Dorwać szmalcownika, czyli Nick Moran w Krakowie

Nic nie odda klimatu prawdziwej sali kinowej. Żaden telewizor nowej generacji czy najnowsze kino domowe, nie są w stanie oddać emocji i odczuć rosnących podczas prawdziwego seansu kinowego. Ten klimat jest niepowtarzalny. Kino pozwala wyłączyć się na cały świat, by widz mógł w pełni oddać się sztuce filmowej. Jakkolwiek chciałbym pozostać obojętny i być „ponad” to, nie mógłbym nie zarekomendować wspaniałego festiwalu, który od zeszłego roku pozwala mi, i nie tylko mi, spełniać marzenia. OFF PLUS CAMERA International Festival of Independent Cinema to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Kiedy podczas zeszłorocznej edycji do Polski zawitał David Thewlis, odtwórca roli Remusa Lupina, mojej radości nie było końca. O wydarzeniu dowiedziałem się przypadkiem, poszukując informacji o Davidzie Tennancie (Barty Crouch Jr), który brał wtenczas udział w zdjęciach w Warszawie. Jak było wówczas? Nie ma sensu się powtarzać. Jak było teraz? To długa historia…
A zaczęła się w momencie, kiedy nasza znajoma, Izabela, napisała do nas wiadomość z radosną nowiną: John Hurt (Garrick Ollivander) ma być gościem tegorocznej edycji festiwalu OFF PLUS CAMERA. Z własnych poszukiwań dowiedzieliśmy się z Natalią, że aktor ma zostać uhonorowany otrzymaniem nagrody Pod Prąd za całokształt pracy i zaangażowania na rzecz kina niezależnego. Długo czekaliśmy na potwierdzenie tej informacji, a nie mogąc się doczekać, zaczęliśmy przygotowywać się do wyjazdu do Krakowa. Wywołaliśmy zdjęcia Johna Hurta, wiele rozmawialiśmy o jego filmach i, generalnie rzecz biorąc, bardzo pozytywnie nastawialiśmy się na to spotkanie. Do czasu, kiedy „gruchnęła” wiadomość, że tegoroczną laureatką nagrody Pod Prąd jest… Melissa Leo. Naszemu rozczarowaniu i niedowierzaniu nie było końca, zwłaszcza, że kilka dni wcześniej otrzymałem odpowiedź na wysłaną wiadomość, która dawała nadzieję na przybycie pana Hurta do Krakowa. Wówczas przestaliśmy wchodzić na stronę internetową festiwalu. Na szczęście, w oczekiwaniu na wiadomości związane z Johnem Hurtem, zapisałem się do otrzymywania festiwalowego newslettera. I kiedy już nie miałem żadnej nadziei, co do wizyty jakiejkolwiek potterowskiej gwiazdy, jeden fragment newslettera sprawił, że krew we mnie zawrzała:

”Do Krakowa zmierzają światowej sławy reżyserzy, aktorzy, producenci, krytycy oraz muzycy. Przyjadą m. in. Udo Kier, Josh Hartnett, John Rhys – Davies, Ruth Myers, Jeanne McCarthy, Melissa Leo czy Nick Moran.”

Ostatnie nazwisko było mi bardzo dobrze znane. Co więcej – w albumie z autografami już od kilku miesięcy spoczywało zdjęcie przedstawiające Scabiora z autografem Nicka Morana. A więc „Scabior” przyjeżdża do Polski… Było tak mało czasu do jego przyjazdu, a decyzję musieliśmy podjąć jak najszybciej. Ten wpis sam w sobie jest odpowiedzią na pytanie, jaką decyzję podjęliśmy względem wyjazdu do Krakowa na spotkanie z Nickiem Moranem…

TUTAJ można obejrzeć zwiastun filmu "Telstar".
"Telstar: Historia Joego Meeka” to oparta na faktach opowieść o pierwszym w historii niezależnym producencie muzycznym. W filmie Nicka Morana, Joe Meek jawi się zarówno jako niekwestionowany geniusz, pionier, którego dokonania odcisnęły piętno na rozwoju muzyki oraz rockowej kultury oraz jako gwałtowny, nie uznający racji innych desperat, którego paranoja i depresja doprowadziły do tragicznego końca, w którym nie tylko on stracił życie. Sama fabuła filmu nie przemawiała do mnie. Zdecydowaliśmy się na seans, ponieważ uczestnictwo w nim było koniecznym warunkiem, by móc po filmie spotkać się z Nickiem Moranem, co było głównym celem naszego przyjazdu do Krakowa. Wbrew własnym obawom muszę przyznać, że film okazał się być naprawdę dobry. Mało tego – oglądanie go w towarzystwie Nicka Morana i Con O’Neilla (Joe Meek) było doświadczeniem niezwykłym i jedynym w swoim rodzaju. Miałem już okazję uczestniczyć w oficjalnej premierze „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” z udziałem Bonnie Wright i Matthew Lewisa, którzy opuścili salę kinową jeszcze przed rozpoczęciem się seansu oraz w Światowej Premierze „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci cz.2”, gdzie spotkałem wspaniałą większość obsady tego filmu (choć samego filmu wówczas oglądać nie mogłem) i za każdym razem było to wspaniałe doświadczenie. Spotkanie ludzi, którzy tworzą film, który się lubi jest czymś niesamowitym. Ale nawet to nie jest w stanie dorównać klimatowi oglądania filmu z jego twórcami siedzącymi kilka rzędów dalej… Być może ta świadomość pozwoliła mi bardziej wczuć się w film i otworzyła mnie na niego.Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe i rozpoczęło się „oficjalne” spotkanie z twórcami „Telstara”, nie mogłem oprzeć się uczuciu lekkości. To nie było tak oficjalne spotkanie jak w przypadku Davida Thewlisa, do którego dostęp był niemalże strzeżony, a tłum fanów pchających się po autograf był niczym niekończąca się, rwąca rzeka… W seansie „Telstara” uczestniczyło niewiele ponad 20 osób, w związku z czym każdy miał niebywały dostęp do Nicka Morana i Cona O’Neilla. Po niedługiej sesji Q&A (Pytania i Odpowiedzi), zaczęliśmy „oblegać” naszą niewielką grupą Nicka Morana. Dając mu z Natalią i Izą w podarunku dużą, mleczną czekoladę, nie sądziliśmy, że zechce jej od razu zakosztować. Miło było widzieć na własne oczy, że podarunek przypadł „Scabiorowi” do gustu. Dodatkowo ciekawi nas bardzo, czy aktor „zagłębi” się w dwa inne podarunki, które od nas otrzymał – polską komedię „Poranek Kojota” oraz płytę zespołu „Pod Budą”.

Spędziliśmy kilkanaście minut w sali kina Ars, by móc w pełni nacieszyć się towarzystwem aktora, który nieustannie żartował, pozował do zdjęć i zajadał się czekoladą. Współprowadzącej z nami fanpage’a „Harry Potter Kolekcja”, Izie udało się oczarować Nicka do tego stopnia, że ten pocałował ją w policzek. Trudno więc błądzić w twierdzeniu, że tylko nam to luźne spotkanie przypadło do gustu. Zdobywszy ostatecznie autografy na posiadanych przez nas zdjęciach i, wygranym przeze mnie wcześniej tego dnia, plakacie festiwalowym, Natalia została przechrzczona przez Nicka na „Natile”, z czego głośno żartował Con O’Neill twierdząc, że Nick jest pisarzem, który woli dużo mniej skomplikowane imiona, np. takie jak „Joe”.
Gdy spotkanie dobiegło końca, opuściliśmy kino Ars w bardzo dobrych nastrojach, niezwykle pozytywnie nastawieni. Niepotrzebnym byłoby rozpisywanie się z mojej strony o uczuciach związanych ze spotkaniem aktora. Spotkałem już sporą część wspaniałej obsady i załogi „Harry’ego Pottera”, dlatego z pewnością dużo ciekawsze będzie to, co do powiedzenia na temat spotkania swojego pierwszego, potterowskiego aktora ma Natile.

Zdanie Natile:
Zawsze wydawało mi się, że moje imię jest banalne do napisania, tym bardziej, że ma swój angielski odpowiednik, a tu niespodzianka! Co dziwniejsze, Nick wcześniej na zdjęciu napisał prawidłowo moje imię! Wróćmy jednak do głównego tematu mojej wypowiedzi.

Jak Daniel wspomniał, było to moje pierwsze spotkanie z gwiazdą, która zagrała w filmie o „Harrym Potterze”, ale także pierwsze spotkanie z jakimkolwiek aktorem. Nigdy wcześniej nie miałam okazji spotkać nikogo osobiście. Nigdy w życiu nie prosiłam nikogo o autograf. No może raz, ponad piętnaście lat temu, gdy na jednym z festynów gościem był pewien bydgoski żużlowiec.
Skłamię, jeśli powiem, że w ogóle nie byłam zestresowana przed poniedziałkowym spotkaniem z Nickiem Moranem. Bardzo stresował mnie fakt, że prosząc go o autograf zapomnę jak się mówi po angielsku, albo, co gorsze, w ogóle zapomnę języka w gębie. Jednakże samo jakoś wyszło, że nie musiałam za dużo mówić, za co jestem wdzięczna Danielowi. Cieszę się, że mimo moich wcześniejszych obaw nie było tak jak się spodziewałam. I Nick Moran i Con O’Neill (odtwórca głównego bohatera w filmie „Telstar”) byli tak szalenie sympatyczni, że można było się wyluzować i nawet z nimi porozmawiać, co wykorzystała Iza. Może to i egoistyczne, ale bardzo się cieszę, że na tym spotkaniu było tak mało osób. Dzięki temu goście mogli poświęcić nam o wiele więcej czasu.

Poniżej można obejrzeć film, przedstawiający naszą wizytę w Krakowie i spotkanie z Nickiem Moranem. Na razie dostępna jest wersja anglojęzyczna, jednak już wkrótce pojawi się wersja z polskimi napisami.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz