliśmy to sprawdzić…

Niegdyś Węgrzy czy Czesi posiadali swoje własne wydania „Harry’ego Pottera” z własnymi okładkami. Co takiego się stało, że tamtejsi wydawcy (i wielu innych) nagle przerzuciło się na amerykański wzorzec? Warner Bros. się stał. Istvan B. z węgierskiego domu wydawniczego Animus Kiadó jednoznacznie stwierdził, że Warner wymusił tę zmianę. Co więcej – w chwili, kiedy Jo podpisała cyrograf… tzn. kontrakt z Warnerem, rozpoczął się koszmar dla wielu wydawców. Nino D. pracująca u gruzińskiego wydawcy zdradziła, że koncern narzucił na wydawnictwo mnóstwo ograniczeń. Większość wydawców nie chce się wypowiadać na ten temat – niektórzy wręcz z ulgą podeszli do zakończenia serii i tym samym, zakończenia współpracy z Warner Brosem. Media Rodzina na pytania dotyczące nacisku ze strony WB. odpowiada jednoznacznie: „Odpowiedź jest niestety krótka, ale treściwa: wolelibyśmy się nie wypowiadać w tym temacie”.

Piękny sen dobiega końca. Pora na prawdę związaną z PRZEMYSŁEM „Harry’ego Pottera”.

Powyżej znajduje się odpowiedź na pytanie: dlaczego niemal wszędzie na świecie jest „amerykański” Potter? Jak to się ma do wydań w krajach, gdzie zastosowano oryginalną szatę graficzną? I tu odpowiedź wydaje się być prosta. Francja, Niemcy, Szwecja, Finlandia, Japonia czy Hiszpania to nie są państwa, którym łatwo można narzucić swoją wolę. Nawet Warner Bros. musi to wiedzieć. A Ukraina? Vladyslav Yerko uznawany jest za jednego z najzdolniejszych ilustratorów na świecie. To zaszczyt, że i dla „Pottera” stworzył coś tak niezwykłego. Poza tym – nawet J.K.Rowling zakochana jest w ukraińskich okładkach swojej serii, nie od dziś wiadomo, że uważa je za najładniejsze na świecie. A reszta? Reszta tak jak Węgry, Czechy czy Islandia, musieli ustąpić i skłonić głowy przed batem tyrana.

Szantaż, wymuszenia i pryzmat wiszącego nad głowami bata – oto prawdziwy obraz Warner Bros., koncernu któremu J.K.Rowling oddała swoje „dziecko”. Nie chcąc tematu przedłużać, krótka, dająca do myślenia historia, w której prawdy możemy się jedynie domyślać.

W roku 2009 mój przyjaciel, Mikołaj, właściciel strony Hogsmeade.pl, napisał do Media Rodziny pytanie dotyczące polskiego, jubileuszowego wydania „Harry’ego Pottera”. Otrzymał odpowiedź, iż takowe wydanie otrzymamy w 2010 roku, na dziesięciolecie „Kamienia Filozoficznego” w Polsce. W 2010 r. na maila w tej samej sprawie, otrzymał odpowiedź, że nie pojawi się żadne nowe wydanie „HP” w Polsce. Sprawa zamknięta.

Przez wiele lat Media Rodzina obstawała przy twierdzeniu, że wydanie „HP” dla „dorosłych” jest niepotrzebne, na pewno nie w Polsce. W 2012 r., niemal bez żadnej promocji, po cichu, zostaje wydany polski Potter z brytyjskimi okładkami dla dorosłych. Co dziwne – dzieje się to w momencie, kiedy na świecie następuje wysyp nowych wydań „HP”. Nawet takie kraje jak Wietnam wypuszczają do sprzedaży nowe edycje. Na ogół te edycje są przeróbkami brytyjskiego wydania z tzw. „signature’s edition” tudzież dla dorosłych. Czy to nie dziwne? A może to kolejne wymuszenie ze strony Warner Bros., by wydawcy publikowali nowe wydania „Pottera”? Odpowiedzi na to pytanie nie znamy. Domyślamy się jedynie, jaka ona jest.

Jeśli to nadal mało, spójrzmy na przykład Andrzeja Polkowskiego, tłumacza serii na nasz rodzimy język. W czasach promowania kolejnych tomów, zdawał się być sympatykiem „Harry’ego Pottera”, natomiast po zakończeniu pracy przy tłumaczeniu serii, na pytania jej dotyczące odpowiedział, iż to było dla niego zlecenie, które już dobiegło końca i nie zamierza więcej w tym uczestniczyć. Początkowo bardzo wzięliśmy sobie to z Mikołajem do serca. Jak ktoś, kto jest ojcem polskiego „Pottera” może być tak obojętny wobec niego? Teraz wiem, że Andrzej Polkowski korespondował z Gili Bar-Hillel. A co, jeśli miał podobne doświadczenia jak ona? A może i nad jego głową śmigał bat dzierżony w dłoni światowego tyrana?

I na koniec tego smutnego wywodu, który może zrujnować komuś piękną wizję realnego Hogwartu: tym razem rzecz, która mnie boli najbardziej. W 1996 r. będąc samotną matką, J.K.Rowling zaczęła współpracę z agencją literacką Christophera Little’a. Choć jego agencja nie zajmowała się książkami dla dzieci, pan Little postanowił zająć się „Harrym Potterem”. Dzięki działaniom agencji, 26 czerwca 1997 r. „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” został wydany przez Bloomsbury. J.K.Rowling wielokrotnie podkreślała jak wielką wagę ma dla niej współpraca z Christopherem Littlem. Ni stąd ni zowąd, na przełomie czerwca i lipca 2011 r. Rowling zakończyła współpracę z agencją Little’a przechodząc do The Blair Partnership, gdzie jej agentem literackim został Neil Blair, były współpracownik Christophera Little’a. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama. Do 2011 r. J.K.Rowling twierdziła, że nie ma nic piękniejszego od papierowej książki i zarzekała się, że nie wyda „Harry’ego Pottera” w formie książki elektronicznej. Tuż po rozstaniu z agencją Little’a, światło dzienne ujrzało Pottermore i e-booki, a później „multimedialna książka”: „Wonderbook: Księga Czarów”. Logicznym jest więc, że do zmiany agenta doszło, ponieważ Rowling odeszła od tego, za co ją pokochaliśmy: „Jeżeli w dobie komputerów sztuka czytania zanika, a zwłaszcza wśród dzieci, to niezawodny znak, że jesteś MUGOLEM!”. Tak, pani Rowling. Jest pani mugolem. J.K.Rowling najpierw dała światu wspaniałe książki, budząc nimi miłość do czytania, by teraz budzić miłość do komputerów i konsoli nowej generacji. Ale Pottermore i „Księga Czarów” to dopiero początek. Nadchodzi, bowiem, „Księga Eliksirów” – kolejny konsolowy gniot, który niesłusznie określany jest mianem „książki”. Ale to, że Rowling zmieniła nagle front działania i kieruje swoje dzieła do ludzi z kasą, to nie najgorsze, co uczyniła. Co może być gorsze od wypięcia się na najstarszych i najwierniejszych fanów? Potraktowanie kogoś, dzięki komu zaistniała, jak śmiecia. Christopher Little jako ostatni dowiedział się o tym, że jego klientka zakończyła z nim współpracę. Nie spodziewał się tego, kiedy w drzwiach do jego gabinetu stanął przedstawiciel The Blair Partnership z listem oznajmującym, iż J.K.Rowling kończy z nim współpracę. Rowling nie raczyła osobiście pomówić z człowiekiem, który dał jej szansę wtedy, kiedy nikt inny nie dałby za nią złamanego grosza. Przykre. Aż przypomina mi się film „Rocky V”, w którym główny bohater daje z siebie wszystko, by wytrenować i wprowadzić do „świata” młodego boksera, który ostatecznie, po osiągnięciu sukcesu, wypina się na niego. Ów bokser został przez swojego starego mentora znokautowany i sprowadzony do ziemi. Nie życzę takiego bolesnego nokautu J.K.Rowling. Życzę jej opamiętania. Bo nawet miliony włożone w fundacje charytatywne, nie zatuszują tego, kiedy – czy to osobiście, czy poprzez swoich współpracowników – traktuje się innych jak śmieci. Nie wierzę w to, że autorka „Harry’ego Pottera” jest tak wyrafinowanym człowiekiem. Obawiam się natomiast, iż jest ofiarą manipulacji. Manipulacji ze strony Warner Bros., The Blair Partnership, Sony i wielu innych korporacji, które idąc tą drogą, sprawią, że spełni się dawny, największy koszmar J.K.Rowling – twarz Harry’ego zdobić będzie pudełka na hamburgery. A zaczyna się od dozowników do cukierków…

Więcej w temacie przeczytacie we wpisach:


Z racji tego, że właśnie rozpoczęły się wakacje, nie możemy sobie pozwolić na smutne zakończenie. Zwłaszcza, że dla nas dzisiejszy dzień jest wyjątkowy i być może pozostanie nim do końca życia. A dlaczego? Tego nie zdradzimy. Zdradzimy natomiast, że w ostatnim czasie dzięki Ewie R., która wysłała do nas wiadomość, nabyliśmy wspaniały zestaw sześciu tomów „Harry’ego Pottera” w języku chińskim uproszczonym w niezwykle atrakcyjnej cenie. Jak atrakcyjnej? Trzynaście razy bardziej atrakcyjnej niż standardowa cena tych książek. Dziękujemy, Ewo!


Również z wielką przyjemnością przedstawiamy okładki trzech pierwszych tomów „HP” w nowym wydaniu amerykańskim. Autorem okładek jest Kazu Kibuishi – na temat pierwszej okładki pisaliśmy TUTAJ. Dziś nie mam już wątpliwości – Kazu jest geniuszem, oby tak dalej!



Choć… te nowe wydania brytyjskie również są niczego sobie…

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz