Dzień, który przejdzie do historii... mojej historii

Określenie dzisiejszego dnia mianem "sukcesu" czy "dnia tryumfu" byłoby sporym niedomówieniem, wielkim przemilczeniem, jednak stoicyzm ulega mojej epikurejskiej naturze, która każe mi radować się i bardzo cieszyć z chwil, które można określić wytartym i potocznym sformułowaniem: "spełnianie marzeń". Jako wielki fan i sympatyk znakomitego aktora, którym jest Ralph Fiennes, wprost nie mogłem oprzeć się radości na samą myśl otrzymania autografu od tego utalentowanego i charyzmatycznego artysty. Nie przypuszczałem jednak, że może zdarzyć się coś co przyćmi ten doskonały sukces. Ale o tym za chwilę - niech emocje mnie niosą... 30 lipca br. wysłałem do pana Fiennesa serdeczny list i zdjęcie Lorda Voldemorta - dziś otrzymałem tak długo i niecierpliwie oczekiwaną odpowiedź:


Jeśli istnieją słowa, którymi mógłbym opisać swoją radość z powodu powyższego autografu, to wiem jedno - nie istnieją żadne, które mogą choć w marnym, ułomnym procencie oddać mojej euforii, kiedy dowiedziałem się, że dotarł do mnie również drugi list z Wielkiej Brytanii... Był taki czas, a było to dokładnie 27 września br., kiedy zdecydowałem się na bardzo mało prawdopodobne rozwiązanie - wysłałem wówczas list, nad którym ślęczałem kilka godzin - począwszy od konspektu koperty, poprzez jej wykonanie, a kończąc na samych słowach, które przeradzały się stopniowo w zdania. Skończywszy pisanie uznałem, że jeszcze nigdy wcześniej nie zaprezentowałem w swoim liście tak sporej dozy humoru i dystansu do siebie - było zabawnie, ale i rzeczowo - wręcz nie wierzyłem, że udało mi się połączyć te cechy pisząc w języku angielskim. Dziś - chyba po raz pierwszy, odnoszę wrażenie, że mój list naprawdę przeczytał jego adresat - dowodzi to słowom dedykacji złożonej na zdjęciu... Kim jest ów aktor? To człowiek, bez którego ekranizacje "Harry'ego Pottera" na pewno byłyby inne, człowiek, który odcisnął piętno na tej serii i który wciąż ją tworzy... Naprawdę żałuję, że nie jestem w stanie prowadzić wideobloga, w którym mógłbym zwodzić Was bez końca i podsycać niecierpliwość i ciekawość. Zatem już bez przedłużania powiem, że dziś, 9 listopada roku pańskiego 2010 listonosz oddziału Poczty Polskiej w Łodygowicach przyniósł mi do domu zdjęcie z dedykacją i podpisem DANIELA RADCLIFFE'A, odtwórcy roli Harry'ego Pottera!


Dan nie tylko oddał w pierwszych słowach istotę mojego listu, nie tylko napisał mi najserdeczniejszą dedykację jaką kiedykolwiek otrzymałem, ale i... odesłał mi w kopercie kupony IRC służące międzynarodowej korespondencji, co znaczy, że wysłał mi autograf na swój koszt - jest to gest, którego nie mogłem się spodziewać, budzący niewątpliwie bardzo pozytywne odczucia, bo kiedy ktoś tak sławny na całym świecie okazuje zwykłemu szaremu człowiekowi (o świetnym imieniu) tyle sympatii, brakuje wręcz słów, by oddać ten ogrom emocji. Dla mnie jest to spełnienie marzeń, jest to kolejny wielki i bardzo istotny odcinek mojej potterowej drogi. Na dzień dzisiejszy nie mam nic więcej do dodania - żegnam się zatem w stani euforii i z najbardziej pozytywnym spojrzeniem na jutro.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz