Spotkanie z Davidem Thewlisem (Remus Lupin)

Niektóre wpisy są bardziej szczególne od innych – czasami ślęczę godzinami, dniami i tygodniami pracując nad jedną notką, a i tak bywa, że nie do końca jestem zadowolony z efektu końcowego. Innymi razy zaś się zdarza, iż wena dopadnie mnie w chwili najmniej spodziewanej. I tak też było z tym wpisem, który został spisany… na odwrocie piętnastu starych paragonów, rachunków czy też autokarowych i kolejowych biletów. Ponieważ pisząc dziś – z perspektywy kilku minionych dni, na pewno nie oddałbym tych emocji i radości, które mi towarzyszyły przy pisaniu szkicu, pozwolę sobie po prostu go przepisać. A przynajmniej jego większość.

15 kwietnia 2012
To chyba zrządzenie losu , kiedy siedząc w PKSie i oczekując na odjazd, moja głowa zaczyna kipieć tysiącem pomysłów i słów, które niemalże domagają się przelania ich na papier. Zazwyczaj takie momenty przytrafiają mi się, kiedy nie mam możliwości im zadośćuczynić. Sto kilometrów to wystarczająco długa droga do pokonania, by w jej trakcie stracić zapał i wenę, dlatego też wyszperałem w kieszeniach płaszcza kilka starych paragonów i biletów kolejowych, na których odwrocie można spisać swoje świeże myśli i bieżące refleksje. Problem pojawia się wtedy, kiedy w brutalny sposób uzmysławiam sobie, że nie mam przy sobie niczego do pisania. Kiedy już prawie udało mi się pogodzić z losem, moją zadumę przerywa pojawienie się obok głuchoniemej dziewczyny, która sprzedając długopisy zbiera pieniądze na rzecz osób pozbawionych słuchu. To musi być przeznaczenie! Jakiś znak! Bez chwili zawahania kupuję długopis i oddaję się przyjemności pisania. Nie jest to wcale takie łatwe, ponieważ autokar wciąż podskakuje na dziurawych drogach i nie mogę nic poradzić na to nieustające drżenie i dygotanie wszystkiego wokoło. Najważniejsze jest jednak to, że w ogóle mam teraz możliwość spisania tego co mi się w głowie kołacze. A zatem do rzeczy. Właśnie wracam z Krakowa, do którego przybyłem wczoraj (14.04.) ze względu na planowane spotkanie Davida Thewlisa z fanami. Dla potteromaniaków aktor znany jest niewątpliwie z niezapomnianej roli Remusa Lupina. Przybył do Polskie w piątek 13-stego kwietnia, by odebrać nagrodę „Pod Prąd” podczas Gali Otwarcia OFF PLUS CAMERA: International Festival of Independent Cinema w Krakowie. Nagroda ta przyznawana jest sławnym artystom, którzy angażują się także w niezależne przedsięwzięcia filmowe. O samym fakcie przybycia aktora do Polski dowiedziałem się przypadkiem, dzień przed jego planowanym przybyciem. Kiedy na jednej ze stron informacyjnych zauważyłem nagłówek głoszący o przyjeździe Davida Thewlisa do Krakowa, uznałem z początku, że to pomyłka i chodzi o zupełnie innego aktora związanego z „Harrym Potterem” – Davida Tennanta (Brty Crouch jr.), który obecnie przebywa w Warszawie, gdzie bierze udział w zdjęciach do serialu „Szpiedzy w Warszawie”. Jako ciekawostkę dodam, iż jest to pierwsza w historii wspólna produkcja TVP i BBC. O wizycie pana Tennanta wiedziałem tyle, że poza Warszawą część zdjęć do serialu ma być nagrywana w Krakowie, dlatego tez narzucił mi się wniosek, iż autor artykułu najzwyczajniej w świecie pomylił Davida Thewlisa z Davidem Tennantem. Sprawdziwszy tę informację byłem zdumiony, ponieważ okazało się, że jest ona prawdziwa i pan Thewlis zaszczyci swoją obecnością nasz polski festiwal. Był zaledwie jeden dzień przed rozpoczęciem festiwalu, informacji jak na lekarstwo – nie wiadomo było nawet czy zaplanowane jest jakiekolwiek spotkanie artysty z fanami. Tutaj muszę przekazać wielkie DZIĘKUJĘ Izie Sadura, której opanowanie i determinacja poskutkowały zdobyciem wszelkich potrzebnych nam informacji – wraz z tą najważniejszą – spotkanie z filmowym Lupinem jest zaplanowane na 14 kwietnia o godzinie 19:00 w Centrum Festiwalowym w Pałacu pod Baranami. Decyzja o wyjeździe do Krakowa została podjęta niezwłocznie. Nie miałem żadnych wątpliwości co do tego, że w sobotę muszę być w Krakowie z zamiarem wzięcia udziału w spotkaniu. Byłem bardzo zdumiony faktem, że o tym spotkaniu w zasadzie nikt nie pisał i naprawdę niewiele osób zdawało sobie z niego sprawę. Sam podzieliłem się tą informacją na facebookowym profilu bloga jak i rozsyłając wiadomości do znajomych, tak, by nikt nie stracił swojej jedynej szansy do spotkania z tak znanym i ważnym aktorem „Harry’ego Pottera”.

Bardzo długo ogarniałem chaos, który wytworzył się w moim życiu w związku ze spotkaniem, jednak najistotniejsze było to, że wczoraj pojawiłem się w Krakowie. Abstrahując od tematu – wizyta aktora wcielającego się w profesora Lupina jest pierwszą oficjalną wizytą aktora z „Harry’ego Pottera” od czasu ogólnopolskiej premiery „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” z 2009 r., na której pojawili się Matthew Lewis (Neville) i Bonnie Wright (Ginny). Co ciekawsze – tamto wydarzenie również odbyło się w dawnej stolicy Polski. Z uwagi na ten fakt tym bardziej warto zwrócić uwagę na obecność Davida Tennanta i Davida Thewlisa w naszym kraju, ponieważ jest to bardzo niecodzienne wydarzenie. Kwestią pozostaje, czy goszczeniem tych aktorów Polska zmyje z siebie wstyd po wizycie Bonnie i Matta, którzy z powodu awarii spędzili noc w hotelu bez światła, a w kinie musieli oczekiwać na wejście do sali kinowej w… toalecie, po to, by ich fani nie zauważyli. Miejmy nadzieję, że teraz pobyt aktorów w naszym kraju jest dla nich bardziej komfortowy. Na pewno za to bardziej komfortowa nie jest niemalże zerowa promocja tego wydarzenia – chodzi mi tu o spotkanie z Davidem Thewlisem, o którym ostatecznie dowiedzieli się nieliczni. Więc jedno od premiery „Księcia Półkrwi” na pewno się nie zmieniło – skrajni niski poziom promowania tego typu imprez w naszym kraju. Jako okoliczność łagodzącą mogę uznać fakt, iż sala konferencyjna, w której gościł pan Thewlis była na tyle niewielka, że naprawdę trudno byłoby tu zorganizować miejsca dla większej grupy fanów. Wyraźnie zanosiło się na bardzo kameralne spotkanie z udziałem mediów, w związku z czym zaczęliśmy się obawiać, że nie będzie możliwości zdobycia autografu. Nie mogliśmy się jednak poddać bez walki. Stąd nasz szczególny pomysł, który miałem wcielić w życie na sali. Pomysł, po którego zrealizowaniu David Thewlis powiedział: „Ochrona! Wyprowadźcie go z sali!”. Ale o tym – za chwilę. Wracając do tematu – przykre jest to jak słabo poinformowana jest obsługa n miejscu – trudno jest uzyskać od nich jakiekolwiek informacje, ponieważ sami nic nie wiedzą. Trzeba czekać na jakikolwiek strzęp wiadomości, a i tak do samego końca nic nie jest pewne. Około 10 minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania z aktorem, zostajemy wpuszczeni do sali. W istocie – jest tu bardzo niewiele miejsca. Zajmuję wolne krzesło w trzecim rzędzie. Mam stąd bardzo dobry widok na podium, na którym ustawiony jest stolik i dwa fotele. Niebawem pojawia się na nim jeden z organizatorów, wyjaśnia na czym będzie polegać samo spotkanie – dziennikarka będzie rozmawiać z Davidem o jego rolach i karierze. Po projekcji krótkiego filmu o panu Thewlisie, aktor zostaje zaproszony do sali konferencyjnej, do której wchodzi wnosząc filiżankę kawy i od razu wyraża nadzieję, że nikt się nie pogniewa, jeśli będzie ją popijał w czasie spotkania. Już od samego początku widać, że aktor jest w doskonałym humorze, nieustannie żartuje i wywołuje salwy śmiechu na sali. Opowiada o swoich filmach, w tym o najnowszej produkcji z jego udziałem – „Lady”.

Wyraża również nadzieję na przyszłą współpracę z polskimi filmowcami i opowiada o swojej książce, która właśnie pojawiła się w polskim przekładzie. Co kilka chwil dziennikarka namawia publiczność do zadawania pytań. Mój początkowy entuzjazm do realizacji naszego planu, szybko uległ stresowi i emocjom. Wiem jednak – widząc sposób w jaki prowadzone jest to spotkanie, że jeśli nie pokonam tego absurdalnego lęku, mogę stracić jedyną możliwość na zdobycie autografu filmowego Lupina, który właśnie opowiada o peruce, którą musiał nosić na planie „Harry’ego Pottera” ze względu na rzadkie włosy z przodu głowy. Serce wali mi jak dzwon, staram się złapać oddech, opanować emocje i skupić na tym co chcę powiedzieć i o co chcę zapytać. Ostatecznie machinalnie zgłaszam się do zadania pytania, kiedy nadarza się okazja. Dostaję mikrofon, który jeszcze bardziej wzmaga mój stres. Kiedy widzę spojrzenie Davida Thewlisa, który patrzy teraz wprost na mnie, dociera do mnie, że mam w głowie pustkę. Wszystkie dopieszczone w mojej głowie zdania uleciały gdzieś i pozostaje mi czysta improwizacja. Drżącym głosem na początku dziękuję Davidowi za jego role i świetne filmy, po czym proszę go, by zwrócił uwagę na zebranych w tej sali fanów, którzy przyjechali tu dla niego z różnych zakątków Polski. Pytam w imieniu ich jak i swoim czy zgodzi się po spotkaniu dać nam autografy. Teraz sam w swojej głowie słyszę jak idiotycznie brzmi to pytanie, jak dziecinne jest i po części nieodpowiednie. Ale w głowie słyszę inny głosik, który mówi mi „dla większego dobra” i pozwala ustać, mimo, że czuję jak płoną mi policzki i uszy. David spogląda na mnie po czym odpowiada: „Na pewno ja miałem dalej, żeby tu przyjechać”. Kolejne słowa do mnie słabo docierają, David natomiast uśmiecha się i woła: „Ochrona! Ochrona! Wyprowadźcie tego człowieka!”, puszcza mi oko i z uśmiechem mówi, że oczywiście, da nam autografy. W tej chwili – z relacji innych (albowiem do mnie już niewiele docierało – okazało się, że autorytet Davida i jego aura zupełnie mnie przyćmiła i przygniotła – ostatecznie to człowiek, którego bardzo szanuję i podziwiam) dowiaduję się, że kiedy zadałem to pytanie i aktor zgodził się spełnić naszą prośbę, zebrani na sali organizatorzy spotkania byli bardzo niepocieszeni i mieli kwaśne miny. To utrzymuje mnie w poczuciu, że zadanie tego pytania było świetnym pomysłem, ponieważ w obliczu mediów trudno byłoby odmówić naszej prośbie, mimo, że odpowiedzialnym za organizację spotkania było to wyraźnie nie na rękę. Nie mogę się oprzeć przeczuciu, że pan Thewlis co jakiś czas spogląda w moją stronę i puszcza oko bądź uśmiecha się. Bardzo doceniam jego żart z ochroną – poczuciem humoru potrafił rozładować mój stres i napięcie. Zdaję sobie sprawę, że z mojej strony to nieodpowiedzialne, bo powinienem zachować zimną krew. Ale cóż – to moje pierwsze tak bezpośrednie zetknięcie z gwiazdą, kiedy owa gwiazda skupiona jest przez kilkanaście sekund wyłącznie na mnie. Mam nadzieję, że przy następnej okazji lepiej mi pójdzie. Niemniej – moje wystąpienie wywołało oklaski – najwyraźniej swoim pytaniem i odpowiedzią, którą na nie otrzymałem, ulżyłem wielu zebranym na sali i oczekującym z nadzieją na bliższy kontakt z gwiazdą.

Ostatnie zadane pytania dotyczyły potterowego fandomu – ze względu na kontrowersję, które wśród niektórych wywołały te pytania, sam ich nie skomentuję, a jedynie przytoczę ostatnie pytanie sprawdzające czy aktor ma styczność z obrazkami dostępnymi w sieci: „Are you fucking Sirius?”. 

Po ostatnim pytaniu, ogłoszono zakończenie spotkania, a Davidem wskazał na mnie ręką i gestem mnie do siebie przywołał pokazując, że chce mi dać autograf. Wraz ze mną ustawiła się spora grupa, którą notorycznie próbowano rozgonić, jednak bez skutku. Pan Thewlis z uśmiechem podpisał moje zdjęcia, uścisnęliśmy sobie dłonie i wzajemnie życzyliśmy sobie wszystkiego najlepszego. Zabawne były jego miny, kiedy robiłem z nim zdjęcia wszystkim koleżankom – może to moje złudne wrażenie, a może nadzieja – że jednak zapamięta mnie. Choćby na jakiś czas. 


Po spotkaniu nastąpiły chwile prawdziwej euforii. Udzieliliśmy krótkiego wywiadu dla telewizji festiwalowej i „drzwi frontowe otworzyły się na chłodną mglistą ciemność”. Po czym wkroczyliśmy w noc i daliśmy się ponieść tej płochej pokusie, przygodzie. 


To był niezapomniany wieczór – niezapomniane spotkanie nie tylko ze świetnym aktorem, ale i fantastycznym człowiekiem. Oglądając „Harry’ego Pottera” po tym spotkaniu czuję jeszcze większą sympatię do profesora Lupina. I wiem, że na pewno warto zawsze mieć przy sobie stare paragony, albowiem w sytuacjach kryzysowych służą jako najlepszy notes.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz