O designie, Oscarach i nowym sukcesie słów kilka...

Ostatni miesiąc zimy, wiosna za pasem, a zatem czas na zupełnie nowy wizerunek bloga! Design, który możecie podziwiać od kilku dni jest dziełem Natalii N., która woli pozostać anonimowa. Jednak samo świetne wyczucie stylu i umiejętności, nie przyniosłyby takiego wyniku końcowego, albowiem najtrudniejszym punktem w projekcie i wykonaniu obecnego wizerunku bloga, z pewnością było przekonanie mnie do kolorów tak odbiegających od dotychczasowych. A zatem mamy pomarańcz w tle, który doskonale współgra z fenomenalnym, moim zdaniem, nagłówkiem. I choć robiłem to nieraz - teraz publicznie i oficjalnie chcę powiedzieć - DZIĘKUJĘ!

Choć planowałem napisać długi wpis na temat tego jak Akademia Filmowa okradła "Harry'ego Pottera" podczas 84-tego rozdania Oscarów, stwierdziłem, że byłby to jedynie bezsensowny krzyk sprzeciwu, który ani nie zmieni faktów, ani też nie dotrze do ludzi, którzy winni go usłyszeć. Niemniej - niesmak pozostaje. W mojej opinii, nie otrzymanie żadnej statuetki przez "Harry'ego Pottera", to nie jest wynik jego przegranej, a nazwisk, z którymi konkurował - Scorsese, Streep - niewątpliwie ulubieńcy Hollywood. I jakakolwiek polemika z tą kwestią, według mnie, jest nie na miejscu. I choć na język ciśnie mi się wiele, naprawdę wiele gorzkich i cierpkich słów - ograniczę się do przedstawienia jednego obrazka, który w mojej opinii - nie tylko potwierdza opinię, którą tu przedstawiłem, ale jest też idealnym komentarzem do zaistniałej sytuacji:

A dla poprawy nastroju, pozwolę sobie pochwalić się swoim najnowszym sukcesem.

To nie pierwszy raz, kiedy po otworzeniu koperty czeka mnie spora niespodzianka. Kiedy wczoraj dowiedziałem się o przesyłce, przed oczami przeleciało mi wiele twarzy, a w głowie różne myśli podpowiadały mi od kogo mogłem tym razem otrzymać. Otworzywszy kopertę, nie mogłem uwierzyć we własne szczęście... Dlaczego? Otóż wyjaśnię- pierwsza myśl, która mnie nawiedziła była pytaniem: jak to możliwe, że niektórzy piszą do niego po kilka razy i wciąż czekają na odpowiedź, a ci, którzy mieli szczęście odpowiedź otrzymać czekali na nią nierzadko ok. roku, a ja otrzymuję ją po pierwszym liście i w dodatku po zaledwie czterotygodniowym oczekiwaniu?

Tak czy siak - pytania bez odpowiedzi pozostaną, ale tak samo pozostaje mój kolejny, wielki sukces - autograf niesamowitego i jedynego w swoim rodzaju - Billa Nighy!


Faktem jest, iż w przypadku Billa, nie mogłem skupić się jedynie na jego epizodycznej, acz pozostawiającej wielkie wrażenie, roli w "Harrym Potterze i Insygniach Śmierci cz. 1", dlatego też wysłałem do podpisu również zdjęcie z "Piratów z Karaibów".

Niezaprzeczalnie luty przyniósł mi najbardziej niespodziewane sukcesy - najpierw zupełnie niespodziewane autografy od Emmy Watson, teraz Bill Nighy, od którego odpowiedź spodziewałem się dostać dopiero w 2013 r. I jak to bywa w takich sytuacjach - są one motorem napędowym do podjęcia się dalszych działań. A marzec, pod kątem aktorów, do których zamierzam wysłać listy, zapowiada się naprawdę ciekawie.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz