Wspominamy Richarda Griffithsa

Jak puste i niewłaściwe zdaje się być każde słowo napisane w dniu dzisiejszym, kiedy nie sposób jest wyrazić prawdziwie ogrom smutku i tragedii. To, co nieprzewidywalne i niemożliwe do cofnięcia, zawsze uderza niespodziewanie i z wielką siłą. Wczoraj w wieku 65 lat odszedł Richard Griffiths, wielki brytyjski aktor, który w naszych sercach na zawsze zapisał się jako fenomenalny wuj Vernon Dursley. Choć już go z nami nie ma, pozostawił po sobie wiele wspaniałych filmów, które możemy oglądać zawsze i oddawać mu tym samym szacunek i hołd.

Wspominając Richarda Griffithsa mam przed oczami człowieka dość ekscentrycznego i jedynego w swoim rodzaju. Zapamiętam go jako jedynego aktora rozsyłającego „wątpliwym” fanom złośliwe liściki budząc tym śmiech i rozbawienie. Któż bowiem obrażał się za to, co pisał? Richard Griffiths nawet nieuprzejmością sprawiał ludziom radość. Ile tego typu odpowiedzi widziałem? Całe mnóstwo. Narzekał na różne rzeczy, a zwykle zaczynało się od tego, ile czasu traci na dotarcie na pocztę, stanie w kolejce i w końcu wysłanie odpowiedzi. Ale zawsze to robił – bez względu na to, czy odpisywał złośliwie czy „normalnie”. Poświęcał swoim fanom naprawdę wiele czasu i czytał każdy nadesłany do niego list. Na stronie fanmail.biz miał swoją rzeszę fanów, którzy uwielbiali jego złośliwe odpowiedzi – stał się prawdziwym ulubieńcem wielu kolekcjonerów autografów. Niektórzy określali jego listy dowodami na to, że to prawdziwy Vernon Dursley. Ale czy prawdziwy, pozbawiony skrupułów i uczuć Vernon Dursley poświęciłby tyle czasu innym?

Do każdego listu, który napisałem przywiązuję wielki sentyment. Każda otrzymana odpowiedź sprawia, że czuję swego rodzaju nić emocjonalną łączącą mnie z gwiazdą, która poświęca swój czas po to, by odpowiedzieć na moją korespondencję. Dziś nie mogę spojrzeć na autograf otrzymany od Richarda Griffithsa. Jakkolwiek obcym był on dla mnie człowiekiem, w pewnym sensie czuję się, jak gdybym stracił kogoś bliskiego. Ale mam też świadomość, że w naszym albumie spoczywa piękna pamiątka w postaci podpisanego przez niego zdjęcia. Zawsze polecałem pisanie listów do pana Griffithsa początkującym kolekcjonerom, ponieważ zawsze odpowiadał na nie. Dziś okazuje się, że już nikt nigdy nie będzie miał sposobności otrzymania od niego autografu. I pozostaje pustka. Pustka, której lękam się uwolnić, kiedy spojrzę na ten autograf. To dla mnie prawdziwy zaszczyt, że otrzymałem autograf od tego wielkiego aktora.

„Dziś” pozostajemy w smutku, ale kiedy przyjdzie „jutro”, z uśmiechem na twarzach wspominać będziemy Richarda Griffithsa – najbardziej nietuzinkową gwiazdę „Harry’ego Pottera”.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz