Szaleństwo fana, czyli już wiem jak to jest "skakać na bungee"

Powiadają, że każde szaleństwo dobiega kiedyś końca - bo człowiek dorasta, bo zmienia się moda, nadchodzą inne czasy... Może i tak jest - tymczasem ja, dosłownie, z uporem maniaka brnę przed siebie ile sił z nadzieją, że uda mi się kiedyś spełnić swoje marzenia i zrealizować sny. Pisałem o moim niedawnym sukcesie i otrzymaniu własnoręcznego autografu J.K.Rowling - do dziś uważam ów dzień za jeden z najbardziej szczególnych i radosnych dni mojego życia, co nie zmienia jednak faktu, że pragnąłem osiągnięcia czegoś więcej, ponad to. Dlatego wpadłem na jakże genialny pomysł - takowych w moim przypadku jest mnóstwo - napisania kolejnego listu do autorki "Harry'ego Pottera" wykorzystując tym razem ku temu okazję - 31 lipca są urodziny pisarki oraz samego Harry'ego Pottera. Chciałem w ten sposób nie tylko uczcić to podwójne święto i spróbować wkupić się w łaski pani Rowling z nadzieją, że tym razem odpisze mi własnoręcznie... Ale jak tego dokonać? Co zrobić, żeby ten jeden list wyróżnił się na tyle spośród setek innych, by Joanne zechciała go przeczytać i osobiście na niego odpowiedzieć?

Wiedziałem, że muszę mieć jakiś plan, dobry plan, a także, że muszę wykroczyć poza utarty szlak i sztampowość "tradycyjnej" korespondencji fanowskiej. Pamiętam swego czasu pisanie listu do Alana Rickmana z przeświadczeniem, że nie podpisuje zdjęć przesłanych do niego przez potteromaniaków rozwodzących się w swoich listach na temat jego wspaniałej roli Severusa Snape'a. Poszedłem wtedy w zupełnie drugą stronę i nie napisałem ani słowa na temat "Harry'ego Pottera" co dało wspaniały efekt otrzymania ode mnie podpisanego i zadedykowanego zdjęcia. I tym razem wiedziałem, że rozwodzenie się nad "Potterem" niewiele mi da, ponieważ w standardowym liście przesyłanym do fanów pani Rowling napisała, że bardzo ważne jest dla niej to co zmienił w życiu swoich czytelników "Harry Potter", jaki wywarł wpływ na poszczególne historie i losy... Wniosek? Zapewne 99% korespondencji skierowanej do niej zawiera te właśnie elementy: "Byłem taki, a taki, a potem zaczęła się moja przygoda z Harrym...". No cóż - mój poprzedni list faktycznie był skierowany poniekąd na takie tory... A zatem stanąłem przed wielkim wyzwaniem napisania listu do autorki książki, w którym sama książka będzie tematem bardzo odległym, jedynie delikatnie wyczuwalnym, choć nie oddziałującym na samą treść listu. Przede wszystkim zdecydowałem się na ładnym przygotowaniu papieru, na którym ów list miałem napisać - żółte kartki, w rogach przyozdobione ręcznie narysowanymi kolejno - smokiem, Tiarą Przydziału, Parszywkiem i sową. I kiedy myślałem, że nic trudniejszego mnie nie spotka, jako że ze mnie wielkie beztalencie artystyczne, okazało się, że nie do końca wiem, co na tych dwóch stronach mógłbym zamieścić... Tymczasem skupiłem się na tym, że chciałbym Jo coś podarować - coś polskiego - tu nie było problemu - wybrałem ładną kartkę urodzinową z życzeniami po polsku. Ale kartka to nie wszystko... Chciałem pani Rowling podarować coś co będzie jednocześnie bardzo polskie, a zarazem ważne osobiście dla mnie i odzwierciedlające mój charakter, gust, upodobania, osobowość. Olśnienie przyszło nagle - jeden z najbardziej szalonych pomysłów na jakie wpadłem powoli wykluwał się w mojej głowie. Serce zabiło szybciej i poczułem uczucie, które mógłbym porównać do tego co poczuł Harry, gdy na komendę: "Do mnie!", do jego ręki poderwała się latająca miotła. Wielka przyjemność, radość, a zarazem strach i niepewność, bo co będzie dalej? Wiedząc już co podaruję pisarce, szybko napisałem list i nim zdążyłem się rozmyślić zapakowałem go wraz z podarunkiem, kartką urodzinową i zdjęciem pani Rowling do podpisu do koperty, którą projektowałem dużo dłużej niż poprzednią. Zmarnowałem w tym planowaniu ok. piętnastu kopert i kilka tuzinów kartek papieru... Na końcu - ledwie wcisnąwszy całość do owej koperty, udałem się nazajutrz na pocztę.


Pośpiech ten nie wynikał jedynie z konieczności dotarcia listu do adresatki przed sobotą, ale i z lęku przed tym, że w ostatniej chwili zmienię zdanie, wydrę to co do tej koperty wsadziłem i pocznę biadolić nad własnym szaleństwem. Dziś już nic nie mogę zrobić - pomysł dobry lub zły - stało się, a jeden z najdziwniejszych podarunków jaki J.K.Rowling otrzymała od fana jest już w drodze do niej. Czy się ucieszy? Nie wiem. Nie wiem nawet czy wpadnie to w jej ręce, ale wiem z pewnością, że swoim posunięciem wyszedłem ponad to co można nazwać "sztampową" korespondencją. Do Edynburga poleciało 16 dag mojego sukcesu, bądź blisko godzina porażki. Ci, którzy wiedzą co wysłałem zdania na ten temat mają podzielone i liczę, że nie zdradzą "tożsamości" wysłanego przeze mnie prezentu. Jeśli jednak okaże się, że moje posunięcie było właściwe, zaś ja sam dzięki temu otrzymam osobistą odpowiedź od Jo, dowiecie się co też za tajemnicę skrywała ta koperta. Ze swojej strony wiem jedno - będziecie bardzo zaskoczeni, jeśli się dowiecie. Ja sam dzisiaj - po prawie 30 godzinach od faktu nadania przesyłki - nie wiem czy zrobiłbym to samo. Wiem, że na pewno zawahałbym się i na 60% bym stchórzył. To jest tak jak stać na moście z zamiarem skoczenia na bungee - im dłużej się zastanawiasz, tym większy lęk Cię dopada - jeśli nie skoczysz od razu, prawdopodobnie nie skoczysz w ogóle.

Swoją drogą - warto było wykonać ten "skok" dla samego zobaczenia miny pani na poczcie. Sam jestem ciekaw co bym pomyślał na jej miejscu.

Oczywiście wielkie uniwersum wspaniałych ludzi związanych z "Harrym Potterem" nie zamyka się na samej autorce, choć jest ona niewątpliwie najważniejszą z tych wszystkich postaci, dlatego też ciągle "bawię się" w pisanie listów do aktorów występujących w filmach o Harrym. Ostatnio wysłałem takowe do Evanny Lynch (Luna Lovegood), Alfiego Enocha (Dean Thomas) i Maggie Smith (prof. McGonagall), zaś w najbliższym czasie planuję wysłanie kolejnych do Toma Feltona (Draco Malfoy), Ralpha Fiennesa (Lord Voldemort) i Clemence Poesy (Fleur Delacour). I z tego miejsca chciałbym ujawnić swój klucz, zgodnie z którym wybieram aktorów/aktorki, na których autografach mi zależy. Przede wszystkim, co wielokrotnie podkreślam, jestem kolekcjonerem książek, zaś zbieranie autografów jest taką maleńką odskocznią i innością od tego co robię na codzień. Na ogół wybieram gwiazdy, które odpowiadają na listy fanów, a nie są w filmie statystami... Znam wiele osób, które piszą do aktorów, którzy na ekranie pojawili się choćby przez sekundę, byleby mieć autograf "gwiazdy Harry'ego Pottera". Ja wybieram ludzi, których szczególnie lubię i cenię - zazwyczaj nie tylko za rolę w filmach o "HP", lecz również wybitnych w innych swoich ról. Wiadomo jednak, że produkcje filmów "HP" słyną z nowych twarzy, debiutantów - do tych również piszę, acz jest to bardzo zależne od tego czy ich postacie na ekranie mi się podobały czy nie - nie dziwi zatem fakt, że pierwszym listem, który wysłałem był ten skierowany do braci Phelps - są oni po prostu rewelacyjni i powalający w roli bliźniaków. Z całej tej gromady powyżej wymienionych dziwić może jedynie Alfie Enoch, który w umiarkowanym stopniu zasłynął na ekranie, jednak tu zwyciężył mój "sentyment" do fajnych i sympatycznych ludzi - zdecydował o tym materiał w dodatkach specjalnych na DVD "Księcia Półkrwi" prowadzony przez Alfiego oraz Matta Lewisa (Neville), którzy stworzyli naprawdę kapitalny, w mojej opinii, duet, co z kolei ma swoje odzwierciedlenie w samym materiale, który jest rewelacyjny - pełen humoru, zabawy, a zarazem wciągający i interesujący. Z wielką radością oprawiłbym sobie jego autograf w ramkę - podobnie jak autografy każdej z osób, do których wysyłam listy - bo to nie tylko wspaniała pamiątka, ale przede wszystkim wspomnienie, którym owe autografy staną się za kilkanaście lat. Miło będzie poczuć za te 40 lat, o ile dożyję i o ile nie zamkną mnie jeszcze w wariatkowie, że trwało się w tym wspaniałym fenomenie "Harry'ego Pottera", że ma się te namacalne dowody istnienia tego wszystkiego - obok książek - autografów wspaniałych ludzi, którzy trwają przy mnie od dzieciństwa, przez okres dojrzewania, bycia nastolatkiem po bycie nastolatkiem w sensie samopoczucia (za dorosłego nadal się nie poczuwam).

Tymczasem wracam do swoich zajęć - jest kilka potterowych konkursów do wygrania, więc nie mogę sobie pozwolić na przespanie takiej szansy!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz