Szybki skok w Nowy Rok - 2013!



Wielkiego wybuchu nie było, wstrząsy nie skruszyły twardej pokrywy ziemskiej, a woda nie zalała nas bezkresnym oceanem. Świat nie zmienił się w pył. Przetrwaliśmy koniec świata. Przetrwaliśmy, by znów z nadzieją wypatrywać jutra, by móc marzyć i planować. I spełniać marzenia. Każdego roku obiecuję sobie, że w końcu dam sobie spokój z tymi podsumowującymi rok wpisami, które tylko wymagają myślenia, rozpamiętywania i składania tego wszystkiego, co już kiedyś powiedziałem, w jedną całość w taki sposób, by móc to w jakiejś formie przedstawić na forum. Ale po co to komu? Przecież wystarczy prześledzić bloga i poczytać starsze wpisy, by wyciągnąć wnioski. I tu jest hipogryf pogrzebany. Wyciągnąć wnioski każdy może, ale też dla każdego będą one inne. Konkluzja jest zatem prosta i myślący człowiek z całą pewnością się ze mną zgodzi. Podsumowanie jest potrzebne, bo i refleksje są niezbędną częścią naszego życia. To, że wiemy co zaszło nie znaczy, że poświęciliśmy temu wystarczająco wiele uwagi, albowiem zdarza się, że w pośpiechu dnia codziennego zabraknie tej chwili, by przysiąść, zaczerpnąć świeżego oddechu i pomyśleć. Poza tym – wiele decyzji i postanowień określa czas. Dobre czy złe wybory, sukcesy czy porażki. Wszystko to kwestia spojrzenia bądź czasu. Poświęćmy więc odrobinę tego czasu na refleksje i oddanie w kilku(set) słowach esencji mijającego roku 2012 roku. Roku, w którym świat miał przestać istnieć.

Założenia i plany… Nie zrealizowałem prawie żadnego planu na ten rok. Nie udało mi się skompletować całej kolekcji książek, nie wysłałem planowanej ilości listów z prośbą o autografy. To wszystko wciąż przede mną. Czy żałuję? Biorąc pod uwagę zajścia i zmiany tegoroczne mogę stwierdzić śmiało, z dumnie podniesioną głową, że zyskałem dużo więcej, aniżeli książki czy autografy. Choć historia to długa, nie omieszkam się dziś nią z Wami podzielić.

A była to połowa stycznia. Niezbyt szczególny czas niosący ze sobą kolejną próbę wywalczenia czegoś w konkursie „Blog Roku”. Tym razem jednak udział w tym konkursie przyniósł mi Zwycięstwo. Pisane wielką literą. Może i nie wygrałem żadnej wycieczki, skutera czy biżuterii, ale zdobyłem coś o wiele cenniejszego. Dzięki reklamie bloga zdobyłem nową czytelniczkę podpisującą się pod komentarzami jako „shiver89”. Być może zrządzeniem losu okraszony przypadek bądź przeznaczenie, sprawiły, że serce szybciej mi zabiło na sam widok owego nicku, a uszy kojone były magicznym balsamem na dźwięk cicho szeptanego przeze mnie „imienia”. Być może z czasem historia ta w szerokim i szczegółowym opisie stanie się książką, póki co przyjemnością dla mnie będzie nakreślenie skromnego streszczenia.

Tak więc dziewczyna ta komentowała, a ja czytałem pogrążając się w rozpaczy wynikającej z faktu, że nigdy nie podała żadnego na siebie namiaru, ani nie zaproponowała rozmowy poza blogiem. Liczyć mogłem jedynie na jej komentarze i to, że odczyta moje odpowiedzi na nie. Frustracja wzrastała z każdym dniem, aż zdecydowałem się poprosić ją o napisanie do mnie maila. Zgodziła się. Pierwsze nasze maile, a potem rozmowy na gadu-gadu były jak zetknięcie z Aniołem. Oddawałem się każdej sekundzie tych rozmów, spijając każde słowo niczym najwspanialszy nektar skapujący na Ziemię wprost ze Słońca. Moja cudowna rozmówczyni miała na imię Natalia.

Czas weryfikował nasze kontakty, które z kilkuminutowych przeradzały się w kilkugodzinne rozmowy, by w końcu przynieść całonocne rozmowy i zasypianie z telefonami przy uchu z nadzieją usłyszenia swojego oddechu podczas snu. Było jak w bajce i tylko dzieląca nas odległość blisko 500 km sprawiała, że odczuwaliśmy, iż to nie bajka, tylko brutalne życie nie pozwalające spotkać się dwojgu ludziom, między którymi mogłoby zaistnieć coś autentycznie pięknego i szczerego. Blisko pół roku trzeba było czekać, by nadarzyła się sposobność spotkania. Z mocno walącym sercem udałem się w dziewięciogodzinną podróż do tej, której już teraz, w kontaktach zaledwie telefoniczno-internetowych, nie szczędziłem słów: „kocham Cię”. Była druga w nocy, kiedy znalazłem się na dworcu kolejowym w Solcu Kujawskim. Po kilku minutach podjechał samochód, z którego wysiadła zupełnie obca mym oczom (jeśli nie liczyć zdjęć) dziewczyna, którą jednak moje serce od razu rozpoznało. To był tak naprawdę początek wielkiej Miłości, płonącej jasnym, magicznym ogniem. Niewiele ponad miesiąc później, w okolicach pięknego pałacu w Ostromecku, uklęknąłem przed tą, której oddaję nawet swoje sny i poprosiłem ją o rękę. Niebawem potem nasza rozłąka dobiegła końca. Przestaliśmy się już odwiedzać i osuszyliśmy łzy wynikające z pożegnań. Zamieszkaliśmy najpierw u Natalii, teraz mieszkamy u mnie. Kochamy się. Planujemy ślub i bycie ze sobą do końca życia. I nic nam w tym nie przeszkodzi. Choć historia to dłuższa, nie pozbawiona zakrętów i przeciwności, miejscami pełna łez i trudności, mamy siebie. A dał nam nas sobie „Harry Potter”. Gdyby nie powieści J.K.Rowling, nigdy byśmy się nie poznali. I to jest największy sukces – nie tylko tego roku, ale i całego mojego życia. Moja Natalia – kobieta, którą kocham od pierwszego komentarza, która jest moim światłem i drogowskazem, lecz przede wszystkim – potężną Miłością, której płomienia nic nie stłumi, ani nie zgasi. Za prawdziwą, najważniejszą w życiu magię – Natalko, dziękuję! Kocham Cię całym sercem!

Na otarcie łez chusteczki nie podam, lecz zrobię krok ku bardziej materialnym podsumowaniom ostatnich dwunastu miesięcy. Gathering, wizyta w WB Studio Tour „The Making of Harry Potter” w Londynie oraz kolejne, niezwykle cenne książki i autografy w kolekcji. Islandia, Gruzja, Francja (język bretoński) – kolejne kroki ku zrealizowaniu marzenia. Czynione we dwoje przynoszą niezwykłą radość. Nie zliczę wspaniałych kontaktów, które udało mi się nawiązać w tym roku ze światowymi wydawcami czy z ludźmi, których po prostu warto znać. To był naprawdę fantastyczny czas, za który wszystkim i każdemu z osobna bardzo chciałbym podziękować. Na cóż więc czekam?

MADLOBA GADAGIKHADOT!

GRACIAS!

DANKE SCHOEN!

THANK YOU!

þakka þér!

OBRIGADO!

HVALA!

Köszönöm!

MERCI!

DZIĘKUJĘ!

Dziękuję za wspaniały rok, który do końca mnie zaskakiwał przynosząc wiele dobrego. Przeżyłem wiele wspaniałych przygód, zdobyłem wiele szczytów i jestem bardzo szczęśliwy. Jeśli chodzi o kwestie blogerskie – dzięki Natalii blog „Harry Potter Kolekcja” zyskał nowe życie i zaistniał na facebooku, a co więcej – wciąż idzie ku lepszemu o czym mogliście się przekonać choćby przez najnowszą rewolucyjną zmianę w „Magicznych Autografach”.

Oboje też dołączyliśmy swoją cegiełkę do zaproszenia J.K.Rowling do Polski przez wsparcie Żywieckiej Biblioteki Samorządowej w organizacji i przeprowadzeniu ogólnopolskiej dyskusji na temat „Trafnego wyboru”. Być może zdarzy się i tak, że nasz tekst dzięki temu trafi na biurko samej J.K.Rowling.

Nowy Rok prowadzi nas ku lepszemu, zwiastuje wiele zmian. Z pewnością razem z Natalią sprawimy, że „13” już nigdy nie będzie się źle kojarzyło! Nim jednak przejdę do idyllicznych wizji nadchodzącego roku, niechże wypowie się Ta, która stała się moim życiem.

Natalii monolog na koniec roku: 

Bardzo nie lubię pisać wpisów podsumowujących cały rok. Pominę fakt, że jest to mój pierwszy tego typu wpis, ale już czuję jakąś niechęć. Niestety mus to mus i napisać swoją część trzeba. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Moja współpraca przy tym blogu rozpoczęła się w lutym tego roku. Praca nad szablonem bloga była bardzo przyjemna i naprawdę żałuję, że tak szybko trzeba było się z nim pożegnać. A wszystko to wina serwisu blog.onet.pl, który nie mogąc okiełznać awarii wolał przenieść się na platformę blog.pl, która nadal pozostawia wiele do życzenia. Jednakże po wielu godzinach ciężkiej pracy powstał nowy szablon. Różni się znacznie od poprzedniego, ale z niego także jestem dumna. Nie powtarzam się? Chyba tak, dlatego przejdę dalej. Aby zachęcić Was do oczekiwania i ostatecznie wejścia na bloga w dniu jego drugiego oficjalnego otwarcia razem z Danielem TUTAJ). 

Nigdy nie zapomnę jak musieliśmy kilkakrotnie powtarzać każdą scenę, jak cieniami do powiek imitowaliśmy siniaki i brud na naszych twarzach, jak smarowaliśmy się ketchupem, aby wyglądało, że odnieśliśmy spędziliśmy wiele godzin na produkcji zwiastunu (można go zobaczyć poważne rany. I przede wszystkim nie zapomnę całego etapu montażu i wielogodzinnego oglądania naszej małej produkcji w celu wychwycenia jakichkolwiek błędów czy po prostu dla samej przyjemności. Duma rozpiera nas do dzisiaj. Jeśli mowa o wpisach... Mój pierwszy wpis (a obiecywałam sobie, że nie będę się udzielać) pojawił się 31 października i dotyczył zmian, które zaszły na blogu. Kilka groszy dodałam także we wpisach na temat „Czarnej edycji” i „Trafnego wyboru”, ale największą przyjemność sprawiło mi pisanie o „Wonderbook: Księdze Czarów” a także o fanfiction, które wypełniały kiedyś większość mojego życia. Razem z Danielem wymyślałam pytania do wywiadów z takimi osobami jak Thierry Jamet, Mark Kerrain czy... oj, o mały włos a bym się wygadała, kto będzie następny! No i oczywiście nie mogłabym pominąć w opisie tego roku faktu otrzymania przeze mnie pierwszych „potterowskich” autografów. Mój pierwszy autograf z dedykacją dostałam od Davida Thewlisa, a to za sprawą Daniela. Drugi autograf, a zarazem pierwszy, który dostałam korespondencyjnie, pochodził od Julie Walters, czyli filmowej Molly Weasley. Z pewnością to dopiero początek mojej autografowej przygody.

Ten rok zleciał jak z bicza strzelił. Pomijając już całkowicie temat bloga i „Harry’ego Pottera” w moim życiu wiele się zmieniło. Poznałam wspaniałego człowieka, z którym zamierzam spędzić resztę życia. Zobaczyłam dzięki niemu wiele pięknych miejsc, które tylko proszą, aby je częściej odwiedzać. Dzięki Danielowi zaczęłam także swoją przygodę z kolekcjonowaniem książek. Może nie powinnam tutaj o tym pisać, ale czuję taką potrzebę. Seria, której się poświęciłam (pomijając ”Harry’ego Pottera”) to „Igrzyska Śmierci”. Posiadam już szesnaście książek w siedmiu różnych językach (angielskim brytyjskim, chińskim tradycyjnym, niemieckim, holenderskim, szwedzkim, fiński i oczywiście, polskim). Wiem, że mam wsparcie w moim ukochanym, który będzie mnie w tym dalej wspierał.

DANIEL:
Powyżej możecie podziwiać wspaniałą kolekcję Natalii. Zachęcam także do odwiedzenia stron prowadzonych przez moją narzeczoną. Zaiste, to ciekawe, że dwoje ludzi tak dobrze może się dobrać. Światowa kolekcja „Harry’ego Pottera” obok światowej kolekcji „Igrzysk Śmierci”. I kto by pomyślał, że to jeszcze nie koniec? Czas, by światło dzienne ujrzał kolejny, choć niewielki zbiorek zagranicznych ksiąg… Jako, że na nieco szerszą skalę zajęliśmy się promocją najnowszej powieści J.K.Rowling pt. „Trafny wybór”, dane nam było skompletować niewielki, powiększający się zbiorek wydań tejże właśnie książki. Posiadane przez nas wydania pochodzą z Wielkiej Brytanii, Polski, Niemiec, Słowenii i Hiszpanii. Oczekujemy wydania szwedzkiego, które niebawem ma do nas dotrzeć. Jak widać – nie próżnujemy. Jak na ironię – udało nam się zdobyć słoweński „Trafny wybór”, podczas gdy „Harry Potter” w tej translacji nadal jest poza naszym zasięgiem… Może w 2013 roku się to zmieni?

A tymczasem – Szczęśliwego Nowego Roku pełnego magii i czarodziejstwa, życzą Wam w tym szczególnym dniu,

Daniel i Natalia
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz