Pozytywnie, bo przedpremierowo :-)

Naprawdę staram się z całych sił napisać coś bardziej sensownego od opisu własnych przeżyć, odczuć, refleksji czy sukcesów, jednak obecny czas nie pozwala ani odrobinę na oderwanie się od "tu i teraz". Nic dziwnego - premiera pierwszego epizodu ostatniej części "Harry'ego Pottera" za pasem, cały świat, łącznie z Polską, zdaje się żyć tym nadchodzącym wydarzeniem, więc wczuwam się w te cudowne chwile, ponieważ zdaję sobie sprawę, że za dwa lata już "tego" nie będzie. Nie będzie magii oczekiwania, odliczania do premiery - skończy się uroczysta celebracja - nastanie era "po Harrym Potterze". W tym kontekście czuję się jakby mój świat miałby runąć - na szczęście mam coś, co pozwala mi trwać przy mojej pasji i nadal ją rozwijać. Nie chcę rozpisywać się o refleksjach, jednak muszę przyznać - a zastanawiałem się nad tym dzisiaj - że w moim "potterofilstwie" jest wielka uncja przypadku, doza przeznaczenia i szczypta najzwyklejszego, acz magicznego szczęścia. Dziś kolejne potwierdzenie tej hipotezy - kiedy 30 października byłem w kinie Helios w Bielsku-Białej, by kupić bilety dla siebie i mojego młodego bratanka na seans "Insygniów Śmierci", kasjer powiedział, że nie ma pokazu specjalnego o północy, zaś najwcześniejszy seans jest o 9:30, a kolejny o 12:30. Wybrałem ten pierwszy, jednak na skutek pomyłki pracownika kina, wbił mi na bilecie ten drugi termin, na który ostatecznie przystałem. Szczerze mówiąc wcale nie byłem tym zachwycony - jeśli chodzi o "Harry'ego Pottera", ja uwielbiam być pierwszy we wszystkim - pierwszy posiadacz, pierwszy czytelnik, pierwszy widz... "Zakon Feniksa" oglądałem w katowickim IMAXie  na pokazie przedpremierowym na dwa dni przed oficjalną datą premiery, "Księcia Półkrwi" oglądałem jako jedna z pierwszych osób w Polsce w towarzystwie aktorów dubbingujących i innych ważnych osobistości ze świata polskiego "Harry'ego Pottera" w Krakowie, na oficjalnej polskiej premierze z udziałem Bonnie Wright i Matta Lewisa... Tym razem miało być inaczej - zwykły pokaz o 12:30... Dziś zastanawiam się co by było, gdyby kasjer się nie pomylił i wystawił mi bilety na 9:30. Sądzę, że nie byłbym zadowolony, bo wówczas nie mógłbym iść na premierę o północy :-) Otóż przed paroma godzinami dowiedziałem się o tym, że jednak pokaz minutę po północy się odbędzie - teraz jestem szczęśliwy. Szczęśliwy, bo PIERWSZY ;) I żeby nie było za mało radości - z reklamy TESCO wynika, że nabywca gry "HPiIŚ cz. 1" otrzyma bilet do kina na flm o tym samym tytule. Wniosek z tego taki, że pierwszą część "Insygniów Śmierci" obejrzę w kinie przynajmniej trzy razy. Krótko mówiąc- jest bardzo pozytywnie.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz