Maestro, muzyka!

Z pewnością i Wam się zdarza oglądając jakiś film zatracić się na chwilę bądź kilka chwil w boskim brzmieniu muzycznego tła. Muzyka filmowa ma budować nastrój, nadawać i podkreślać klimat, ma "obrazować" naszym uszom to co widzą oczy. Czasami jednak zdarza się, że dźwięki "pokazują" więcej niż obrazy, z którymi współtworzą dzieło. Słuchając soundtracków do kolejnych części "Harry'ego Pottera", nie mogę oprzeć się cudownemu uniesieniu - to najpierw John Williams, prawdziwy maestro, wprowadzał nas swoimi wspaniałymi utworami do świata magii. Któż dziś na świecie nie zna "Hedwig's Theme"? 

Nie sposób zliczyć ilości wariacji, remixów tego nieziemskiego motywu przewodniego filmów o "Harrym Potterze". Potem w "Czarze Ognia" swoim talentem raczył nas Patrick Doyle - choć minęło już 5 lat od momentu, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką pana Doyle'a, nadal nie potrafię szczerze ocenić jego wkładu w muzyczny świat "Harry'ego Pottera", bo choć z jednej strony jest zaledwie "poprawnie", z innej pojawiają się przebłyski geniuszu - mniejsze, bądź większe. Nadal czuć wyraźną inspirację muzyką Williamsa - słuchając soundtracku "Czary Ognia" miewam chwilami wrażenie, że niektóre utwory to swoista aranżacja pierwowzoru. Patrick Doyle zdaje się obawiać wykroczenia poza "ramy" ustawione przez jego znakomitego i cenionego na całym świecie poprzednika. W konsekwencji rodzi się tu więcej pytań, aniżeli odpowiedzi, choć dla mnie perełkami pozostają "The Story Continues", "The Quidditch World Cup" i bliski perfekcji "Voldemort". Przełomem zdaje się być twórczość Nicholasa Hoopera, który serwuje nam w "Zakonie Feniksa" i "Księciu Półkrwi" już nieco inne spojrzenie - słuchając powyższych soundtracków czułem się jak nowo narodzony - jego muzyka oddziaływała już na zupełnie inne emocje - była wyraźniejsza w swym przekazie, odważniejsza - pierwowzór Williamsa odszedł już na dalszy plan, nastąpiła swego rodzaju wyrwa, wraz z nowym spojrzeniem na serię, spojrzeniem Davida Yatesa, zmieniło się nawet tło muzyczne. Jak dla mnie - idealnie, choć to "Książę Półkrwi" najmilej mnie zaskoczył świetnymi kompozycjami - nie sposób pozbyć się ciarek słuchając "In Noctem" w wykonaniu chóru, zaś "Dumbledore's Farewell" wręcz wyciska z oczu łzy. Idealne wyczucie klimatu, doskonałe wkomponowanie się w film. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy słuchałem soundtracku "Księcia Półkrwi" - szukałem ku temu okazji z byle powodu, nawet sprzątając lubię puścić sobie potterową nutę, rozluźniającą i dodającą ochoty do działania. Teraz wiem, że to nie jedyny sooundtrack, który będę odtwarzał przy każdej okazji i bez okazji. Kiedy dowiedziałem się, że Alexandre Desplat podejmuje się kompozycji soundtracku do "Insygniów Śmierci cz. 1", moja radość nie miała końca. Zakochany w muzyce, którą stworzył do "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" i "Księżyca w nowiu", wiedziałem, że o muzykę do pierwszego epizodu ostatniej części "Harry'ego Pottera" mogę być spokojny. Ostatecznie, szczerze mówiąc, jego muzyka jest jedynym powodem, dla którego powracam do "Księżyca w nowiu", który jako film jest w mojej opinii kiepski, nudny i monotonny - jedynie, a w zasadzie AŻ muzyka ratuje ten kiczowate "filmidło" - kiedy zabrakło muzyki pana Desplata w "Zaćmieniu", film nie zrobił na mnie żadnego wrażenia... Oto potęga prawdziwego geniuszu. Wobec powyższego, towarzyszyły mi wielkie nadzieje w oczekiwaniu na efekt pracy utalentowanego Francuza w związku z "Harrym Potterem". I choć premiera soundtracku "Insygniów Śmierci cz. 1" zaplanowana jest dopiero na 16 listopada, w sieci już od 29 października krąży "wyciek". Wczoraj odsłuchałem muzyki do "HP" autorstwa Alexandre'a Desplata po raz pierwszy - dziś, odstawiwszy już na bok pierwsze wrażenie i emocje nim targające, mogę powiedzieć - GENIUSZ. To już nie jest John Williams, nie jest to też ani Patrick Doyle, ani Nicholas Hooper - mam wrażenie, iż te kompozycje w niczym nie przypominają poprzednich - słychać tu wyraźnie inną wizję artystyczną, czuć inne inspiracje - efekt końcowy, choć tak inny, jest wręcz doskonały. Aż ciarki przechodzą mi po plecach, kiedy słucham "The Oblivation" czy "Snape to Malfoy Manor", zaś "Sky Battle" wywołuje szybsze bicie serca i wbija fotel. Nie widziałem filmu, którego premiera zaplanowana jest na 19 listopada, a mimo to "Sky Battle" sprawia, że czuję się jakbym naprawdę uciekał tym latającym motocyklem, jakby sam Voldemort mnie ścigał, a każda kolejna sekunda odbiera mi nadzieję - porażająca "dosłowność". Jestem przekonany, że ten soundtrack będzie miał grono szczerych przeciwników - wszakże niewiele tu z Williamsa, to samoistne dzieło, samowystarczalne i doskonałe w każdej sekundzie, każdym dźwięku, każdym, najmniejszym nawet, instrumencie. Przyznaję - niektórych kompozycji nie jestem w stanie zrozumieć bez obejrzenia filmu, acz same w sobie są majstersztykami na najwyższym, światowym poziomie. Cóż mogę powiedzieć na koniec tego wpisu... Panie Desplat, gratuluję Oscara!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz