Kalaallisut: cel nr 1 osiągnięty!

"Książki po grenlandzku bardzo rzadko są publikowane ponownie(...)"
"Książka została wyprzedana przez wydawcę."
"Wydawca tej książki już nie istnieje."
"Jesteśmy biblioteką. Nie sprzedajemy książek."

Na początku września stanąłem przed najtrudniejszym wyzwaniem, którego kiedykolwiek się podejmowałem w swojej kolekcjonerskiej pasji. Wielokrotnie usiłowałem wytropić poszczególne translacje "Harry'ego Pottera", by w chwili zdobycia dodatkowej gotówki, móc od razu przystąpić do działania i zakupić je. Byłem swego rodzaju snajperem - najpierw wyszukiwałem swojego celu, potem celowałem i przygotowywałem się do strzału. W tym roku postawiłem wszystko na jedną kartę decydując się na zdobycie wydań, których zdobycie graniczy może nie z cudem, ale z zupełnie inną strategią działania. Musiałem doszukiwać się miejsc, ludzi, którzy mogą mi pomóc. Napisałem więc maila do pewnej indyjskiej księgarni pytając o poszukiwane przeze mnie książki. Po kilku miesiącach otrzymałem odpowiedź - mogę kupić "Harry'ego Pottera" po nepalsku, którego specjalnie dla mnie sprowadzili do swojej księgarni. Pierwsze z nieuchwytnych wydań trafiło do mnie. Następnym celem było wydanie khmerskie, które uznawane było za dostępne tylko w jednym miejscu na świecie - w miejscowości Phnom-Penh w Kambodży. Do zdobycia tej edycji zainspirował mnie Nick Zekulin - wykładowca na kanadyjskim uniwersytecie Ucalgary, który ujawnił swoją kompletną kolekcję "Kamieni Filozoficznych" z całego świata. Bez wątpienia wskazał wydanie kambodżańskie/khmerskie jako najtrudniejsze do zdobycia. Trochę wrodzonego samozaparcia, zaangażowania i dotarłem internetowo do miejsca, z którego mogłem to wydanie pozyskać. Wkrótce dołączyło ono do mojej kolekcji. Ostatni sukces pochodzący wprost z Tybetu, również wymagał większego zaangażowania z mojej strony - na szczęście i tym razem dotarłem do człowieka, który mógł mi pomóc. Translacja tybetańska znajduje się już w mojej kolekcji. Zdobycie każdego z powyższych wydań nie należało do najłatwiejszych, ale nie było też celem niemożliwym do zrealizowania, albowiem książki te, w swoich krajach ojczystych, dostępne były w sprzedaży - w zasadzie wystarczyło odnaleźć tylko odpowiednią księgarnię, bądź osobę, która do takowej księgarni wejdzie i książkę dla mnie zakupi.

Tym razem postawiłem przed sobą cel, który niejednego wielkiego kolekcjonera już przerósł.

BITWA O GRENLANDIĘ

W swoich wirtualnych poszukiwaniach wyruszyłem daleko na północ, na największą wyspę świata znajdującą się na północy Oceanu Atlantyckiego. Wyspa ta - o powierzchni siedem razy większej od powierzchni Polski to obszar pokryty lądolodem, charakteryzujący się ostrym, arktycznym klimatem. Na ogół to miejsce kojarzy nam się z takim widokiem:

Jednakże, jak słusznie zauważyli twórcy demotywatorów - "Grenlandia to nie tylko domki igloo i niedźwiedzie polarne" - wskazując jednocześnie na rozwiniętą urbanistykę na wyspie.Czy, gdyby nie moje poszukiwania "Harry'ego Pottera" w języku grenlandzkim - a w zasadzie powinienem powiedzieć - w języku kalaallisut, postrzegałbym Grenlandię tak jak ją przedstawia powyższy obrazek? Tego nie wiem, aczkolwiek nie sądzę by tak było. Często niewiedza jest podstawą ignorancji.

Swoje poszukiwania "Harry'ego Pottera" w krainie lodowców rozpocząłem od miejscowości Nuuk - stolicy kraju:

Albowiem to właśnie w tym mieście - największym mieście Grenlandii, położonym 240 km na południe od koła podbiegunowego, w 2002 r. została wydana translacja pierwszej książki J.K.Rowling. Wydawca książki Atuakkiorfik opublikował tylko jeden nakład "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego" - jak się okazuje, bardziej wszechobecne i popularne było wydanie duńskie (Grenlandia jest autonomiczną częścią Danii). Niemniej - sama świadomość tego, że to wydanie istnieje, skierowała moje poszukiwania właśnie do Nuuk. Swoje poszukiwania rozpocząłem od polskiego forum poświęconego Grenlandii - przeczytałem na nim, bowiem, wypowiedzi Polaków, którzy mieszkają bądź pracują na wyspie. Bez wahania zamieściłem ogłoszenie na owym forum, wysłałem również prywatną wiadomość do jednej z Polek, która żyje w Grenlandii. Nie była to moja pierwsza próba nawiązania kontaktu w sprawie zdobycia tej książki - wcześniejsza - napisanie do księgarni internetowej, mimo szczerych chęci księgarza, nie przyniosła dobrych nowin - dom wydawniczy już nie funkcjonuje. Pani Ania, która odpowiedziała mi z forum, również nie miała zbyt dobrych wiadomości dla mnie - przyznała, że nie jestem pierwszą osobą, która pisze do niej w sprawie grenlandzkiego "Harry'ego Pottera", zaś sama książka jest niedostępna w księgarniach. Jedynie niektóre biblioteki mają ją w swoich zbiorach. Kobieta zaoferowała mi jednak swoją pomoc - poradziła, bym zamieścił ogłoszenie na jednej z witryn internetowych, a także wyraziła chęć pomocy przy tłumaczeniu treści owego anonsu na język duński. Już następnego dnia na kilku stronach pojawiło się moje ogłoszenie:

Søger "Harry Potter ujarallu inuunartoq" på grønlandsk
Jeg leder efter den grønlandske udgave af "Harry Potter ujarallu inuunartoq", kan være ny eller brugt men i god tilstand. Jeg kan tilbyde præmiepenge til personen, som kan hjælpe mig skaffe bogen.
mvh, Daniel fra Polen

Niewątpliwie to działanie mogę zaliczyć do jednego z najbardziej śmiałych - był to jednak dopiero początek. Ta książka stała się moim celem nr 1.

Minął dzień, potem kolejny - mimo obietnicy nagrody dla tego, kto umożliwi mi zdobycie książki, na moim koncie pocztowym wciąż było pusto. Żadnego maila. Od nikogo. Frustrujące jak dla człowieka, który lubi szybko i sprawnie działać. Kilka dni później przystąpiłem do bardzo ofensywnej i śmiałej akcji. Ryzykując nazwanie mnie spamerem i być może nawet zablokowanie mi konta - poprzez facebook rozpocząłem rozsyłanie wiadomości do ludzi mieszkających w Nuuk. Rozesłałem kilka listów z obietnicą nagrody i z nadzieją oczekiwałem jutra. Jutro nadeszło, ale nie przyniosło ze sobą żadnych nowości. "Harry Potter ujarallu inuunartoq" nadal był daleko poza moim zasięgiem. Wtedy w mojej głowie zaczęły obijać się słowa pani Ani z forum o Grenlandii... No tak - książka jest dostępna tylko w bibliotekach. Ta myśl głośno tłukła mi się po głowie. Możliwe były dwa rozwiązania, z czego pierwsze nie było godne prawdziwego kolekcjonera, niezgodne z moralnością. Dlatego też wybrałem drugą opcję - w ciągu jednej nocy napisałem i rozesłałem 19 maili do grenlandzkich bibliotek. Prawdę powiedziawszy - nie mam pojęcia jaki byłby mój kolejny krok, gdybym nazajutrz nie otrzymał odpowiedzi od dwóch z nich. Jedna biblioteka kategorycznie odmówiła sprzedania swojego egzemplarza proponując zamieszczenia ogłoszeń w gazetach. Zignorowałem to - wszakże już oferowałem 600 koron duńskich (ok. 360 zł) nagrody dla osoby, która dostarczy mi "Harry'ego Pottera". Na szczęście wiadomość z drugiej biblioteki była dużo bardziej optymistyczna. Bibliotekarz zaproponował mi odsprzedanie swojej własnej książki. Możecie sobie wyobrazić moje podekscytowanie w tej chwili. Z panem Hansem Petersenem wymieniliśmy kilka maili uzgadniając w nich sposób w jaki sfinalizujemy transakcję. Ryzyko było duże - nie miałem żadnej gwarancji uczciwości mężczyzny, a kwota, którą miałem przelać w ciemno, była spora (89 EURO). Zachowując podstawowe zasady bezpieczeństwa, podjąłem decyzję...

WCHODZĘ ZA WSZYSTKO.

Oczekiwanie, napięcie i niecierpliwość - mimo ciągłej wymiany maili z panem Petersenem, nadal targały mną wątpliwości. Dziś już nie mam żadnych.


Oglądajcie, albowiem najprawdopodobniej jest to jedno z bardzo niewielu zdjęć tego wydania dostępnych w sieci.

59 EDYCJA JĘZYKOWA "HARRY'EGO POTTERA" -
KALAALLISUT !

Największy sukces mojej kolekcji przybył z Maniitsoq w Grenlandii. Tym razem nie obejdzie się bez podziękowań. Dlatego pragnę podziękować - przede wszystkim - Hansowi J. Petersenowi za wspaniałą współpracę, doskonałą transakcję - gdyby nie on, ta książka nadal byłaby dla mnie niedostępnym białym krukiem.

Dziękuję również pani Ani z forum poświęconego Grenlandii za pomoc i tłumaczenie ogłoszenia na język duński.

Dziękuję również Kasperowi z księgarni Williamdam, który do końca i z wielkim zaangażowaniem starał się zdobyć dla mnie tę książkę.

Dziś to dzień wielkiego sukcesu, najchętniej rozpocząłbym już teraz wielkie świętowanie, ale przede mną jeszcze kawał drogi. Pozostało 15 wydań do zdobycia. Jednak już teraz wiem, że "jutro" zapowiada się w bardzo optymistycznych barwach.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz