O twórczości fanowskiej słów kilka...

ZDANIEM NATALII:
Około 8 lat temu jako wielka maniaczka „Harry’ego Pottera”, zapragnęłam wprowadzić do Hogwartu - Szkoły Magii i Czarodziejstwa swoją postać. Założyłam blog na platformie tenbit i jak to z wyobraźnią nastolatków bywa wie każdy. Na jednej postaci się nie skończyło. Wykreowałam całkiem nowe osobowości pozostawiając również te stworzone przez J.K.Rowling. Moje opowiadanie liczyło ponad sto części, gdzie każda liczyła około dwóch tysięcy znaków. Nie powiem, żeby moja twórczość była ambitna, ale zdecydowanie była pełna ciekawych przygód i romantycznych przeżyć. Dzięki temu poznałam wspaniałą osobę, z którą stworzyłam nową historię, gdy na tamtą zabrakło już pomysłów. Nowy blog przyniósł kolejną znajomość, którą mogłam śmiało nazwać przyjaźnią. Jak to się mówi - nowi ludzie, nowe pomysły. Powstał trzeci blog, któremu zdecydowanie byłam najbardziej oddana. Z roku na rok, z wpisu na wpis słowa układały się w zdania z coraz większą trudnością co zakończyło się urwaniem historii niedawno, bo rok temu. Czemu tak jest, nie wiem. Może z tego wyrosłam, a może mnie to po prostu znudziło i ciężko mi się do tego przyznać. Wiem jednak, że za każdym razem, gdy wracam do tych blogów czuję niesamowite ciepło w sercu, ponieważ podczas czytania wracają wspomnienia.

Fanfiction jest tematem, który chciałam poruszyć od bardzo dawna. Mając możliwość korzystania z Internetu od kilkunastu lat, wiem że tak zwane fanfiki były, są i zawsze będą zalewały platformy blogerskie. Zacząć by wypadało od tego dlaczego one powstają. Moim zdaniem ich autorzy dzielą się na trzy grupy. Pierwsza z nich to osoby znudzone, nie mające co z sobą począć. Piszą swoje „opowiadania” wykorzystując znane im historie bądź osoby publiczne. Drugą grupą są niespełnieni pisarze, którzy w całości oddają się pisaniu, choć jeszcze nie spłynęła na nich wena, która pomogłaby im stworzyć ich własny świat. Trzecią grupą, do której kiedyś chyba mogłabym się zaliczyć, są fani. Charakteryzują się oni tym, że tworząc swoje fanfiction kierują się tylko i wyłącznie tęsknotą. Nasz blog dotyczy „Harry’ego Pottera”, więc na tym przykładzie bardziej rozwinę myśl na temat ostatniej grupy, która dodatkowo dzieli się na kolejne trzy. Pierwsza dotyczyła oczekiwania na wydania kolejnych części i zdecydowanie należy już do przeszłości. Kolejną grupę nazwałabym „gdybaczami”: „Co by było gdyby Hermiona zakochała się w Draco Malfoyu albo Tiara Przydziału umieściła Harry’ego w Slytherinie?” J.K.Rowling stworzyła świat, który daje nam, fanom, niezłe pole do popisu. Opowiadania „gdybaczy” dzielą się na poszczególne kategorie (na przykład „Dramione”, gdzie głównymi bohaterami są Draco i Hermiona), więc można uznać, że jest to najobszerniejsza grupa. Natomiast ostatnia, najnowsza grupa składa się z osób, które nie mogą się pogodzić z tym, że pani Rowling wydała już ostatnią z planowanych części przygód o młodym czarodzieju. Żal i rozczarowanie doprowadzają do takiego stanu, że za wszelką cenę chce się pozostać w tym zaczarowanym świecie. Kontynuuje się historię Harry’ego i jego przyjaciół, rozpoczyna się rok szkolny razem z nowym pokoleniem, a także wymyśla nowe przygody i wplata w te, które wyszły spod pióra Brytyjki. Odchodząc już od tego, kto bawi się w pisanie fanfiction przejdę do tego jak można je podzielić. Są dwie podstawowe kategorie.
Pierwsza różni się od drugiej tylko tym, że wprowadza się nową postać. Swoją bądź zapożyczoną z innego „świata”. Choć dawno już nie czytałam żadnego ff zdecydowanie nadal jestem zwolenniczką świeżych osobowości. Wypadałoby chociaż w małym stopniu pokazać, że jest się w stanie stworzyć coś SWOJEGO. Fanfiction ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Zaliczam się do tych pierwszych, czego raczej nie trudno się domyślić. Ciężko było mi zgodzić się z osobami, które uważają, że ff to bezczeszczenie oryginalnych powieści albo twierdzą, że każdy jest płytki jak woda w brodziku. Co do drugiego, to po części się zgodzę, ale z pierwszym nigdy. Powstające fanfiction są niezawodnym dowodem na to, że autor oryginału odniósł niesamowity sukces. Bardziej pochlebnym dowodem jednak są teksty, w których nie rażą w oczy wszelkiego rodzaju błędy. Wiadomo wtedy, że pisarze darzą szacunkiem swoją pracę jak i osoby, z której dzieła korzystają. Niestety większość ff charakteryzuje się tym, że ich autorzy nie bawią się w przestrzeganie zasad poprawnej polszczyzny. Nie dbają o ortografię, interpunkcję czy też najpopularniejsze - „literówki”. Sprawia to, że osoby chcące zapoznać się z czymś nowym, rezygnują z tego i stawiają wielką krechę na całości. Dobrych fanfiction jest jak na lekarstwo i naprawdę bardzo ciężko jest do nich dotrzeć. Czym charakteryzuje się dobry fanfik? Chciałoby się rzec, że tym samym co dobra książka, ale niestety. Tutaj możemy zwrócić jedynie uwagę na to jaką ścieżką poprowadzi swojego bohatera autor. Wbrew pozorom jest to bardzo trudne zadanie i niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Gdyby tak było, powstawałoby więcej stworzonych od początku do końca, oryginalnych historii. Odnosząc się jeszcze do „bezczeszczenia” oryginalnych powieści. Czyż nie jest piękne to, że młodzież w dzisiejszych czasach nie tylko czyta, ale wykazuje się także swoją wyobraźnią? Nieważny jest sposób, ale sam fakt, że pojawia się chęć pisania. Być może rozpoczęcie w takiej dziedzinie zakończy się kiedyś wydaniem książki?

ZDANIEM DANIELA:
Przez tak wiele lat przechodziłem uparcie obok świata ludzi tworzących i czytających fanfiki, że w pewnym momencie poczuwałem się jako zupełnie odeń odcięty i totalnie niezależny. Tworząc bloga wielokrotnie stawałem przed stawianymi przede mną pytaniami i wielokrotnie unikałem odpowiedzi tłumacząc się tym, że jedyną twórczością dotyczącą „Harry’ego Pottera” jest dla mnie twórczość J.K.Rowling. Z uporem maniaka odrzucałem wszelkie zaproszenia do czytania bądź współtworzenia opowiadań dotyczących dalszych bądź wcześniejszych losów Harry’ego, jego dzieci czy Severusa Snape’a. To nie mój konik, nie moja bajka. Skłamałbym jednakże twierdząc, że nigdy nie próbowałem swoich sił. Albowiem pisałem – co prawda jedynie na rzecz konkursów potterowskich z nadzieją na zdobycie nagród, ale jednak. Jednak nigdy nie traktowałem tej formy bycia fanem jako czegoś wartościowego czy do życia i dobrego samopoczucia niezbędnego. Dalsze losy Harry’ego? Znam je – J.K.Rowling wiele o nich mówiła w wielu udzielonych wywiadach i czatach po publikacji siódmego tomu. Co by było, gdyby? Jak to mówią: „gdyby babka miała wąsy, to byłaby dziadkiem”. Nie dbam o to. Moja ignorancja zmusiła mnie jednak do stanięcia twarzą w twarz z dużo większym problemem. Coś, co nie przykuwało mojej uwagi stało się zbyt potężne, by teraz móc z tym polemizować. Jakkolwiek by nie było, odważnie stawię czoła problemowi. Tak, problemowi. Niespełna przed rokiem rozmawiałem z jedną z fanek „Harry’ego Pottera” na temat fanfiction. Jako wielka ich zwolenniczka z uporem maniaka usiłowała przeciągnąć mnie na swoją stronę. I przeholowała. „To jest lepsze od tego, co napisała Rowling!” – po tych słowach, nie będę ukrywać, krew w moich żyłach zawrzała. Moja dotychczasowa obojętność względem twórczości fanowskiej przeistoczyła się w żywe zainteresowanie, ale i wywołała sporą niechęć. Niepojętym jest dla mnie fakt, że twór kogoś, kto najprościej w świecie zżyna pomysły od kogoś innego, można określić lepszym od oryginału. Nie pojmuję też opinii, jakoby owy twórca takowego opowiadania, uznawany był za świetnego pisarza. Autor, prawdziwy autor – kreuje swój świat, nadaje mu wygląd, prawa i ograniczenia, tworzy swoich bohaterów – mówiąc najprościej – jest jedynym Panem i Władcą swojej historii. I albo się ona komuś podoba, albo nie. Ale określenie naśladowcy mianem lepszego od Autora postrzegam jako urągające. Niech młodzi ludzie się rozwijają i piszą fanfiki, niech korzystają z uniwersum „Harry’ego Pottera” i niech kreują i szlifują swój własny styl, ale też i oni i czytelnicy powinni mieć dystans do tego co tworzą i czytają. Nie w mojej intencji jest atakowanie twórców i czytelników opowiadań wzorujących się na innych opowiadaniach czy książkach, ale jawna krytyka względem stylu Autora czy podjętych przez niego decyzji i zarazem apoteoza naśladowcy, to coś z czym zgodzić się nie mogę i coś co gotów jestem bojkotować z widłami dzierżonymi w dłoniach. Kiedy wpisuję w google pojęcie: „Harry Potter fanfiction”, wyszukiwarka wynajduje mi około 20 milionów wyników zgodnych z moimi kryteriami. Niektóre ładniej podane, inne gorzej. Absolutna większość będąca bezwartościowymi bazgrołami. Ale nie mnie to oceniać – nie czytam fanfiction. Wręcz unikam ich. Dla mnie „Harry Potter” jest tylko jeden. Sygnowany nazwiskiem Rowling. I nic i nikt tego nie zastąpi, ani nie podrobi. Fanfiki mnie nie bolą, boli mnie natomiast to jak w trakcie rozmowy na temat serii, mój rozmówca zaczyna przytaczać mi „fakty”, których Brytyjka wcale w swoich powieściach nie podawała. I nie wiadomo już co napisała, a co zostało wymyślone przez naśladowcę. Nie zamierzam tym określeniem ubliżać piszącym takie opowiadania, acz dla mnie kwestia pozostaje jasna. Autorem jest ktoś, kto coś tworzy, kreuje, stawia podwaliny pod swój twór. Kiedy ktoś czerpie z cudzej twórczości w moich oczach na zawsze pozostanie naśladowcą. Jeśli dodatkowo twór ten wyda – staje się plagiatorem. Złodziejem. Na szczęście większość twórców fanfików nie zamierza na nich zarabiać, pisze je z
pasji i dla pasji. A to raduje. Wyobrażam sobie, że gdyby nie ta właśnie odnoga fanostwa, wielu piszących nigdy nie zasiadłoby do pisania. Być może to właśnie są pierwsze kroki i niebawem naśladowcy staną się autorami swoich dzieł. Pełnoprawnymi i niekwestionowanymi. Bardzo czekam na taki obrót spraw i to właśnie ta nadzieja utrzymuje mnie przy neutralnym stanowisku względem fanfiction. Traktując tę tematykę po macoszemu, tylko kilka razy zmuszałem się do skosztowania jej owoców, by przekonać się na własnej skórze co tak fascynuje miliony ich czytelników. Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie, wierzę natomiast, że Natalia już to za mnie zrobiła. Ja wiem co mnie obrzydza i odrzuca – paskudne „paringi” i wulgarne, ociekające seksem wątki. Takie skrajności budzą we mnie ochotę przekazania tandetnemu naśladowcy Rowling tylko kilku, niezbyt miłych snów: „Idioto, to czytają dzieci…”. Albowiem tylko idiota, człowiek pozbawiony zdrowej wyobraźni potrafi opisać gwałt w Hogwarcie czy współżycie bohaterów. Tylko człowiek o chorym umyśle zbruka ten świat i narazi młodych czytelników na babranie się w łajnie. Błogosławieństwem, ale i przekleństwem opowiadań czy powieści fanowskich jest indywidualność i subiektywizm. Wierzę, bowiem, że prawdziwy autor fanfiction odda w swojej „twórczości” te wartości, które przez siedem ksiąg przekazywała J.K.Rowling. Pozbawiony rozsądku i rozumu idiota, zbruka te wartości i przedstawi czytelnikowi coś, co zasługuje na określenie wyniku jego pracy dosadniejszym mianem „łajna”.

Reasumując – moje stanowisko pozostaje niezmienne. Niech fanfiki sobie powstają i istnieją, a ci którzy mają takie życzenie, czytają je. Mnie to ni parzy ni ziębi. Jeśli jednak ta „twórczość” ma oburzać, prowokować czy wywoływać odruch wymiotny, to ja mówię stanowcze: „NIE”. Ale mnie i tak nikt nie posłucha, albowiem bez Rowling świat „Harry’ego Pottera” dla mnie nie istnieje.


J.K.ROWLING I FANFICTION:
"Autorce schlebia autentyczna twórczość fanów (fanfiction), powiedział Neil Blair, prawnik Christopher Little Literary Agency, która reprezentuje Rowling. Niepokoją ją jednak dosadne teksty pornograficzne bądź erotyczne (oparte na jej postaciach), które z całą pewnością nie są przeznaczone dla dzieci. Christopher Little zaczął rozsyłać listy z protestami, ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że siedmiolatki natkną się na te teksty, poszukując autentycznych materiałów o Potterze, napisał Blair w odpowiedzi na liczne pytania".


- fragm. tekstu "Harry Potter and the Copyright Lawyer" autorstwa Ariany Eunjung Cha opublikowany w "Washington Post" 18 czerwca 2003 roku.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

7 komentarze:

  1. Pani Natalio, byłabym wdzięczna, gdyby podała Pani adresy do swoich blogów ;) Jestem ciekawa Pani twórczości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, blogi zostały usunięte, ponieważ platforma, na której się znajdowały, przestała istnieć.

      Usuń
    2. Fantasmagoria.~14 sierpnia 2014 23:29

      Uch, szkoda :(
      Dlatego właśnie publikować należy w co najmniej dwóch miejscach, moim zdaniem :P
      Nie ma ich pani także nigdzie zapisanych na dysku, nawet kawalątka? :(

      Usuń
  2. Fantasmagoria.~14 sierpnia 2014 23:24

    Szczerze, gdyby nie to, że Zlotowcy trzymają mnie teraz tak usilnie na facebooku, przegapiłabym temat. Mam zamiar zgłębić całego tego bloga, ale to już jak znajdę nieco więcej czasu, którego obecnie nie mam, niestety.

    Co do samego fanfiction... rozumiem oba stanowiska, choć co tu ukrywać, stanowisko pani Natalii jest mi bliższe. Każdy ma swoje prawa, swoje racje i nie należy dyskutować o gustach, ot co.
    Szczerze powiedziawszy, w odpowiedzi na segregację pani Natalii czuję się przydzielona do każdej z grup ;). Bo naprawdę, powód nie zawsze jest tylko jeden, gdyby tak było, to wielu ludzi popisałoby troszkę, a potem sobie poszło. Choć, z drugiej strony, to samonapędzająca się machina - jak już się ktoś wciągnie w świat fanfiction, to koniec, przepadł z kretesem :P. Nie tak prosto się od tego uwolnić, oj nie.
    Jedyne z czym polemizowałabym w opinii pani Muniowskiej to to, że tworzenie własnych postaci w uniwersum pani Rowling jest lepszym wyjściem niż "bawienie się" (bo cóż, to właśnie się robi) tymi, co w kanonie już są. To nie tak, że się totalnie z tym nie zgadzam, OC (z angielskiego Original Character, własna postać) jest złe i w ogóle autora należy spalić na stosie :D
    Nie, po prostu to jest to, o czym mówiłyśmy na Zlocie - w sieci jest tak dużo Mary Sue (http://pl.wikipedia.org/wiki/Mary_Sue), że wielu fanów najzwyczajniej ucieka z krzykiem, jak widzą właśnie w tagowaniu/oznaczeniu OC. W sumie, z tego właśnie powodu nie zaglądam na blogi, a siedzę na forach - blogi tykam tylko w tym przypadku, gdy pisze je ktoś znajomy, albo zostały mi polecone przez innych ludzi. Znane mi fora na szczęście - ale to też szczęście w nieszczęściu, wiele fabularnie dobrych tekstów jest gnojonych, biedni twórcy ffów - przesiewają takie "kfiatki" i nie jest ich zbyt wiele.
    Także z tej strony mówię OC nie. Z drugiej strony... przyznam bez bicia, że natrafiłam na kilka dobrych postaci własnych, nie przesadzonych i w moim guście (bo czasem nie są przesadzone, ale po prostu dla mnie nieciekawe) oryginalnych bohaterów. Siedzę w tym jedynie cztery lata, ale z paroma takimi się spotkałam. Awersji troszkę nadal pozostało, jednakże jest znacznie, znacznie mniejsza choćby już przez sam fakt tego, iż sama jakiś czas temu przerzuciłam się z kanonicznego czasu Pottera do średniowiecza, czasów Założycieli. I tam, choćbym nawet chciała, nie mogę napisać nic dłuższego bez postaci OC, chociaż śledząc Pottermore i zbierając karty z czekoladowych żab staram się wepchnąć tam jak najwięcej postaci wykreowanych przez panią Joannę. Ale to początek X i koniec IX wieku (Hogwart powstał dokładnie w 900 roku AD), poza Założycielami mamy właściwie jedynie Merlina (który jest uczniem), Morganę Le Fay, Helenę Ravenclaw i Krwawego Barona. No, tak jak mówię z Kart to jeszcze Cliodne, Baba Jaga (xD), Merwyn Malicious (choć datowałabym go później niż Założycieli), Geraint Ollivander, Leticia Somnolens, bo reszta to też później... a jeśli chcę dzieci Założycieli, ich żony/mężów, to chcąc nie chcąc, muszę stworzyć własne :P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantasmagoria.~14 sierpnia 2014 23:25

    Co zaś do samej erotyki... cóż, to ciężki temat, w sumie. Nie będę się więc na razie na niego wypowiadać, choć fani piszący to w Potterze także mają swoje racje ;)

    Nie dziwię się panie Danielu, że zareagował pan złością na opinię, że fanfiction jest lepsze niż oryginał. Mnie samą to drażni, bo gdyby nie oryginał, nie mieliby do czego pisać, ale - walenie kotka za pomocą młotka. Z jednej strony zawsze uśmiecham się ironicznie ilekroć słyszę od jednej z moich przyjaciółek: "w HP jest tak dużo tekstów, bo pisze się fanfici do tego, co ma najwięcej błędów, ot co. Widziałaś żeby chociaż jedna setna takowych powstała do Wiedźmina?", bo już nie mam siły się z nią spierać. Z drugiej strony, muszę przyznać, że także to ma swoje racje, choć przymiotnik "lepszy" zdecydowanie nie jest tym, który bym użyła. "Inny", owszem. "Bardziej rozbudowany" też. Ale przede wszystkim, jedną z rzeczy, za które kocham fanfiction to "bawienie się" bohaterami pobocznymi, mniej istotnymi. Uzupełnianie ich historii, motywowanie ich działań, wyjaśnianie pewnych rzeczy... naprawdę to uwielbiam. A jak już jest dobrze napisane, to w ogóle bajka <3. Przyznam szczerze, możecie mnie skrzyczeć nawet, ale niektóre postacie z kanonu polubiłam dopiero dzięki fanfiction, albo też strefa fanfiction jest jedyną, gdzie te postacie lubię. Za właśnie nadaną im głębię, której Rowling - skupiona na Harrym i jego przyjaciołach - im nie dała. Wiadomo, nie można tego od niej wymagać, to byłby materiał na 70 książek, nie 7, dlatego dobrze, że istnieją fanfiction :P

    I tak, jak mówi pan, panie Danielu - dla niektórych to naprawdę jest zwyczajnie warsztat. Swoją drogą, fanfiction to nie same teksty, to cała społeczność, mająca swoje prawa i rządząca się po swojemu. To jeden wielki system, zależności autora od bety, albo tłumacza od autora, autora od komentujących, czy bety od autora. Nie należy tego ignorować, czy właśnie ganić, bo to jest bardzo potężna część kultury, dziedzictwa internetu :P Zresztą, długo mogłabym o tym mówić :P

    Pozdrawiam, trzymajcie się ciepło :*
    Fantasmagoria.~

    OdpowiedzUsuń
  4. jejku, ja również mam jedno zdanie na temat fanfiction. Tak, prawdziwe opowieści o potterze nigdy nie zostaną zastąpione "bazgrołami". Ale ja czytam je z ciekawości. Raz przeczytałam jeden o Severusie Snape'ie, który opisywał CAŁE jego życie. Opowiadanie było naprawdę takie, że mogłoby być prawdziwą historią, ale przecież wiem, że nie jest. Sama zaczęłam pisać opowiadanie z wykorzystaniem świata z harry'ego. Prowadziłam nową historię, zupełnie nieznaną dziewczynę i wplotłam je w wydarzenia z sagi Rowling. Zrobiłam to z ciekawości i nagłego przypływu weny, od niedawna zaczęłam to jakoś ogarniac, może dam radę stworzyć jakiegoś bloga :) dla mnie fanfici są ucieczką od świadomości, iż świat harry'ego został napisany, ukończony. Tak, jak jego historia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, ja pisuję fanfiki, choć mam do tego specyficzne podejście. Nie lubię wprowadzania nowych postaci do historii, dla mnie kanoniczność jest podstawą. Jeśli piszę, staram się zachować charakter postaci, żadnych dziwactw. Nie interesują mnie "pairigi". Lubię tzw "łatki" - opowieści o osobach, które w kanonie znane są bardzo słabo - o ile są napisane z zachowaniem reszty kanonu bez zastrzeżeń. Typ fanfików, jakie "uprawiam", jest specyficzny, bo to humor - nie można więc powiedzieć, że w jakiś sposób konkuruje czy ma konkurować z opowieścią oryginalną, to raczej drobne żarciki z postaci, postawienie postaci z kanonu w sytuacjach zabawnych.
    Natomiast zgodzę się, że niektóre fanfiki, również polskie, są literacko lepiej napisane niż oryginał, z samej racji tego, że czasem biorą się za to osoby, które bardzo sprawnie posługują się piórem i potrafią opowiadać dobre historie. Oczywiście nijak się ma to do zdania, że są lepsze niż Rowling - Rowling stworzyła tę historię i ona zawsze będzie tu mistrzem, bo gdyby nie jej opowieść, te fanfiki by nie powstały. Zawsze nawet najlepszy fanfik jest tylko wariacją na temat oryginalnej opowieści.

    OdpowiedzUsuń