Sir Michael Gambon

Pamiętam jesień 2009 - przełomowy okres, w którym zdecydowałem się podjąć swoje pierwsze próby zdobycia autografów gwiazd HP poprzez drogę korespondencyjną. Nim podjąłem się napisania dwóch pierwszych listów, przeszedłem drugą drogę - musiałem zdecydować do kogo napiszę te pierwsze listy. Wiadomo - każdy chciałby od razu zdobyć autografy Trójcy (Dan, Rupert i Emma) oraz, oczywiście, J.K.Rowling, ale to nie jest takie proste - ich podpisy są rarytasami dla kolekcjonera, zwieńczeniem, klejnotem koronnym, dlatego należy kwestię napisania do nich gruntownie przemyśleć, wszystko dokładnie zaplanować i zrealizować swój plan, w którym każdy szczegół musi być opracowany. Na początek mojej przygody z autografami to byłyby zdecydowanie zbyt wysokie progi. Nie chciałem jednak iść na łatwiznę i pisać do aktorów, którzy być może raz czy dwa weszli w kadr - zatem postanowiłem na początek wybrać Jamesa i Olivera Phelpsów oraz Michaela Gambona (Albus Dumbledore). Trzeba przyznać, że wybór Michaela Gambona to była wielka zuchwałość z mojej strony - mój angielski szwankował, nie miałem obycia z korespondencją fanowską - po prostu improwizowałem. 

W grudniu tego samego roku otrzymałem pierwszą odpowiedź - od braci Phelpsów. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno - nie ma słów, którymi mógłbym określić swoją radość w tamtym czasie. Zdawałem sobie już wtedy sprawę, iż wchodzę w niezwykle subtelną i piękną gałąź fascynacji. Pisząc do gwiazd, staram się być niesztampowym i wnosić wiele od siebie. Po bliźniakach pisałem sporo listów - na jedne otrzymywałem odpowiedzi szybciej, na inne później, na niektóre wcale. W styczniu 2010 podjąłem się zadania bardzo trudnego i wymagającego pomysłowości - napisałem list do Alana Rickmana (Severus Snape), który naprawdę sporadycznie odpowiada na listy fanów, ponieważ 1) jest zajęty 2) często pracuje poza granicami Wielkiej Brytanii 3) nie odpowiada na korespondencję potteromaniaków i nie podpisuje żadnych zdjęć przedstawiających go w roli Snape'a. Mimo wszystko bardzo zależało mi na zdobyciu jego podpisu - tej niezwykłej "cząstki" pochodzącej od człowieka, aktora, którego talent i kunszt bardzo sobie cenię. Po pół roku okazało się, że trud się opłacił - byłem wniebowzięty. I tak minął pierwszy rok mojej korespondencji ze sławami - pozostałe autografy przeze mnie zdobyte w 2010 - od wspaniałej aktorki, Maggie Smith, fantastycznego Ralpha Fiennesa, Dave'a Legeno, Toby'ego Jonesa i, oczywiście - moje największe sukcesy - J.K.Rowling i Daniel Radcliffe. Czy można być szczęśliwszym? Jako laik, totalny amator zdobyłem największe "nagrody". Jednak ciągle czegoś mi brakowało - odpowiedzi od Michaela Gambona - mijał, bowiem czas, a ona nie nadchodziła. Postanowiłem sobie spróbować jeszcze raz - mając większe doświadczenie, bardziej wyszlifowany i zgrabniejszy angielski, zdecydowałem się napisać do sir Gambona drugi list. Wysłałem go 14.02.2011. Minęły niespełna dwa miesiące.

Dziś jestem szczęśliwy - odpowiedź aktora wcielającego się w rolę Albusa Dumbledore'a jest dla mnie niesamowicie cenna. Warto dawać z siebie wszystko, nabierać doświadczeń i umiejętności, ponieważ, odpowiednio spożytkowane, przynoszą wiele chwil tryumfu i radości. Każdy sukces jest budujący i mobilizuje do dalszych starań. Każde dążenie zbliża do idei. Dla chwil sukcesu warto dać z siebie wszystko.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz