Rocznica!

Ostatnia i zarazem "najmłodsza" z naszych potterowych rocznic. Dokładnie 3 lata temu - 21 lipca 2007 - na półki księgarskie trafił ostatni tom: Harry Potter and the Deathly Hallows. Przyznać trzeba - premiera "nie do końca" udana... Chociaż pomijając fakt, że na blisko tydzień przed premierą niejaki Gabriel zamieścił w sieci skan całej książki... Naprawdę życzyłem mu wtedy za tę bezczelność wszystkiego co najgorsze... to w sumie nieprawda... do tej pory mu życzę, żeby każdego dnia o każdej porze dnia i nocy robił mu na głowę wyjątkowo uparty ptak, pies sikał na nogę, a starsze babcie goniły okładając swoimi laskami... Więc jesteśmy na etapie kiedy wyciekł gonił wyciek, a największa w historii akcja marketingowa, na którą wydano 10 mln funtów brytyjskich miała rozsypać się w proch. 

Ale nawet podstępny Gabriel nie mógł mierzyć się z mocą wiernego serca prawdziwego potteromaniaka. Nie uległem pokusie - i wiem, że wielu innych również jej nie uległo, wobec czego czekałem cierpliwie, acz już w nieco mniej weselnej aurze, do północy z 20/21 lipca. A z samego rana w sobotę wyruszyłem do katowickiego empiku z zamiarem oczekiwania pod drzwiami do otwarcia. Jeszcze nigdy w życiu czas mi się tak nie dłużył. Ale w końcu wybiła 8:00. Wpadłem do salonu, obleciałem wszystkie regały... Harry'ego tam nie było... Wobec powyższego udałem się do punktu INFO, by zaczerpnąć informacji na temat mojej ukochanej książki. I jest... Pani z obsługi była tak miła, by przynieść mi świeżutki, zafoliowany egzemplarz angielskich Insygniów Śmierci. Pamiętam to dziwne uczucie, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ostatniego Pottera. Tak wygląda koniec. Podając mi książkę, ekspedientka szepnęła do koleżanki zza pleców: Zaczyna się. Tymczasem ja - dumny i niezwykle zadowolony z zakupu popędziłem na autobus do domu, by zmierzyć się z finałem. Muszę przyznać - czytałem od początkudo końca - skończyłem ok. 5:30 następnego dnia - słońce akurat wschodziło - dokładnie jak w zakończeniu historii Harry'ego Pottera. Fakt - przyznać muszę, że była to pierwsza książka, przy której się popłakałem - przy śmierci Freda nie wytrzymałem. Jakby nie było - od tamtej nocy Insygnia Śmierci to moja ulubiona lektura. Minęły 3 lata i nadal nią pozostaje.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz