EPILOG - "Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część Druga"

Spodziewałem się, że dzisiejszy dzień będzie zwykłym majowym - czyli w przypadku tego roku - szarym i chłodnym dniem. O ile względem pogody są to jak najbardziej trafne epitety, o tyle ten dzień zapamiętam również z nieco innej strony - bardziej potterowej, a czy bardziej "magicznej" to już ocenicie sami.

Pamiętam swego czasu wrzawę na kilka dni, prawie tydzień, przed premierą ostatniej części "Harry'ego Pottera" w Wielkiej Brytanii i USA, kiedy to okazało się, że najpilniej strzeżona treść przeciekła do Internetu. Emocje wówczas były bardzo silne - czekałem na tę książkę ponad 6 lat, teraz wszystko to co kochałem - magia oczekiwania, przyjemność z tego płynąca, setki pytań kłębiących się w głowie i wreszcie - napięcie siegające zenitu - w jednym momencie runęło. Wszystko przez to, że jakiś idiota w USA sprzedał książkę na kilka dni przed planowaną premierą - premierą, do której szykowali się wszyscy sympatycy twórczości J.K.Rowling czytający w orginale oraz setki tysięcy czy nawet miliony tych, którzy chcieli w ten sposób zmierzyć i "poprawici swoi ęgilski". Wściekłość, odraza, nienawiść i niedowierzanie - moje pierwsze emocje, kiedy na potwierdzenie tych strasznych rewelacji otworzyłem e-book "Harry Potter and the Deathly Hallows" na komputerze. Nie patrzyłem na treść, chciałem jedynie dowieźć tego, że to tzw. "fake" - fałszywa książka, by móc uśmiechnąć się tryumfalnie ze świadomością, że prawdziwa treść nie przeniknęła do sieci tylko jakiś fanfik. Nadzieja prysła, kiedy zobaczyłem dwa rysunki nad rozdziałami - z całą pewnością rysunki autorstwa Mary GrandPre. Będąc wiernym fanem zamknąłem e-booka w tej samej chwili i usunąłem go z komputera z nadzieją, że chociaż ode mnie nikt tej książki nie dostanie. I czekałem... czekałem na dzień premiery, ale to już nie był ten szał, już nie odliczałem z taką wielką pieczołowitością kolejnych minut. Emocje zostały przytłumione negatywnymi odczuciami - potem zobaczyłem list od J.K.Rowling proszącej, by do soboty (dnia premiery) treść pozostawić w tajemnicy... USA kolejny raz zawiodły w kwestii potterowej - zresztą - jak zawsze: wyciek tytułu "Czary Ognia" przed czasem, wcześniejsza sprzedaż "Zakonu Feniksa", a potem "Księcia Półkrwi", choć w tym przypadku to Wielka Brytania pochwaliła się kunsztem, kiedy to już w maju - ponad 2 miesiące przed premierą - jasne stało się, iż zginie Dumbledore. Ale nie chodzi o to, by w tej chwili licytować wydawców między ilością błędów, które każdy z nich popełnił. W końcu i tak euforia powróciła - 21. lipca 2007 nie było już dla mnie ważne kto i ile wcześniej zdradził, kto co wie, mimo, że nie powinien - ważne dla mnie było, że mam w swoich rękach ostatnią część ksiązki, na którą tak długo czekałem. Tym samym była to pierwsza seria książek, którą w życiu przeczytałem - inne cykle zmagały mnie najwyżej na drugim tomie - jak np. "Władca Pierścieni" J.R.R.Tolkiena - gdybyście w tym momencie chcieli rzucić we mnie butem, to uprzedzam, że nie jestem gorszy w unikach od prezydenta Busha. Niemniej jednak - nastrój celebracyjny utrzymywał się u mnie długo, a potem nagle uderzyła we mnie ta straszna prawda - "To koniec". Koniec serii, koniec "Harry'ego Pottera". Jedyne światełko w tunelu to mające wciąż powstać ekranizacje - szóstej i siódmej części - więc jeszcze trochę czasu na powiedzenie "Do widzenia" jeszcze mi zostało - trochę czasu na oswojenie się. I właśnie dzisiaj zobaczyłem coś, co sprawia, że naprawdę odczuwam na barkach brzemię końca "Harry'ego Pottera" - w sieci pojawiły się z zdjęcia z planu drugiej części "Insygniów Śmierci" - zdjęcia nie byle jakie, bo przedstawiające Kings Cross w czasie epilogu. Tak więc zobaczyłem Harry'ego, Ginny i ich dzieci - świadomość, że jest to jedno z ostatnich ujęć ostatniej części ostatniego "Harry'ego Pottera" budzi we mnie bardzo mieszane uczucia. Bo choć nie skończy się moja droga, którą kroczę już od 9 lat z Harrym Potterem, to jednak w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy w prasie nikt już o Chłopcu, Który Przeżył pisać nie będzie, kiedy media zapomną... Zdjęcia, które widzicie poniżej we mnie obudziły nostalgię, nawet smutek, choć i radość. Liczę jednak całym sercem na to, że jeszcze przyjdzie wiele chwil w "erze Pottera", które zapadną mi głęboko w pamięć.

HARRY POTTER

GINNY POTTER Z ALBUSEM SEVERUSEM (z lewej) i JAMESEM SYRIUSZEM (z prawej)

GINNY I LILY LUNA

Warto zwrócić uwagę na ciekawą "postarzającą" charakteryzację u głównych bohaterów - aż nie mogę się doczekać zobaczenia innych :-)
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz