Tajemnice "Harry'ego Pottera" PART TWELVE

Pisząc 22 lutego bieżącego roku jedenastą już część „Tajemnic Harry’ego Pottera” obawiałem się, że jest to już czas, kiedy nic więcej w tym temacie nie będę mógł zaprezentować. Ta świadomość wywoływała we mnie nieopisany smutek, ponieważ jest to mój ulubiony wątek, który poruszam na blogu. Tym większy smutek budziła we mnie świadomość, że kończy się cykl jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny, albowiem żadna z fanowskich stron poświęconych twórczości J.K.Rowling nigdy nie kładła nacisku na bliższe zbadanie i dogłębną interpretację „Harry’ego Pottera”, traktując tym samym temat ten bardzo po macoszemu. Minęło blisko dziewięć miesięcy od tamtej chwili. Wystarczający czas, by ktoś otrzymał życie i się narodził. Dla mnie to czas nieustających poszukiwań i węszenia wszędzie tam, gdzie chyba żaden z Polaków jeszcze nie zaglądał. Wobec powyższego udało mi się wymuskać kilka kolejnych niezbadanych faktów i tajemnic, ale i pewne nieścisłości. Na zachętę i dobry początek dodam, że niebawem przybliżona Wam zostanie treść kilku numerów „Proroka Codziennego” napisanego przez J.K.Rowling.

Na początek jednak zacznę od kwestii, którą wielokrotnie miałem okazję poruszyć, ale nigdy tego nie zrobiłem, bowiem za każdym razem dochodziłem do wniosku, że jest to oczywiste, jasne i klarowne. Jednak i w tym wypadku okazuje się, że to co jest jasne dla mnie, niekoniecznie musi być jasne dla innych… Stawiam wobec tego fundamentalne pytania i udzielam odpowiedzi.

Dlaczego nie wysłano sowy do Syriusza Blacka czy Lorda Voldemorta w celu wyśledzenia ich?
Jak dobrze wiadomo, sowy w świecie Harry’ego Pottera są stworzeniami niezawodnymi i potrafią „zawsze” odnaleźć adresata. Teoretycznie rzecz biorąc, przedstawiciele organów ścigania mogliby, wysyłając i śledząc lot sowy, dotrzeć do każdego ukrywającego się przestępcy bądź zaginionego. Dlaczego więc tego nie robili? Otóż prawda jest taka, że ukrywający się czarodziej potrafi rzucić na miejsce swojego ukrycia zaklęcia nienanoszalności, dzięki czemu może stać się nie wykrywalny – jak np. Harry, Ron i Hermiona w „Insygniach Śmierci”. Może też, o ile jest odpowiednio uzdolniony, rzucić Zaklęcie Fideliusa i stać się swoim własnym Strażnikiem Tajemnicy, wobec czego niemożliwym jest odnalezienie go, dopóki on sam tego nie zechce. Więc sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie fakt, że Harry korespondował z Syriuszem, kiedy ten uciekał, a mimo to jego listy i odpowiedzi docierały bez żadnych przeszkód. Wbrew pozorom, to nie jest błąd – to Syriusz jako pierwszy wysłał do Harry’ego list po ucieczce z Hogwartu (podarował wówczas Ronowi Świstoświnkę). Jestem niemalże pewny, że Syriusz był swoim Strażnikiem Tajemnicy, zaś przez ten pierwszy list, swoją tajemnicę powierzył także Harry’emu, który mógł od tej pory bez większego problemu się z nim kontaktować. Jest to jednak teoria, która ma swoje potwierdzenie w „Zakonie Feniksa” – Syriusz w „Czarze Ognia” prosi Harry’ego by wysyłał do niego mniej charakterystyczną sowę – jedną ze szkolnych, zaś Dumbledore w „Zakonie Feniksa” prosił, by zbyt często nie wysyłać z Grimmauld Place 12 listów – w obydwu przypadkach mamy do czynienia z Zaklęciem Fideliusa, które choć nie może zostać złamane bez wyjawienia prawdy przez Strażnika Tajemnicy, to głupim i nierozważnym postępowaniem, może doprowadzić wroga pod same granice jego działania. Ostatnie pytanie w tym temacie – czy obiektem chronionym przez Zaklęcie Fideliusa może być sam człowiek czy obiekt? I tu jestem prawie pewny, że Zaklęcie to dotyczy jedynie obiektów – miejsca ukrycia. To wskazywałoby na to, że Syriusz na każde miejsce, w którym się ukrywał rzucał owe zaklęcie, a potem jako pierwszy kontaktował się z Harrym, by tajemnicę mu, w sposób pośredni, ujawniać. Przykład – wspomniany już list Syriusza do Harry’ego, gdy ten wracał do domu po trzecim roku – Harry potem pisał do Blacka – często się ze sobą kontaktowali. Nie mamy jednak wzmianki o tym, by byli w kontakcie w chwili „przenosin” do Hogsmeade. Dopiero, gdy Syriusz przebywa w jaskini, komunikuje się z Harrym. Mojej teorii dowodzi również fakt, że ojciec chrzestny Pottera wyszedł po niego, Rona i Hermionę, gdy ci szli w „odwiedziny”. Otóż, sam Harry z pewnością odnalazłby miejsce jego ukrycia, jednak ani Ron ani Hermiona nie byliby do tego zdolni. Potter, podobnie jak Snape w „Księciu Półkrwi” nie mógłby im zdradzić , gdzie Syriusz się ukrywa. Mistrz Eliksirów nie mógł w identycznym przypadku zdradzić Bellatriks i Narcyzie tajemnic Grimmauld Place 12. Odchodząc jednak od Blacka – czy Voldemort również chronił miejsca swojego pobytu Zaklęciami Fideliusa? Szczerze w to wątpię – śmierciożercy i Czarny Pan gwarantowali sobie spokój poprzez czar, który widzimy w „Księciu Półkrwi” – zaklęcie udaremniające przejście osobie nie naznaczonej Mrocznym Znakiem. Ale czy jest to jedyny na to sposób? Z pewnością nie, gdyż przeczy mu spotkanie Voldemorta z Quirrellem w Albanii – młody nauczyciel mugoloznawstwa nie był jego sługą. Ale i tutaj umysł podpowiada mi rozsądne rozwiązanie – Voldemorta uważano za trupa, więc nie było obaw, że ktoś z Ministerstwa wyśle do niego sowę, zresztą – nawet gdyby tak się stało - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, jako strzęp mgły – coś mniej stabilnego od ducha, mógłby opętać jakieś stworzenie i uciec niepostrzeżenie. Forma, w której egzystował uniemożliwiała mu rzucanie zaklęć, jednakże dawała mnóstwo możliwości ukrycia. Więc czemu nie odnaleziono Voldemorta, gdy współegzystował z nauczycielem w Hogwarcie? Tu nie było mowy o żadnej Tajemnicy, o żadnych zaklęciach ukrycia. To kolejny domysł, jednak uważam, że Dumbledore nie zdawał sobie sprawy z formy, w której Voldemortowi przyszło żyć – nie wiedział wówczas o horkruksach, wobec czego wysoce nieprawdopodobnym jest, by sądził, iż Czarny Pan zdolny jest do współdzielenia jednego ciała z kimś, kogo z pewnością uważa za niegodnego i gorszego od siebie. To ma większy sens, biorąc pod uwagę, że przedmiotem najbardziej pogardzanym przez czarnoksiężnika było mugoloznawstwo, które wykładał Quirrell przed objęciem stanowiska nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Poza tym – „najciemniej jest pod latarnią” – bo kto spodziewałby się, że miejsce, w którym ma tylu wrogów, stanie się dla Voldemorta miejscem ukrycia? Jak mówił Dumbledore – magia pozostawia po sobie ślady – wobec tego Czarny Pan był najlepiej strzeżony bez użycia jej, zaś dyrektor szkoły mógł tylko domyślać się, że jego nauczyciel współpracuje z ciemnymi mocami. Choć Snape próbował wyciągnąć coś z Quirrella, ten nie dawał za wygraną, co sprawiało, że owe starania były nieskuteczne.

Drugie z wielkich pytań dotyczy serum prawdy – veritaserum – Dlaczego nie stosowano veritaserum w trakcie przesłuchań? Dlaczego w ten sposób nie dochodzono niewinności Syriusza?
Jak każdy wynalazek magiczny, veritaserum ma swoje wady. Najskuteczniej działa na „ofiarach”, które się niczego nie spodziewają – jak Barty Crouch Jr., któremu od razu podano ów środek. Pomijając fakt, że użycie serum prawdy było niezgodne z prawem czarodziejów, wymagało również wielkiej precyzji przy przyrządzaniu i mogło zostać „oszukane”. Czarodziej spodziewający się użycia na nim veritaserum rzucał na siebie zaklęcia, które pozwalały mu albo kłamać, albo pomagały zawiązać język w supeł. Istnieją również eliksiry obronne, które działają podobnie jak opisane przeze mnie powyżej zaklęcia. Nie można tu mówić o nieomylności, ponieważ i veritaserum i nasz mugolski wariograf, daje się oszukać, kiedy trafia na godnego, opanowanego i przygotowanego na to „przeciwnika”. Zeznania pod wpływem serum prawdy ujawniają też przede wszystkim to w co dany człowiek wierzy – omamieni urokami czy też ofiary klątw będą mówiły tylko to co uważają za prawdę. Ofiary magii Voldemorta – w tym Morfin czy Bujdka nawet napojone veritaserum mówiłyby o „swoich” zbrodniach, bowiem zmusiłaby ich do tego moc eliksiru. Wielka metoda – niestety zawodna.

Kiedy jestem już przy tym temacie, nie potrafię oprzeć się wyrazom uznania skierowanym do J.K.Rowling – stworzyć idealny świat może każdy, kto wierzy w marzenia, ale sprawić, by ten świat miał swoje wady – pokazywać, że każdy człowiek, a także każdy „wynalazek” ma drugie dno, to rzecz, którą stworzyć może tylko mistrz. Z powyższego wynika, że nawet Felix Felicis nie jest stuprocentowo skuteczny – i słusznie. Bo choć Harry go zażył, nic wielkiego się nie wydarzyło – szczęście nie wystarczyło, by Voldemort zginął, choć Potter z pewnością tego pragnął. Dowód na to, że szczęście to nie wszystko – najważniejsza jest umiejętność jego wykorzystania, której nawet Felix Felicis nie potrafi dać. Szczerze sądzę, że z Felix Felicis jest podobnie jak z Fontanną Szczęśliwego Losu – nie jest kwestią to czy działa czy nie, ale to czy w działanie wierzymy. W końcu „wiara czyni cuda”.

A teraz – nim przejdę do punktu kulminacyjnego dzisiejszych „Tajemnic Harry’ego Pottera” – zamieszcza jeszcze dwie ciekawostki. Pierwsza dotyczy jedynie poszerzenia wiedzy na temat mugolskich korzeni Lorda Voldemorta, a zaczerpnięta została z ekranizacji „Czary Ognia”. Na grobowcu Riddle’ów są wyryte imiona i lata życia ojca i dziadków Czarnego Pana.

THOMAS RIDDLE
1880 – 1943

MARY RIDDLE
1883 – 1943

TOM RIDDLE
1905 – 1943

A teraz kwestia do zastanowienia się – pierwsze Finały Mistrzostw Świata w Quidditchu odbyły się w 1473 r. i odbywały się raz na cztery lata. Harry uczestniczył w czterysta dwudziestych drugich finałach w 1994 r. Otóż zgodnie z założeniem w 1994 r. finał w ogóle nie powinien był się odbyć – zgodnie z rozgrywkami obchodzonymi co cztery lata, finał powinien zostać rozegrany rok wcześniej – w 1993. Ale i tu problem się nie zamyka, ponieważ to nie czterysta dwudzieste drugie rozgrywki finałowe tylko sto trzydzieste pierwsze… Możliwym jest, że w pierwszych latach funkcjonowania, Finały rozgrywane były rokrocznie aż do 1862 roku (trzysta osiemdziesiąty dziewiąty), po którym zaczęto je rozgrywać raz na cztery lata co umożliwia rozegranie czterysta dwudziestych drugich Finałów właśnie w 1994 r. Jest to niewątpliwie ciekawe zagadnienie – szkoda, że J.K.Rowling milczy w tej sprawie.

A teraz gwiazda dzisiejszego programu…

Z pewnością bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pod koniec lat 90. J.K.Rowling napisała specjalnie do newslettera rozsyłanego przez Bloomsbury cztery numery „Proroka Codziennego”. Choć mimo szczerych chęci i prób, nie udało mi się dotrzeć do oryginalnej treści, to i tak dysponuję ciekawymi streszczeniami. Dziś jednak, na zachętę, zamieszczę skrót pierwszego numeru "Proroka Codziennego" - kolejne trzy pojawią się w jednym z kolejnych wpisów.

Na początek jednak warto dodać, że materiały te nie są związane „czasowo” z książkami o „Harrym Potterze” – niektóre nazwy własne czy nazwiska zostały przypisane do zupełnie innych znaczeń czy też osób. Jest to spowodowane faktem, że część materiałów z owych „Proroków Codziennych”, Jo napisała jeszcze przed publikacją czwartej książki.

31 lipca 1998 PROROK CODZIENNY cena: 7 KNUTÓW


Nagłówek pierwszej strony: MUGOLE WCALE NIE TACY GŁUPI, ZA JAKICH ICH UWAŻAMY WYNIKA Z RAPORTU MINISTERSTWA. Ze sprawozdania wynika, iż mugole zauważają takie rzeczy jak "kręgi zbożowe" (które są w istocie spowodowane organizacja Corocznego Międzynarodowego Czarodziejskiego Konkursu Ogrodnictwa, podczas których dochodzi do charakterystycznego wyginania kłosów w określonych odcinkach) czy UFO (są nimi kafle, którym udało się uciec). W artykule jest również wzmianka o tym, że Hagrid zaoferował Czarne Jezioro w Hogwarcie jako miejsce, do którego można przenieść Potwora z Loch Ness.

"Ze wszystkich stworzeń żyjących w Wielkiej Brytanii żadne nie przykuwa więcej uwagi od Potwora z Loch Ness. Ów stwór był widziany przez tak wielu mugoli, iż Ministerstwo Magii nie jest w stanie zapewnić modyfikacji pamięci każdego z nich. W istocie mugole przeszukują jezioro w poszukiwaniach potwora i tylko zdecydowane działanie Oddziału do Zadań Niewidzialności [org. Invisibility Task-force] udaremnia im odnalezienie potwora..."

Ponadto na pierwszej stronie znajduje się artykuł: UWAGA NA FELERNE RÓŻDŻKI będący ostrzeżeniem Departamentu Kontroli Magicznego Ekwipunku przed ulicznym domokrążcą - "Uczciwym Willym Wagstaffem", który sprzedaje na Pokątnej wadliwe różdżki i kociołki bez denek.

Na tej samej stronie znajduje się reklama letniej wyprzedaży szat u madame Malkin.

Druga strona to dział poświęcony sportowi, wraz z tabelą ligową quidditcha, w której prowadzą Tajfuny z Tutshill, zaś na końcowej pozycji plasuje się Armaty z Chudley. Dyskusję o przegranym meczu Armat ze Strzałami z Appleby wraz ze wzmianką o fatalnym występie Szukającego Armat - Galvina Gudgeona, można przeczytać w artykule: ARMATY IDĄ NA DNO ZASYPANE DESZCZEM STRZAŁ.

Zaś w reportażu ŚCIGAJĄCY SROK "SPRÓBOWAŁ PIŁKI NOŻNEJ TYLKO DLA ŚMIECHU" możemy przeczytać o Alasdairze Maddocku i jego sentymencie do mugolskiego sportu.

Z serii króciutkich wzmianek wynika również, iż Zjednoczenie z Puddlemere zmieniają barwy swoich szat na niebieskie, co wywołuje wzburzenie ze strony kapitania i Pałkarza drużyny Harpii z Holyhead - Gwenog Jones.

Ostatnia strona pierwszego wydania "Proroka Codziennego" to listy - do redakcji pisze gwiazda Ethelbald Mordaunt o złym sprawowaniu swojego sąsiada, który zaczarował wszystkie swoje meble ogrodowe. Powody do narzekań ma także czytelnik, któremu nie podoba się pomysł na wprowadzenie sfinksów jako straż do Banku Gringotta. Fan rozgrywek gargulkowych ma zaś pretensje do gazety o nienależyte poinformowanie o Turnieju Gargulkowym, w wyniku czego przegapił owe zawody. List proszący o wstawienie się za wiedźmami wysłała jedna z nich - z jednej strony miła i uprzejma, a z drugiej polecająca się do opieki nad dziećmi (wiedźmy pożerają dzieci). Ostatni list to sugestia wprowadzenia wolnego dnia w pracy - "Dzień Pamięci Merlina".

***

Mam nadzieję, że czytanie tych kolejnych rewelacji na temat nieodkrytego świata Harry'ego Pottera było dla Was taką samą frajdą, jak dla mnie pisanie o nich. Już niebawem na łamach moje bloga pojawią się streszczenia kolejnych wydań czarodziejskiej gazety, z których dowiecie się m.in. kto dzięki wspaniale rozegranemu meczowi obejmie pierwsze miejsce w lidze quidditcha, czy Armaty z Chudley w końcu przerwią swój łańcuch przegranych ? Poczytacie również o zamieszkach wywołanych przez gobliny, o planie przwyrócenia wiedźmom łaski czarodziejów, a także poznacie wiele barwnych i ciekawych postaci - w tym dowiecie się o śmierci jednej z osób znanej z "Komnaty Tajemnic" oraz dowiecie się jaka jest ulubiona dyscyplina sportu czarodziejskiego Korneliusza Knota! Zapraszam i polecam!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

5 komentarze:

  1. Oj, ale chyba przypadkowo jednak da się odnaleźć miejsce chronione Fideliusem? Inaczej niedługo zabraknie miejsca na całym świecie, bo każde strzępek ziemi bedzie pokryty tym zaklęciem i nikt nie bedzie mogl go 'odnalezc'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaklęcie Fideliusa jest na tyle złożone i trudne, że raczej nie będzie takich problemów :D

      Usuń
  2. A propo veritaserum..jesli bylo niewiarygodnym źrodlem, to nie mogli użyć wspomnień Harrego, Rona czy Hermiony, do potwierdzenia niewinności Syriusza, istnienia Petera czy opowieści Barty'ego Juniora? Wspomnieniami mozna manipulowac jak dobrze wiemy, bo np. Bujdka miała wszczepione fałszywe wspomnienia, które jednak tylko OPOWIADAŁA,a nie przekazala komus w postaci wersji do oglądania(:D), więc tych anomalii nie byłoby widać i słychać, tak jak w zmienionym wspomnieniu Slughorna. Może tu znów wychodzi lekkomyślność MM i nie przejmowanie się skrzatami domowymi. Ale w procesie Blacka i na usilną prośbę Dumbledore'a relacje uczniow i Lupina moglyby byc wziete pod uwagę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę to, że użycie veritaserum było wbrew prawu czarodziejów, raczej nie było najmniejszych szans na to, by wzięto pod uwagę prośbę Dumbledore'a. Nawet magiczny wymiar sprawiedliwości ma swoje wady.

      Usuń
  3. Co z pozostałymi numerami proroka? Coś nie mogę ich znaleść :)

    OdpowiedzUsuń