W pogoni za marzeniami... 60!

Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
— Joseph Conrad

I zaplanowałem wpis. Chcąc wyłamać się z dominującej ostatnio tradycji i napisać wpis niezwiązany z kolekcjonerskimi osiągnięciami, postanowiłem sobie trzy dni temu "naskrobać" kilka słów. Zwlekałem jednak z pisaniem, oddając się wielu innym potterowym sprawom, które teraz zaprzątają mój umysł. I pewnie jeszcze trwałbym w takim stanie, gdyby nie dzisiejszy sukces, który rujnuje misterny plan na napisanie wpisu nie poświęconego sukcesom. Tradycji stało sie zadość, jednak powód dla którego piszę jest naprawdę magiczny. Dziś przekroczyłem kolejny próg i przeskoczyłem siebie. Ale cóż mi po długich wstępach - tu potrzeba faktów.

Wprost z Ulaan Baatar przyleciała do mnie:
60-ta edycja językowa!!!


Słowa to za mało, bym mógł wyrazić swoją wielką radość, zwłaszcza, że wydanie mongolskie jest jednym z najcięższych do zdobycia. Jak już niegdyś pisałem - stanowi dla mnie jeden z czterech filarów - obok grenlandzkiego, gruzińskiego i macedońskiego - oto translacje, które najtrudniej zdobyć. Ale dziś mam kolejny dowód na to, że wszystko jest możliwe, kiedy idzie się za marzeniem i konsekwentnie je realizuje. Ja swoje założenia zrealizowałem - odnalazłem odpowiednich ludzi, w odpowiednim miejscu i zdobyłem kolejne wielkie trofeum, tym większe, że to już 60-ty język! Pozostało mi zdobyć jeszcze 14.

A skoro już przy tym jesteśmy... choć nigdy tego nie robiłem, dzisiaj pragnę się podzielić "zakulisowymi" informacjami na ten temat... Podjęte na szeroką skalę działania powoli przybliżają mnie do ostatecznego sukcesu. W Polsce jest już wydanie farerskie i baskijskie, które niebawem zostaną do mnie wysłane. Kolejne zostały już zamówione. Osobiście jestem w pełni zaangażowany w transakcje dotyczące wydania gruzińskiego i macedońskiego. W drugim przypadku, mimo olbrzymiej bariery językowej, jestem już bardzo bliski powodzenia. W kwestii wydania gruzińskiego - nadal trwają negocjacje z gruzińskim kontrahentem. Jaka prognoza? Bardzo pomyślna...

Ale skoro już się chwalę, upajam chwilami kolejnych sukcesów, nie mógłbym nie napisać o pewnej bardzo szczególnej dacie...

4.04.2012

Kolejne marzenia zostanę spełnione, albowiem to właśnie wtedy zawitam w studio filmowym, w którym nakręcono wszystkie części "Harry'ego Pottera" w ramach nowej atrakcji - "The making of Harry Potter". To miejsce naprawdę poznało magię - kryją się tam tysiące wspomnień i emocji. Znajdę się w miejscu, w którym Dan, Emma i Rupert, a także wielu, wielu innych członków obsady i ekipy spędziło ostatnią dekadę swojego życia. Sądzę, że każdy koneser świata "Harry'ego Pottera" doskonale już wie o otwarciu tej nowej atrakcji nieopodal Londynu, dlatego też nie będę się tu na ten temat rozpisywał. Zresztą - zbyt wiele emocji i myśli krąży we mnie, bym mógł ze stoickim spokojem i opanowaniem reklamować wycieczkę, o której zawsze marzyłem. 

Przygoda trwa, dlatego z tego miejsca obiecuję Wam, że już wkrótce na blogu pojawi się coś zupełnie nieoczekiwanego i niespodziewanego. Żaden wielki fan "Harry'ego Pottera" nie może tego przegapić...
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz