Sukcesy i porażki - polsko-angielsko-czeska telenowela




Na zdjęciu powyżej, od lewej: Robert Gamble, J.K.Rowling, i Bronisław Kledzik (źródło: www.mediarodzina.pl).

Generalnie to zdjęcie jest niejako rozwinięciem ostatniego wpisu: "Polscy ojcowie "Harry'ego Pottera"", a zarazem jest, nie będę ukrywał, wyrazem mojego osobistego tryumfu.

W ostatnim czasie udało mi się nabyć egzemplarz "Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci" z autografem pana Roberta Gamble'a - właściciela Media Rodziny, wydawcy "Harry'ego Pottera". Książka wystawiona została na Allegro, jednakże zachowując niezbędne środki ostrożności (nie chciałem dać zrobić się w balona i kupić fałszywego autografu), postanowiłem skorzystać z pomocy, że tak to ujmę, eksperta. A któż mógłby być lepszym ekspertem od ludzi, którzy na codzień pracują w rzeczonym wydawnictwie i znają osobiście pana Roberta?

Tak zrodziła się w mojej głowie myśl, a w zasadzie postanowienie, o napisaniu maila do pani Alicji Mielcarzewicz, specjalistki ds. promocji MR. Swoją drogą - wybór uznałem za słuszny, ponieważ to właśnie pani Alicja jest osobą, która miała niemalże stały i ciągły kontakt z potteromaniakami - to do niej kierowane były wszelkie maile, to ona przeważnie odpowiadała na wiadomości zrozpaczonych bądź ciekawskich potteromaniaków. I to ona dała mi odpowiedź na nurtujące mnie pytanie - czy domniemany autograf jest prawdziwy?

Odpowiedź już znacie - w końcu kupiłem tę książkę mając 100% pewność co do autentyczności podpisu w niej złożonego. Dlatego teraz, w blasku, chwale i glorii prezentuję Wam "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci" z własnoręcznym autografem polskiego ojca Harry'ego. Dziś ten oto unikat trafił do mojej kolekcji, by stać się jedną z jego gwiazd, a zarazem drugą pozycją własnoręcznie podpisaną przez osoby blisko związane z potterowym "światkiem" (pierwszą taką pozycją jest, a jakże, "Harry Potter and the Half-Blood Prince" z autografami Bonnie Wright i Matthew Lewisa - ale o tym możecie przeczytać w jednym z poprzednich wpisów dot. krakowskiej premiery).

A zatem, bez dłuższego przedłużania, kolokwializmów i zbędnych epitetów:

---

Kiedy już mowa o sukcesach, nie powinno się pomijać porażek i upadków. Wczoraj zakończył się konkurs organizowany przez telewizję TVN na 4 zdania "Dlaczego to właśnie ty powinieneś wziąć udział w zdjęciach do ostatnich części Harry'ego Pottera ?". Do odpowiedzi należało dołączyć zdjęcie. Zwycięzca miał wyjechać do Londynu, na plan filmowy HPiIŚ oraz wziąć udział w zdjęciach do filmu. Nie będę wdawał się w szczegóły, jednak powiem jedno - porażka na tym polu, całkowita klapa, że się tak wyrażę, zmieniła niejako moje spojrzenie na sprawę, która wczoraj skutecznie odebrała mi humor i radość. No cóż - każdy czasem przegrywa, ale nie zawsze pogodzenie się z przegraną przychodzi tak łatwo, jak byśmy sobie tego życzyli. To zabójstwo marzeń. Kiedy więc wczoraj w programie "Dzień Dobry TVN" poznałem wyniki owego konkursu, a potem listę dwudziestu dodatkowo wyróżnionych osób poczułem się jak dziecko, które dowiaduje się, że Święty Mikołaj nie istnieje. No cóż - chyba zawsze boli, kiedy komuś udaje się zrealizować Twoje marzenia, mimo, że włożyłeś całe serce w to, by zwyciężyć. Nie udało się i tym razem. Podobnych uczuć doświadczyłem ponad rok temu, kiedy moje marzenia znowu mi umknęły i mimo starań i wielogodzinnego wysiłku, to ktoś inny zgarnął w konkursie "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci" z autografem J.K.Rowling. Minęło już trochę czasu, który choć nie pomógł mi zbytnio w walce z własnym ego, uświadomił mi moje własne priorytety. Doszedłem do zadziwiających, nawet jak na mnie, wniosków. UWAGA ! OSTRZEŻENIE: Poniżej znajdują się refleksje, wypociny etc. etc. które mogą przyprawić o ból głowy, mdłości, biegunkę, krwotok z nosa, depresję itd. itp. Czytacie to zatem na własną odpowiedzialność (i ku własnej zgubie).

W 2004 roku, czyli jeszcze zanim rozpocząłem swą kolekcjonerską pasję, po raz pierwszy w życiu byłem za granicą, w dodatku byłem w kraju niezwykle dalekim, egzotycznym i tajemniczym... Mowa oczywiście o Czechach :P Do rzeczy, do rzeczy - w dniu wyjazdu z tego, jakże egzotycznego i niezbadanego kraju, trafiłem do hipermarketu, a w nim przed oblicze swej największej słabości... HARRY POTTER. Harry Potter w wersji "pepikowej". Pieniądze w kieszeniach zaczęły ciążyć mi niemiłosiernie, Imperius rzucony na mnie w 2001 r. przez J.K.Rowling podpowiadał mi: "Kup to... Kup... NO KUP !". Wtenczas wyciągam dłoń moją, niczym Golum z zaślinioną gębą powtarzający: "Mój Sssskarbie..." kiedy to niczym grom jasnego nieba spada na mnie: "Nawet o tym nie myśl". Oto uroki miłości, zalety posiadania tzw. "połówki" (pomijając fakt, że ja byłem połówką ananasa, a ona ogórka). Golum tkwiący we mnie zasnął, na jego miejsce przybył pantoflarz. Harry Potter został na półce. Niestety - na czeskiej półce. Teraz jest na swoim miejscu - na MOJEJ półce. Dziewczyny nie ma - dzięki Bogu, bo drugiej takiej bym nie zniósł ! Ale do sedna. Kiedy po upływie 4 lat w moje ręce wpadł "Harry Potter" w wersji czeskiej nie odczułem tej samej ekscytacji co wtenczas, gdym go widział po raz pierwszy, osobiście, w dalekim, odległym państwie czeskim. Owszem - czułem radość, ale to nie była TA radość. Kiedy po upływie połowy roku od tamtego pamiętnego wieczoru, w którym stałem się szczęśliwym posiadaczem HP po czesku, osobiście wybrałem się do Republiki Czeskiej i tym razem osobiście zakupiłem już trzeciego mojego Pottera po czesku, poczułem: "To jest to". Nie ważne jest skąd i jak, ważne, by osobiście włożyć całe serce i wysiłek w realizację marzeń. I stąd moja konkluzja - konkurs spełnia marzenia, owszem, ale wydaje mi się, że nawet najlepsza nagroda nie okraszona własnym potem, wysiłkiem i pracą nie daje pełnej satysfakcji. Miałem niedawno okazję wygrać bądź zakupić plakat "HP i KP" z autografami Bonnie Wright i Matta Lewisa. Odpuściłem, ponieważ doszedłem do wniosku, że byłoby to pójście na "łatwiznę". Cieszę się, że zawaliłem noc i siedziałem od 4:00 do prawie 10:00 pod kinem Kijów w Krakowie, cieszę się, że osobiście spotkałem się z aktorami i wziąłem udział w premierze. Cieszę się, gdyż w gruncie rzeczy sam tego dokonałem. Nie wygrałem biletów w żadnym konkursie, poświęciłem za to dwie noce, by to przeżyć i doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Może i prościej i taniej jest wygrać - fajnie jest wygrywać - jednakże to własny wysiłek, zaangażowanie i parcie do przodu bez względu na wszystko jest fajne i wywołuje radość. Nie wygrałem wycieczki na plan filmowy "Harry'ego Pottera" - nie drzwiami to oknem ! Za 2 lata jest premiera ostatniego filmu o "Harrym Potterze" i zamierzam być na tej premierze w Londynie, wśród gwiazd, które uwielbiam i podziwiam, a także z prawdopodobnie największą potteromaniaczką w Polsce ( :-) ) Dzięki temu oszczędzę sobie życia, zdrowia i nie dostanę zawału - wszakże pojadę autokarem, a nie polecę żadnym diabelnym samolotem ! :-)

A z milszych informacji - milszych przynajmniej dla mnie. Wszedłem ostatnio w posiadanie orginalnego scenariusza "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi", który został udostępniony przez Warner Bros. Pictures. W chwili obecnej zajmuję się praco- i czasochłonnym tłumaczeniem 162 stron maszynopisu, który, jeśli czas i ambicja pomoże, zostanie zakończone około końca bieżącego roku.

Tymczasem gorąco zachęcam do rozbijania skarbonek (za 2 zł mogę użyczyć młotka) i podróży już w najbliższy piątek do sklepu po "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". JUŻ 20. LISTOPADA PREMIERA NA DVD I BLU RAY !
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz