Gałąź pasji się rozrasta...

Nie sądziłem, że moje nowe hobby może przynieść mi tak wiele radości. Ostatnio, zwłaszcza po pierwszym sukcesie w korespondencji z J.K.Rowling, zacząłem pisać nieco więcej listów do osób związanych z filmowym światem "Harry'ego Pottera". Evanna Lynch, Maggie Smith, Ralph Fiennes, Clemence Poesy, Shirley Henderson i Dave Legeno to zaledwie kilka słynnych osób, których odpowiedzi teraz oczekuję. Nie przeczę jednak, że najwięcej nadziei żywię w związku z ostatnim listem napisanym do Joanne Rowling - coś w środku podpowiada mi, że będzie dobrze i największe szaleństwo mojego życia przyniesie wspaniały rezultat. Ale jeszcze nic nie wiadomo - pożyjemy zobaczymy.
Nie mogę jednak oprzeć się radosnemu uśmiechowi, kiedy przypomnę sobie poszczególne reakcje związane z pisaniem i wysyłaniem kolejnych listów.  Kiedy 30 lipca w bielskim urzędzie pocztowym chciałem nadać list do Ralpha Fiennesa, doskonałego odtwórcy roli Lorda Voldemorta, pani mnie obsługująca widząc nazwę kraju "United Kingdom" poprosiła, żebym obok napisał "polską nazwę tego kraju, do którego list ma zostać wysłany"... Z jednej strony zaistniała sytuacja budzi we mnie chęć do śmiechu, z drugiej jest troszkę żenująca i żałosna - wyobrażam sobie pracownika agencji artystycznej Fiennesa odbierającego pięknie zaadresowaną kopertę z małym podpisem "Wielka Brytania" obok angielskiej nazwy kraju... Wysyłając kilka dni później list do Clemence Poesy do Francji zastanawiałem się czy na kopercie może być napisane "France". O dziwo ani wówczas, ani dzisiaj kiedy nadawałem dwa listy do "United Kingdom" nikt już mnie nie prosił o dopisywanie polskich nazw (tym bardziej, że każdy z listów, które wysyłam do Zjednoczonego Królestwa ma dojść do praktycznie nieznanego miasta, o którym chyba nikt nigdy nie słyszał - do Londynu <przepraszam - do "Londonu">). Chyba powoli przywykam do tej najnowszej odnogi mojej pasji - fakt, że już bez większych problemów operuję fachową terminologią taką jak "IRC", "LOR", "SAE" itp. sprawia, że czuję się w tym świecie dużo pewniej niż na początku - i za każdym razem daje mi to wiele satysfakcji i radości, a to w pasji najważniejsze. Co prawda - nie zamierzam nikogo pouczać jak pisać do zagranicznych gwiazd - ja jestem w tym temacie niemalże laikiem - najczęściej łamię konwencję pisania niedługich listów - pisząc do uwielbianego przeze mnie Alana Rickmana czy Ralpha Fiennesa nie potrafiłem, ot tak, zakończyć listu... Bo jeszcze jest "Szklana Pułapka", bo świetny był "Quiz Show", bo... bo... i z tego "bo" robią się trzy strony formatu A4. Póki co to skutkuje - mam nadzieję, że już niebawem będę mógł podzielić się na blogu moimi kolejnymi sukcesami - kolejne książki, kolejne autografy i może coś więcej? Któż to wie - póki co mam problem z trzypoziomową oszkloną witryną, w której kilka dni temu zabrakło miejsca. A o tym co zajęło ostatnie miejsce w owej witrynie i o obliczu mojej pasji, o której jeszcze nigdy nie pisałem już niebawem.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz