Do "czech" razy sztuka

W końcu po wielu tygodniach planowania, odkładania i przekładania wyjazdu, udało mi się dotrzeć dzisiaj do Republiki Czeskiej. Niby nic wielkiego - Czeski Cieszyn, ale dla mnie to przede wszystkim okazja do wparowania do kilku pobliskich księgarń i hipermarketów, w których książki sprzedają, a w konsekwencji - wydanie posiadanych funduszy w bardzo potterowych celach. A zatem zaczęło się od Knihcentrum przy ulicy Hlavni 19 - doszedłszy jednak do wniosku, że jest tu najzwyczajniej drogo, postanowiłem udać się w dalszą podróż w poszukiwaniu tak znanego i osławionego w Polsce - Tesco. 

A więc wyruszyłem - trzy spytane przeze o drogę osoby wskazywały mi zupełnie różne kierunki, co jednak nie przeszkodziło mi w zlokalizowaniu sklepu. W pełnym słońcu przedarłem się do poszukiwanego miejsca, by zdać sobię sprawę, że niepotrzebnie. Wróciłem zatem na ulicę Hlavni, gdzie odwiedziłem kolejną księgarnię... no cóż - o "Harrym Potterze" można tu zapomnieć... Zdeterminowany i bez innych perspektyw powróciłem do Knihcentrum z chęcią zakupienia czeskiego "Zakonu Feniksa" i "Księcia Półkrwi". Niestety, tamtejszy "Zakon Feniksa" był w stanie, którego nie mógłbym zaakceptować, toteż w parze do szóstki wybrałem czwórkę. Sprzedawczyni - w iście czeskim stylu, obsłużyła mnie pięknie i zapakowała nowe nabytki do ładnej jednorazówki. Polacy wiele mogliby się od Czechów nauczyć - choćby pogody ducha i tego, że uśmiech naprawdę nie boli... Dochodziłem już prawie do granicy, kiedy moja mama stwierdziła, że pozostałe jej korony zbytnio "ciążą", więc jako niezwykle użyteczny syn, pomogłem jej uszczuplić nieco portfel powracając do rzeczonej księgarni po raz trzeci i zaopatrując się dodatkowo w "Komnatę Tajemnic". Tym samym niemalże skompletowałem czeski cykl "Harry'ego Pottera" - brakuje mi już tylko "Zakonu Feniksa", toteż opuszczałem Republikę Czeską z iście terminatorskim: "I'll be back".


Jedyne czego żałuję po dzisiejszej wizycie, jest to, że książki w Czechach nie są tanie jak alkohol... O ile w Polsce za powyższe tytuły w twardych okładkach zapłaciłbym (sugerując się ceną sugerowaną) 133 zł, o tyle u naszych sąsiadów musiałem zapłacić blisko 180 zł... Ta pasja mnie kiedyś pożre :-) ale jakaż miła to będzie śmierć...

Koniec końców - moją trzecią wizytę w Republice Czeskiej uznaję za po trzykroć udaną.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz