MAGICZNE ILUSTRACJE część 1: Thomas Taylor

Kiedy w 1996 roku wydawnictwo Bloomsbury postanowiło wydać debiutancką powieść nieznanej nikomu Joanne Rowling, pisarka otrzymała propozycję zilustrowania swojej książki. Być może niewiele osób o tym wie, lecz autorka „Harry’ego Pottera” stworzyła mnóstwo ilustracji przedstawiających poszczególnych bohaterów serii oraz różne sceny z książki. Wydawca dostrzegając talent ilustratorski Joanne bardzo chciał, by to ona sama stworzyła okładkę dla „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Ta jednak odmówiła twierdząc, że ktoś inny z pewnością lepiej się sprawdzi w tym zadaniu, gdyż ona sama zdecydowanie woli pisanie.

I tak też się stało. Wydawnictwo znalazło odpowiednią osobę, która miała stworzyć pierwszy powszechny wizerunek „Harry’ego Pottera” jaki poznał świat. 26 czerwca 1997 roku świat poznał nie tylko J.K.Rowling, ale i debiutującego ilustratora – Thomasa Taylora.


Thomas Taylor przyszedł na świat w 1973 roku w Walii. Jako ilustrator debiutował tworząc okładkę do pierwszego „Harry’ego Pottera”. Obecnie nie tylko ilustruje książki, ale też wydaje swoje własne publikacje. Jest autorem „Hunters” oraz „Dan and the Dead”, którego sequel pt. „Dan and the Caverns of Bone” wydany zostanie w tym roku. Książki Thomasa Taylora jak dotąd, niestety, nie zostały wydane w języku polskim.

Jak doszło do tego, że początkującemu ilustratorowi zlecono wykonanie okładki do „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”? Najlepiej, jeśli tę historię poznacie z ust, a raczej spod palców, człowieka, którego ona dotyczy. A zatem miłego czytania!

Thomas Taylor
JA I HARRY POTTER
tłumaczenie: Harry Potter Kolekcja

Ja, Thomas Taylor (tak twierdzi Googlebot) zrobiłem ilustrację okładkową dla „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. To prawda, że nie wykonałem okładki wydania dla dorosłych i zgadza się, że to prace innych artystów znajdują się na wydaniu amerykańskim i wielu innych europejskich edycji, ale większość jedenastolatków z większości anglojęzycznych krajów rozpozna ten obrazek.

Oczywiście, jedna okładka książki nie czyni kariery, choć przez wzgląd na HP czasami trudno jest przekonać o tym innych. Ale faktem jest, że ten obraz to coś, co poprawiło moją reputację i z czego mogę być dumny, jednak pogląd, że mógłby być chwalebnym zwieńczeniem mojego aktywnego życia zawodowego (aluzja rzucona przez kogoś, kogo znam) nie przemawia do mnie. Jak może tak być, skoro to moje pierwsze zlecenie?

Cofnijmy się do 1996 roku. Przed rokiem odszedłem ze szkoły artystycznej i pracowałem w Heffer’s Children’s Bookshop w Cambridge (Wielka Brytania), opłacałem rachunki (częściowo) i dowiadywałem się o rynku książki dziecięcej. Nie miałem wtedy ani agenta, ani zbyt wielu kontaktów, ale będąc każdego dnia otoczonym przez książki dla dzieci, nie było trudno zdecydować, gdzie powinienem wysłać moje przykładowe prace. Zauważyłem, że Bloomsbury tworzyło wtenczas listę dziecięcą, więc pojechałem do Londynu i zostawiłem portfolio z moimi pracami. Musieli w nich dostrzec coś, co im się spodobało, ponieważ zlecili mi zrobienie okładki.

Ludzie często mnie pytają, czy nie byłem sparaliżowany presją zrobienia ilustracji na okładkę jednej z najsłynniejszych książek na świecie. Ale ci ludzie zapominają, że w tym czasie J.K.Rowling była tak samo nieznana jak i ja, i musiało się to wydawać dość naturalne, że jej tekst tak jakby wziął ślub z moim stylem ilustracji, bo tak też było.

A jaki był mój styl? Wtedy musiał być konsekwencją nauki na własnych błędach, moje próbki zawsze wychodziły poza ograniczenia wiekowe. Nie byłem wtedy jeszcze pewny czy powinienem wybrać tworzenie niewielkiej ilości ilustracji do literatury dla starszych i okładek książek czy też całkowicie zwrócić się ku młodszym i stać artystą od książeczek dla dzieci. Wtedy nie miałem pojęcia, że sam będę pisał. W każdym razie, myślę, że wśród moich przykładowych ilustracji znalazł się smok albo i dwa, więc Harry Potter był mój.

Oczywiście, byłem bardzo podekscytowany. Moje pierwsze zlecenie na ilustrację – wow! Bez wahania kupiłem nowe pióra i butelkę belgijskiego piwa, ażeby to uczcić. Miałem niekompletny manuskrypt do przeczytania, szkice do zrobienia i potem czekało mnie malowanie. Ostateczny obraz – słaby szkic ołówkiem, pomalowany stężonymi akwarelami (Doc Martins, tak myślę), następnie poprawienie konturów czarnym ołówkiem Karisma – wszystko to zajęło mi dwa dni i w gruncie rzeczy byłem zadowolony. Chyba osobiście doręczyłem moją pracę.

To była jedyna okładka „Harry’ego Pottera”, którą zrobiłem. To całkiem zrozumiałe, że kiedy te książki już wystartowały – zważając na fakt, że te historie rozwijają się wraz ze szkolną karierą Harry’ego – Bloomsbury zwróciło się do bardziej doświadczonych ilustratorów, których dokonania artystyczne odpowiadały właśnie oczekiwanym kategoriom wiekowym. Do tego czasu pracowałem nad moimi pierwszymi książeczkami z obrazkami, odsuwając się od czytelników Harry’ego. Więc w sumie nie odczuwam żadnego wielkiego żalu z powodu mojej porażki z Cliffem Wrightem czy też, że moje powiązanie z Harrym było tak krótkie.

Nie, poczekajcie – mam żal odnośnie jednej rzeczy.

Jak wszyscy wiedzą, tylko kilka książek pierwszej edycji zostało wydanych w twardej oprawie. Myślę, że zazwyczaj taki nakład wynosi 450 egzemplarzy. Więc, częściowo przez moje powiązanie z książką, otrzymaliśmy do Children’s Bookshop dziesięć egzemplarzy w tej oprawie. Dziesięć! A wiecie ile z nich kupiłem?

Żadnego.

Tak, dobrze przeczytaliście. Nie kupiłem ani jednej książki, która stała się najbardziej wartościową edycją kolekcjonerską. Powód jest prosty: Bloomsbury miało wysłać mi podpisany egzemplarz, więc czekałem na niego. Pamiętajcie, nie było powodu by sądzić, że ta książka to coś innego niż po prostu zwykła książka dla dzieci, a poza tym książki z twardą okładką były zbyt drogie jak dla kogoś, kto mieszkał na poddaszu.

Jedną z najgorszych rzeczy w pracy w dziecięcej księgarni podczas ciągłego wzrostu zainteresowania „Harrym Potterem” było to, że wszyscy moi koledzy z pracy wiedzieli o moim powiązaniu z nim. W sumie to było fajne, ale mogliby sobie darować mówienie o tym klientom. Jestem pewny, że możecie sobie wyobrazić to zmieszanie na twarzach klientów spoglądających na przyjaznego, ale brudnego księgarza, który został wskazany jako autor okładki książki, która była na językach wszystkich. Nawet pamiętam jak byłem zaczepiany przez kilku ludzi chcących bym złożył dla nich podpis na okładce, pomimo faktu, że nie bardzo w to wierzyli. Będąc artystą w jakiejkolwiek dziedzinie, dręczy cię myśl o porzuceniu codziennej pracy, ponieważ pytanie: „dlaczego w takim razie wciąż tu tkwisz?” zadawane przez zupełnie obcych ludzi, nie wpływa dobrze na twoje samopoczucie.

To się nie kończyło nawet wtedy, gdy wracałem do domu. W pewnym momencie tej gorącej ekscytacji, kiedy „Harry Potter” pędził do góry z ponaddźwiękową prędkością, prasa zaczęła się interesować mną. A to znaczy, że musieli być naprawdę zdesperowani, by dotknąć tej historii z innej strony. Pamiętam jednego faceta dzwoniącego do mnie i mówiącego, że widział wczesny szkic, który zrobiłem i nie było na nim blizny Harry’ego! Czyżby był na tropie życiowej sensacji? Nie, z przykrością dla niego, to było zwykłe przeoczenie z mojej strony.

W innym przypadku byłem trochę głupi i zacząłem mówić półprawdę do dziennikarza (z Kanady, tak myślę), który niespodziewanie do mnie zadzwonił. Stworzony przeze mnie wizerunek Harry’ego Pottera jest odrobinę zbliżony do wyglądu kogoś, kogo znałem. To naprawdę zbieg okoliczności, ale wielokrotnie byłem pytany: „skąd wziął się twój pomysł?” i zauważałem, że odpowiedź: „z tekstu”, nigdy nie była tą oczekiwaną, więc zacząłem mówić przez telefon, że Harry był „mniej więcej” bazowany na prawdziwej osobie. Mentalny alarm odezwał się za późno i szybko zakończyłem rozmowę, wbrew rozlegającym się ze słuchawki piskliwym protestom, gdy odkładałem słuchawkę. Wiedziałem, co dziennikarz miał na myśli: chciał posłać fotografa do domu tej osoby i wyjawić jej, że jest Harrym Potterem! Ale ubaw! Powiedziano mi, że przez cały dzień telefon dzwonił co trzy minuty. Ale ja byłem wtedy w pubie.

Narzekam z tego powodu, ale tak sądzę, że jednak w rzeczywistości łatwo było uniknąć tych telefonów. W każdym razie niedługo potem milkły. I naprawdę było prościej odrzucić możliwość wystąpienia w „The Generation Game”, wygłoszenia przemowy na Oxford Union (nie żartuję), czy też którąkolwiek z innych szalonych propozycji, które zostały mi przedstawione. Pamiętam dziennikarza piszącego wówczas, że istnieje „kultura tajności” wokół Harry’ego Pottera. Czy istniała? Jeśli tak, to sądzę, że przyczyniłem się do jej powstania.

Miałem możliwość odejścia z księgarni pod koniec wieku (mogę powiedzieć, że te słowa w pełni oddają to jak długo chciałem to uczynić) by stać się w pełni „opierzonym” ilustratorem książek. Nie jestem w stanie powiedzieć jak wiele drzwi stanęło przede mną otworem w wyniku mojego małego powiązania z HP, albo jak wiele z nich się zatrzasnęło. Nie myślę o tym. Bardzo podziwiam autora za danie jedenastolatkom właśnie tego, czego chcą: odrobiny oczarowania, schronienia przed reżimem i ucieczki przed zadaniami domowymi – szarym życiem. Ale nigdy nie pojmowałem tego, co tak zadziwiająco wpływa na dorosłych. Być może w każdym z nas drzemie taki jedenastolatek. Cokolwiek by to nie było, sam przeczytałem jedynie pierwsze trzy tomy.

Ten post staje się bardzo długi i obawiam się, że jest odrobinę negatywny. Niech się tak nie 

kończy. „Harry Potter” dał mi magiczny początek kariery i jestem mu za to wdzięczny. Dał mi też piętnaście minut barowej sławy, jeden wieczór w Cambridge podczas legendarnego już pubowego quizu: „Bird in Hand”. Gospodarz konkursu, który mnie nie znał, zapytał: „co łączy Thomasa Taylora z „Harrym Potterem” autorstwa J.K.Rowling?”. Byłem oszołomiony, ale przynajmniej znałem odpowiedź. Teraz Ty też ją znasz.

***

Zachęcamy również do zapoznania się z drugim artykułem Thomasa Taylora. A dotyczy on pewnego tajemniczego czarodzieja, który gościł na tylnej okładce brytyjskiego wydania „Kamienia Filozoficznego”, jednak wkrótce został zastąpiony przez wizerunek Albusa Dumbledore’a. Kim był ów czarodziej i dlaczego musiał zniknąć? Tego dowiecie się z drugiego postu Thomasa Taylora!

Thomas Taylor
HARRY POTTER I TAJEMNICZY CZARODZIEJ
tłumaczenie: Harry Potter Kolekcja

Nie umknęło mojej uwadze to, że przez te wszystkie lata na fanowskich stronach „Harry’ego Pottera” rozgorzała debata i większość użytkowników usiłowała zidentyfikować czarodzieja, którego namalowałem na tylnej okładce „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego”. Tajemnica ta wywołała jeszcze większy rozgłos, ponieważ ów czarodziej szybko został zastąpiony przez dużo bardziej rozpoznawalny obraz Albusa Dumbledore’a. Kim zatem jest ten pierwszy czarodziej? I jakie złowróżbne moce doprowadziły do tej zmiany?

Według wielu osób na pierwszym obrazku w nieco dziwny sposób został przedstawiony młody Dumbledore, podczas gdy inni uważali, że to musi być profesor Quirrell bądź Nicholas Flamel, o czym świadczyć może wypchana kieszeń, w której mógł znajdować się Kamień Filozoficzny. Niektórzy też twierdzili, że „pewnie ilustrator nie przeczytał książki, przed zilustrowaniem jej.” Albo, że tekst był zbyt drogocenny, by ujawniać go przed publikacją! Właśnie dlatego, że to „Harry Potter”, pojawiały się nawet sugestie, że może zostałem wtajemniczony w ściśle tajną znajomość tych bohaterów i książek, które miały dopiero zostać wydane.

W porządku. Choć obawiam się, że prawdziwe wytłumaczenie jest raczej nudne, oto ono: kiedy Barry Cunningham zlecił mi wykonanie ilustracji okładkowych dla debiutanckiej, średniej powieści napisanej przez nieznanego autora nazywanego J.K.Rowling – tak, przeczytałem tę powieść – zostałem poproszony o namalowanie „czarodzieja dla ozdoby tylnej okładki”. Więc to zrobiłem. Książki pełne są magicznych postaci i czarnoksiężników, więc nie było trudno, bym stworzył swojego własnego czarodzieja. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by sportretować Dumbledore’a. Dobra robota, Chlidonasie, poprawnie rozwiązałeś tę zagadkę.

A zmiana? Stało się to, kiedy wydawcy zauważyli, że są ciągle proszeni o wyjaśnienie, dlaczego czarodziej z tylnej okładki nie odpowiada opisowi książkowego Dumbledore’a. Jasne było to, czego czytelnicy chcą i oczekują, więc Bloomsbury skontaktowało się ze mną w sprawie wykonania portretu słynnego dyrektora Hogwartu, a pierwotny czarodziej zniknął w kłębach dymu.

Więc taka jest odpowiedź. Pierwszy czarodziej był w zasadzie nikim. Poza tym…

… poza tym, że był właśnie tym, kim był. Nie był bazowany na nikim innym, poza moim własnym, wspaniałym i magicznym tatą. Tak, mój nieco ekscentryczny, noszący haftowaną myckę tata jest czarodziejem z tylnej okładki „Harry’ego Pottera”. Tutaj waży eliksir:

Możecie sami odgadnąć, którego czarodzieja preferuję osobiście.

***

Interesujące, prawda? Ciekawi Was, co Thomas Taylor ma jeszcze do powiedzenia? Jeśli tak, już teraz zapraszamy na kolejny wpis, w którym opublikujemy nasz autorski wywiad z ilustratorem pierwszego „Harry’ego Pottera”!

Here you can read posts by Thomas Taylor in English:
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz