Czas na 2012!

Spełnione marzenia, przekroczenie granic i całkowite oddanie. Choć to niezwykle zwięzłe i lapidarne wyliczenie, to wyraża więcej niż mógłbym wyrazić setkami innych słów. Niewiele ponad dwa tygodnie temu końca dobiegł 2011 rok - dla mnie niewątpliwie rok bardzo szczególny, ponieważ udowadniający mi na każdym kroku, że marzenia są po to, by je spełniać, a żeby je spełniać czasami wystarczą zwykłe chęci. Z wielką przyjemnością łączyłem w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy chęci i starania z nieustanną determinacją. Zaprowadziło mnie to do Londynu - dwukrotnie, w tym na Światową Premierę ostatniego filmowego "Harry'ego Pottera". Wtedy nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście, doświadczyłem na sobie najpiękniejszego uczucia jakie sami możemy sobie ofiarować - uczucie spełnienia i bezgranicznego szczęścia. Do realizacji niektórych marzeń wystarcza siła, wiara i niezłomność - tylko od nas wówczas zależy czy osiągniemy upragniony, wyśniony cel, czy też poddamy się i osuniemy na kolana spoglądając na ulatujące marzenia. Miniony rok to dla mnie, jako kolekcjonera, również wielki, wspaniały czas, który spożytkowałem - śmiało to mogę teraz przyznać - do końca. Każdego roku stawiam przed sobą jakieś cele i wyzwania, na koniec zaś siadam i robię sobie rozrachunek, by sprawdzić czy przeskoczyłem nad zawieszoną przez samego siebie poprzeczką. Patrząc na 2011 r. nie musiałem nawet zastanawiać się czy udało mi się sprostać założeniom i nadziejom na tamten rok. Przeskoczyłem nie tylko poprzeczkę, ale i siebie osiągając więcej niż mógłbym sobie wymarzyć. Przywykło się do kończenia roku życzeniami lepszego Nowego Roku, z założenia zakładając, że "stary" rok nie był dobry. Mój 2011 r. nie był dobry. Był fantastyczny. A jednak z nadzieją wyglądam w przyszłość oczekując tego co przyniesie mi 2012 - jaką rolę w nim odegrają moje marzenia, ile z nich się spełni, a o ilu będę musiał zapomnieć? To na razie wielka niewiadoma. Wiadome mi są jednak moje cele i założenia na ten rok. Bardzo niewiele książek pozostało mi już do zebrania, bym skompletował światową kolekcję wydań "Harry'ego Pottera", dlatego też liczę na zdobycie w tym roku wszystkich brakujących edycji (na ten cel "ziarno" zasiałem już w minionym roku, starannie je podlałem i pielęgnowałem - teraz czekam na obfite plony). Pragnę również bardziej i mocniej skupić się na zdobywaniu autografów od potterowej obsady - jak widzicie - "dział" z listą ich, uległ całkowitej zmianie - zbudowałem go na nowo w taki sposób, by oddawał on moją pasję i zamiłowanie. Wierzę, że ten rok da mi wiele okazji do szczęścia i radości. Wszakże zaczyna się... zacnie:

HARRY POTTER I KSIĄŻĘ PÓŁKRWI
WYDANIE DUŃSKIE

Ta książka miała zapoczątkować moją kolekcję zagranicznych wydań "Harry'ego Pottera". Kiedy zobaczyłem w sieci jak niesamowicie prezentuje się duńskie wydanie szóstego tomu, wiedziałem, że zrobię wszystko, ażeby któregoś dnia zdobyć tę książkę. Widziałem już mnóstwo pięknych, jedynych w swoim rodzaju wydań książek J.K.Rowling, ale to stało się moim ulubionym od "pierwszego" wejrzenia. Może to przez zamiłowanie do horrorów, ale nie potrafię oderwać oczu od tej wspaniałej ilustracji na okładce - ten realizm i inferiusy wręcz zapierają dech w piersi. Moja pierwsza realna próba zdobycia tego wydania miała miejsce w 2007 roku, kiedy na Allegro wylicytowałem zbiór sześciu zagranicznych "HP", wśród których była ta książka. Niestety sprzedawczyni okazała się nie być uczciwą, wobec czego książek nie dostałem. Na szczęście wybrałem wówczas przesyłkę za pobraniem, inaczej pewnie straciłbym pieniądze. Stało się tylko tyle, że jeszcze bardziej chciałem zdobyć tę książkę. Jakieś 2 lata później w wyniku całkowitego nieporozumienia, niezgrania i niedogadania, przeszła mi koło nosa druga szansa na zdobycie tego wydania. Cieszę się, że nie wierzę w fatum, w przeciwnym razie pewnie zwątpiłbym wówczas. Ale zamiast tego wolałem przeczekać i cierpliwie wyglądać dnia, w którym nadarzy się okazjado zakupu. Niczym przyczajony lew wypatrywałem "ofiary" na różnych stronach, aż w końcu wypatrzyłem ją na Allegro. Błyskawiczny skok i było już pewne - tym razem ta książka jest moja! Co nie zmienia faktu, że z wielką niepewnością i niecierpliwością oczekiwałem listonosza - i doczekałem się. A cudowny owoc moich starań widzicie powyżej, choć i tak muszę powiedzieć, że w rzeczywistości wygląda dużo lepiej. Tak zaczął się dla mnie 2012 rok.

Ale znacie mnie - wiecie, że nie spoczywam na laurach i zawsze jestem głodny sukcesów. Nie zapadam na sen zimowy, dlatego też w nawet najmroźniejsze dni wypatruję trofeów. I dzisiaj się nie zawiodłem. Otrzymałem 2 przesyłki z Londynu. W jednej był autograf Miriam Margolyes (profesor Sprout), w drugiej Hazel Douglas (Bathilda Bagshot).

Wszystkiego, co najmagiczniejsze w 2012 roku!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz