"Szybki, mokry i zadowolony" - Niemcy po raz kolejny

W strugach padającego deszczu, w wielkim pośpiechu i z nutką dramatu - oto jak wyglądał mój dzisiejszy dzień, a konkretnie "droga", którą musiałem pokonać, by zdobyć dosłownie - NOWEGO Pottera... 12:21 - planowy odjazd pociągu z Łodygowic do Bielska-Białej - OPÓŹNIENIE: 10 MIN. Do tego 24 minuty jazdy... 12:55 w Bielsku - o 13:24 odjazd autobusu do pracy. Do empiku - 10 minut w jedną stronę... do tego ten przeklęty deszcz! Ale nic - dam radę - a w każdym razie - nie poddam się tak łatwo. Więc sprint przez kładkę dla pieszych, szalony pęd zakamarkami i oto jest! Już blisko... Wpadam do centrum handlowego, pędzę przez całą długość i docieram do empiku... Fakt pozostaje jednak faktem - nie mam bladego pojęcia, czy moje zamówienie już na mnie czeka, czy też mój rajd okaże się być niepotrzebny... Ociekający wodą podchodzę do punktu informacyjnego i pytam o swoje zamówienie... chwila konsternacji - na półce go nie ma... ale może będzie w stosie świeżo przybyłych paczek... obsługujący mnie pan bada każdą kolejną paczkę... "no dalej chłopie, dalej" - myślę sobie. W końcu znalazł, a wówczas informuje mnie, że prawdopodobnie odbiór będzie na razie niemożliwy, ponieważ jest awaria systemu. Milion przekleństw kotłuje mi się w głowie, rodzi się diabelska chęć rzucenia w niego najgrubszą i najcięższą encyklopedią, jaką znajdę - jak na złość - w pobliżu jedynie półka z cieniutkimi tomikami wierszy... no cóż... jakby tak zwalić na niego całą półkę... Ale nie ! Okazuje się, że system jest dla mnie łaskawy, bowiem udaje się nabić paczkę. Dyskretny rzut okiem na zegarek - no pięknie! 13:18... w pracy mnie zabiją, w pracy mnie zabiją... szybko płacę, odmawiam otwarcia paczki, porywam ją i wybiegam w międzyczasie owijając ją starannie w reklamówki jednorazowe - no cóż - dziś nie będę ekologiczny... kolejny szaleńczy rajd - pies na dwunastej! pies na dwunastej! Ale w porę odbiłem w drugą stronę nie pozwalając mu na nic więcej aniżeli groźny szczek. W końcu dobiegam na przystanek - 2 minuty przed czasem... Za to z jaką satysfakcją!



Dzisiejsza przygoda przypomina mi sytuację z tureckim wydaniem "HP", kiedy to również z ograniczonym czasem i w jeszcze większej ulewie musiałem pogodzić się z nieubłaganym fatum, kiedy w połowie drogi powrotnej autobus "umarł" na środku ulicy wypełniając się jedynie dymem. Jakby jednak nie było - dzisiejszy sukces to tak naprawdę - nie ukrywam - owoc kaprysu. Jakieś 2 lata temu zaplanowałem sobie, że prędzej czy później wejdę w posiadanie niemieckiego "Księcia Półkrwi" - jest to moje ulubione wydanie niemieckie jeśli chodzi o okładkę. Na dokładkę - drobny gest w kierunku potrzebujących dzieci - "Quidditch przez wieki" również w niemieckiej wersji językowej (spora część dochodu ze sprzedaży tej książeczki, jak i "Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć" jest przeznaczana na rzecz angielskiej fundacji Comic Relief). Wkrótce planuję zakup "Fantastycznych zwierząt..." i "Baśni barda Beedle'a" po niemiecku - tak do kolekcji.

Co do samych moich najświeższych nabytków - są one bardzo na czasie, ponieważ jak się okazuje - to wydanie "Quidditcha przez wieki" - notabene - z nową oprawą graficzną, jak i to wydanie kieszonkowe (do baaaaaardzo dużych kieszeni) "Księcia Półkrwi" zostały wydane w kwietniu bieżącego roku. Więc jakby nie patrzeć - jestem na czasie!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz