Cisza przed burzą & polski sukces (w końcu)

Która data byłaby lepszą na opublikowanie kolejnego wpisu od iście magicznej: 10-10-10? Dochodzę do wniosku, że niewiele jest takich chwil w roku, kiedy wypada coś napisać, acz twardszym faktem będzie, że moja chwila mi umknęła. Czasowe poślizgi to moja niechlubna specjalność, jednakże każdy ostatni kwartał roku jest dla mnie istnym wyścigiem szczurów. W tym roku jeszcze więcej spraw zaprząta mi głowę - po pierwsze: przygotowuję się do kolekcjonerskiego zamknięcia roku 2010, czas skłaniać się ku podsumowaniom i wyjściu na ostatnią prostą, by móc jeszcze coś osiągnąć przed początkiem nowego roku; po drugie: wielkimi krokami zbliża się premiera kinowego "Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci część pierwsza", które - mimo wcześniejszych zapewnień Warner Bros. nie będą wyświetlane w 3D, a jedynie w 2D. Podjęcie tej decyzji zostało spowodowane niewystarczającą ilością czasu na konwersję filmu w 3D, tak by obraz zachował odpowiedni standard jakości. Przeciwnicy 3D z pewnością się cieszą - ja czuję lekki niesmak - wiadomo, jeśli ktoś nie lubi filmów w trzech wymiarach, może wybrać wersję "płaską" - w tej chwili owego wyboru widzowie zostali pozbawieni. Niemniej jednak - wolę delikatne rozczarowanie od przesunięcia premiery filmu.

Powyższe kwestie zajmują mnie niemalże na wyłączność - rodzi się wiele dylematów, które budzi również decyzja Galapagos (polskiego dystrybutora filmów o "Harrym Potterze") o wydaniu naszej ojczystej wersji tzw. "ultimate edition" filmów z serii. Czym owa wersja różnić się będzie od pierwotnego wydania DVD? Przede wszystkim liczbą nośników - będą 3 płyty DVD, na których oprócz filmów i tradycyjnych dodatków specjalnych znajdziemy również dodatkowe materiały na temat produkcji filmów o mlodym czarodzieju. Czy będzie to wydanie iście magiczne jak amerykańskie, które szczyci się rozszerzoną wersją filmu ("Kamień Filozoficzny" wzbogacony został o 7 minut filmu, zaś "Komnata Tajemnic" o 13), godzinami nowych dodatków, reportaży i wywiadów z planówa i pracowni artystycznych oraz "namacalnymi" gadżetami - książeczkami z fotografiami z planu filmowego oraz kartami z filmowymi postaciami. Co znajdzie się w polskiej edycji - nie wiadomo, póki co sama firma Galapagos niczego nie ujawnia na swojej stronie internetowej - informację o planowanym wydaniu pozyskałem z oferty przedsprzedaży sklepu internetowego, który wskazał również datę wydania czterech pierwszych filmów w tej edycji już na 12 listopada br. Zapewniam jednak, że informacja ta jest pewna i prawdziwa.

Ostatnia sprawa na dziś, która w sumie powinna była się znaleźć już we wstępie. Uwielbiam odnosić wielkie światowe sukcesy - kocham zbierać zagraniczne wydania "Harry'ego Pottera" czy autografy gwiazd występujących w jego filmowych adaptacjach, jednak nie zapominam również o naszym "podwórku". Niespełna rok temu - 16 listopada 2009 udało mi się pozyskać jeden z polskich "klejnotów" do mojej kolekcji - "Insygnia Śmierci" z autografem polskiego wydawcy, pana Roberta Gamble'a. Wówczas również napisałem o polskich ojcach "Harry'ego Pottera". Dziś, blisko rok po tamtym sukcesie, świętuję tryumf, który winienem był świętować przynajmniej kilka lat wcześniej. Choć miałem przynajmniej kilka okazji do zdobycia "Harry'ego Pottera" z autografem pana Andrzeja Polkowskiego, tłumacza książek J.K.Rowling na polski, zawsze czegoś mi do szczęścia brakowało - najczęściej czasu bądź pieniędzy, a czasami też i czasu i pieniędzy. Z każdą taką porażką budziła się nowa porcja determinacji, aż w końcu - jakieś pół roku temu - obiecałem sobie, że następnej okazji nie przepuszczę. I choć nie było łatwo, bo cena wywoławcza wystrzeliła od 9,99 zł i poszła w górę blisko czterokrotnie, zachowałem zimną krew, czysty umysł i w ostatnich sekundach aukcji zalicytowałem korzystną dla mnie kwotę. Może głupio się do tego przyznawać, ale każda licytacja to dla mnie wyzwanie porównywalne do walki na ringu. Choć nigdy nie miałem okazji stoczyć z nikim bitwy na pięści, to i tak ostatnie minuty każdej "walki" na Allegro staczam wsłuchując się w zagrzewającą do boju muzykę. Kiedyś było to "Eye of the Tiger", potem kawałek Three Six Mafia - "It's a fight", a ostatnio piosenki towarzyszące Mariuszowi Pudzianowskiemu przy wyjściu na ring - "Dawaj na ring" i "Słowiański zimny wiatr". I to właśnie te utwory pozwoliły mi "wykonać swoje zadanie" i konkurentów w licytacji "zmiażdżyć" i "roznieść". Ale bez dalszego gadania - oto mój sukces - wielki, bo polski.

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz