Pojedynek Mistrzów, czy tak wygląda koniec?

Już conajmniej kilka razy podejmowałem się tematyki przemijania fenomenu "Harry'ego Pottera" - za każdym razem starałem się jednak skutecznie i rzeczowo udowodnić, że tak naprawdę jeszcze era potteryzmu nie minęła i trwa nadal - być może w półśnie czekając na kolejną wielką chwilę, kolejną premierę, kolejną fantastyczną wiadomość od Joanne Rowling. Ale nim nadejdą te szczęśliwe czasy - najbliższe (premiera kinowa "Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci Część Pierwsza") dopiero w listopadzie 2010, warto zwrócić uwagę na lokalne próby podtrzymania potteromanii w dobrej formie, a nawet lepszej. Najpierw krótkie podsumowanie i wyniki największych konkurentów "HP". 

Na pierwszy ogień cykl Christophera Paoliniego zapoczątkowany "Eragonem". BYŁ WŁADCA PIERŚCIENI, BYŁ HARRY POTTER, TERAZ ERA ERAGONA - takim hasłem reklamowym promowana była książka debiutującego Paoliniego, który w wieku 15-stu lat napisał swoją pierwszą książkę, a wydał w wieku lat 19-stu. Spore osiągnięcie, szum medialny i nagminnie powtarzane pytanie - "co będzie dalej?", a także pierwsza tak poważna batalia między fanami HP i fanami Eragona, który miał być pierwszym poważnym ("sagi" o Luisie Barnavelcie nawet nie wspominam) konkurentem rowlingowskiego cyklu. Ci drudzy zasłaniali się tym, że potteromaniacy są ślepi, są niewolnikami jednego tytułu i zamykają się przed inną literaturą nawet nie sięgając po nią. No więc - nie wszyscy. Nie tylko sięgnąłem po "Eragona", ale i przeczytałem wszystko co wyszło do tej pory spod pióra Paoliniego. I ? Moje wnioski są takie - przede wszystkim to zupełnie różne książki, różne cykle - o ile "Harry'ego Pottera" winno uważać się jako książkę przygodową z elementami fantastycznymi o tyle "Władca Pierścieni" J.R.R.Tolkiena czy "Eragon" Paoliniego to przede wszystkim czyste fantasy - a to nie każdemu musi odpowiadać. Ale pomijając porównania i przechodząc do czystej oceny - jak dla mnie cykl "Dziedzictwa" umarł na trzecim tomie - "Brisingrze", który okazał się być nie tyle marną namiastką tego co można było znaleźć w dwóch pierwszych częściach ("Eragon" i "Najstarszy"), co wręcz torturą w każdym względzie, nieudolnym wiązaniem fabuły grubym sznurem, który i tak pruje się pod ciężarem absurdu i niedorzeczności. Co więcej - sławetne eldunari, które nie pozwala umrzeć złemu Galbatorixowi niezwykle przypomina horkruksy, choć ich historia, rola i powstanie diametralnie się różnią. Moja ocena cyklu Paoliniego, w dużej mierze przesądzona przez marny tom trzeci, to 5/10... słabiutko jak na konkurenta "Harry'ego Pottera"...

Kolejny wielki cykl mający swą sławą i supersprzedawalnością pogrzebać tryumfy HP pod głębokimi stosami popiołu i sadzy, a także torfu i gliny... Cykl "Tunele" Gordona i Williamsa - i tutaj sprawa ma się już zupełnie inaczej. Otóż "Tunele" to zupełnie inna literatura, to nawet nie jest fantasy co powieść przygodowa łącząca w sobie wiele świetnie dobranych elementów z różnych dziedzin literatury i prezentując doprawdy miłą i interesującą opowieść. W żaden sposób nieporównywalna z "Harrym Potterem", a mimo to ciągle, stale i wkurzająco często z nim zestawiana... O dziwo "tunelomaniacy" nigdy nie naskakiwali na fanów Pottera - być może dlatego, że to dzięki prekursorowi HP - Barry'emu Cunninghamowi w ogóle się ukazały na rynku. Tutaj moja ocena jest wyższa, acz złożona - jako cykl - 8/10, w subiektywnym porównaniu z "Harrym Potterem" jednak nie ma szans, przynajmniej nie dla mnie.

"Igrzyska Śmierci" autorstwa Suzanne Collins - futurystyczna historia opowiedziana w formie pierwszoosobowej narracji. Wciągająca i wstrząsająca publikacja, jednak zbyt przewidywalna, bym mógł ją nazwać wybitnym odkryciem bądź świetnym wyborem. Mdłe zakończenie, acz podratowane niepewnością wobec dalszego losu - zdecydowanie lepiej od "Eragona", gorzej od "Tuneli" i z całą pewnością bez tego CZEGOŚ co przyciąga w "Harrym Potterze". 7/10.

I na koniec wielki hit ostatniego czasu, najgroźniejszy z konkurentów, super bestseller - ZMIERZCH. Czego oczekiwałem po lekturze prozy pani Meyer ? Z pewnością czegoś głębszego i bardziej zaskakującego, a przede wszystkim czegoś trzymającego w napięciu, przepełnionego akcją i alegoriami. Co otrzymałem ? Wyidealizowany romans, niezniszczalną, epicką miłość a także umiejętne pomijanie najciekawszych scen - szumnie zapowiadane walki, które nie nadchodzą, rozchodzenie się wszystkiego po kościach. Cykl z pewnością ratuje tom trzeci "Zaćmienie" - najlepszy ze wszystkich, acz gwóźdź do trumny (w której być może czai się wampir) wbija "Przed świtem". Lektura przyjemna, ciekawa, acz nie wciąga, nie wywołuje tego cudownego uczucia w żołądku czy niepokoju. Czytając "Harry'ego Pottera" każda śmierć opisana przez J.K.Rowling uderzała we mnie, wywoływała szok, czasami i smutek, tymczasem ani "Eragon", ani "Igrzyska Śmierci", ani tymbardziej "Zmierzch" nie wywołują podobnego uczucia. Nieco lepiej było w "Tunelach", choć i tutaj była to marna namiastka lawiny odczuć towarzyszących czytaniu "Harry'ego Pottera". Mimo powyższych niedoskonałości "Zmierzch" trafia do mnie, być może to moja natura romantyka, być może coś innego, ale czułem się dobrze podczas lektury sagi Meyer. Ostateczna ocena: 7/10.

To, że jestem fanem Pottera nie znaczy, że jestem zamknięty na resztę literatury - nie zmienia to również faktu, że czytając wyciągam wnioski - nie wszystko musi mi się podobać, toteż wyrażam tylko i wyłącznie subiektywne opinie. Ocena "Harry'ego Pottera" - 11/10.

A teraz konkludując i zarazem przechodząc do kolejnej części tego zacnego wpisu, który powstaje w jedną z najdłuższych nocy w roku - przed przesunięciem czasu z letniego na zimowy. Czy koniec "Harry'ego" już nastąpił ? 3. listopada bieżącego roku ukaże się luksemburskie wydanie językowe "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego" - kolejna bariera zostanie przełamana, kolejna mniejszość będzie mieć możliwość dostania ukochanej powieści w swoim narodowym języku. Na drugą połowę 2010 r. jest zaś planowane wydanie powyższej książki w języku szkockim gaelickim - smiało można stwierdzić, że to co miało dobiec końca prze nadal do przodu, rozwija się. Jeśli to nie zapewni "Harry'emu Potterowi" nieśmiertelności to z pewnością uczyni to "Magiczny Świat Harry'ego Pottera" - gigantyczny park rozrywki poświęcony HP powstający właśnie na Florydzie. Więcej na ten temat dowiecie się zresztą z dodatków specjalnych zamieszczonych na DVD "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". Ale jak to wszystko ma się w stosunku do Polski, zapytacie. Może i nijak, może te wszystkie wydarzenia są ważne tylko dla zapaleńców mojego pokroju, kolekcjonerów i pasjonatów, ale nie zmieni to faktu, że "Harry" nadal się sprzedaje na polskim rynku. Jako kasjer, pracownik "Auchan" nierzadko spotykam się z klientami kupującymi powieści Rowling, choćby tak jak dzisiaj - dziewczynka wyglądająca na 11-12 lat kupowała "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi" - można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że kolejne pokolenie zatapia się w cudowny świat wykreowany przez Jo - ja sam zacząłem czytać Harry'ego w dniu moich 12 urodzin - ponad 8 lat temu, w momencie, gdy moja dzisiejsza klientka mogła mieć co najwyżej jakieś 4 lata i z pewnością nie potrafiła czytać... Nie muszę zresztą szukać dalej - mój bratanek, również fan "Harry'ego Pottera" ma obecnie 7 lat... wczoraj skończone. Są to niepodważalne dowody potwierdzające dobry stan "Harry'ego Pottera", któremu nie spieszy się na emeryturę.

Ostatnia powieść znanego i uznanego pisarza znanego całemu światu - Dana Browna - "The Lost Symbol" została opisana w jednym z artykułów "najlepiej sprzedającą się książką wszech czasów" - znając statystyki i wyniki sprzedaży "Harry'ego Pottera" nie mogłem zdzierżyć takiego kłamstwa, po czym wczytawszy się w treść artykułu dotarłem do momentu wyjaśniającego fakty "(...) najlepiej sprzedającą się książką wszech czasów nie licząc "Harry'ego Pottera", który pobił wszelkie rekordy sprzedaży". Rozbawił mnie ten fragment i przyczynił się do poszukiwania przeze mnie podobnych przykładów - okazało się, że wiele książek jest reklamowanych jako bestsellery przy pominięciu "Harry'ego Pottera", który ustawiany jest w tym względzie "na wyższej półce". W sumie nie dziwi mnie to - w tekście lepiej brzmi "najlepiej sprzedająca się książka", aniżeli "najlepiej po "Harrym Potterze" sprzedająca się książka".

Pojedynek Mistrzów, który nazwałbym raczej pojedynkiem wilka i owcy, tudzież Mistrza i Pionków... Kolejny punkt dla "Harry'ego Pottera" - być może punkt honorowy. W przeciwieństwie do Andrzeja Gołoty, "Harry Potter" schodzi z ringu niepokonany i w blasku glorii i chwały. Wygrywa zdecydowanie przez nokaut.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz