Premiera "Księcia Półkrwi" w Krakowie

Życie bywa przewrotne i zaskakujące, czasami do tego stopnia, że wbija w fotel innym zaś razem nakłania do refleksji. Niespełna rok temu na łamach tego bloga zapowiadałem szumnie "Dni Harry'ego Pottera" w Płocku z udziałem aktorów z "Harry'ego Pottera", artystów pracujących przy produkcji oraz samj J.K.Rowling. Jakież było moje - i z pewnością nie tylko moje - rozczarowanie, kiedy okazało się, że festiwal w Płocku, owszem, odbędzie się, ale na dużo mniejszą skalę i jedynie w gronie potteromaniaków... Sądziłem wtedy, że Polski nie stać jeszcze na to, by stanąć oko w oko z najprawdziwszym światowym fenomenem Pottera, ba, uważałem nawet, że jej stać nie będzie. Tymczasem blisko 2 miesiące temu dobiegła mnie wieść niesamowita i wielce zaskakująca - plany zorganizowania oficjalnej polskiej premiery kinowej "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi" z udziałem ważnych aktorów drugoplanowych. Jeszcze większe było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, iż jest to informacja potwierdzona i premiera odbędzie się w Krakowie z udziałem Bonnie Wright (Ginny) i Matthew Lewisa (Neville). I w tejże chwili karuzela ruszyła...

W OCZEKIWANIU...
Już na samym początku jasnym dla mnie było, że na owej uroczystości nie może mnie zabraknąć wobec tego błyskawicznie, a może i nawet jeszcze szybciej, podjąłem pierwsze kroki - załatwienie wolnego w pracy. Teraz pozostało mi już tylko czekać... Do tej pory wiedziałem jedynie, iż aktorzy będą gościć w naszej ojczyźnie 20 i 21. lipca, a kino, któremu przypadnie zaszczyt goszczenia ich i organizacji premiery jest Kijów.Centrum w Krakowie. Niewiele, ale musiało mi wystarczyć. Przynajmniej na razie. Jakaż była moja radość, kiedy okazało się, że ok. 200 biletów na ten szczególny seans, w którym miało uczestniczyć ponadto 600 osób związanych z filmem (m.in. aktorzy dubbingujący), artyścii etc. etc., zostanie udostępniona do publicznej sprzedaży. Potem na moim wspaniałym planie pojawiła się rysa - ażeby otrzymać takowe zaproszenie należało udać się do kina Kijów 17. lipca...

NOCĄ...
16 VII
godz. 23:00, dworzec PKP w Bielsku-Białej: moja determinacja sięgnęła zenitu. Od razu po skończeniu dniówki postanowiłem wyruszyć w podróż do Krakowa w celu zdobycia biletu (za 38 zł) już na samym otwarciu kina. Desperacji można było uniknąć, jednakże los chciał, bym nie wygrał wejściówki w żadnym konkursie. Zakup prowiantu na drogę, biletu i o 23:20 wyruszyłem pociągiem InterCity z Bielska do Katowic. O dziwo - targały mną wówczas sprzeczne uczucia - niepewność tego co zastanę w samym Krakowie...

17 VII
godz. 1:30, dworzec PKP w Katowicach: po przymusowym ponad godzinnym postoju w centrum Katowic zmierzam w kierunku Krakowa - zapowiada się niesamowita podróż - bo na stojąco - wszystkie miejsca siedzące zajęte, jednakże nie zraża mnie to wcale - cel mam jasny - zdobyć bilet na premierowy pokaz "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi" - już czuję w sobie tę magię - magię, która nie pozwoli mi już zawrócić...

godz. 3:40, Kijów.Centrum w Krakowie: wyczerpująca podróż doprowadziła mnie do celu - do Krakowa, a stamtąd taksówką pod samo kino, które już w poniedziałek miało stać się najbardziej magicznym miejscem w Polsce. O dziwo, nie jestem pierwszy - pod kinem "koczuje" już sześć osób, w tym dwie dziewczyny śpią w śpiworach. Bez wątpienia "to miejsce poznało magię" - wielkie bannery reklamujące "Harry'ego" - nigdzie nie było jednak słowa o uroczystej premierze... Przechodzący ludzie zatrzymywali się często i osłupiali wpatrywali się w naszą grupkę, która stopniowo się powiększała - niektórzy pytali na co czekamy, a usłyszawszy odpowiedź patrzyło wymownie w niebo i wykrzykiwało: "O tej porze!?". Czas wlekł się powoli, bardzo powoli, chłód i nieprzespana noc też dawały o sobie znać, jednak emocje nadal podtrzymywały mnie w przytomności.

godz. 8:30, Kijów. Centrum w Krakowie: zebrał się już nas spory tłumek - ponad 100 osób, choć nie sposób było zliczyć wszystkich. W jednej sekundzie wszyscy zrywają się z miejsca - słychać szczęk otwieranych drzwi i wyłania się z nich pracownik z kina: "Sprzedaż biletów na premierę "Harry'ego Pottera" rozpocznie się o 9:30", po czym zniknął z powrotem w środku kina. No cóż - siedzę 5 godzin pod kinem, więc ta jedna godzina już mnie nie zbawi. Jedynie to przeklęte słońce i ci ludzie - mugole - gapiący się na nas z autobusów czy przechodzący obok nas - patrzą się na nas, jak gdybyśmy conajmniej urządzili głośną libację alkoholową... no cóż...

godz. 9:30, Kijów. Centrum w Krakowie: TAAAK! Drzwi właśnie zostały otwarte -tłum ludzi, na którego czele była nasza siódemka koczująca pół nocy pod kinem, wpadła do kina i biegiem udała się do kasy. Nieprzespana noc, nocna podróż pociągiem, sześciogodzinne wartowanie pod kinem - oto bilans, ale to nic w porównaniu z nagrodą... BILETEM NA JEDYNĄ UROCZYSTĄ PREMIERĘ "HARRY'EGO POTTERA I KSIĘCIA PÓŁKRWI" W POLSCE!

HARRY POTTER I KSIĄŻĘ PÓŁKRWI - 20 VII 2009, KIJÓW.CENTRUM, KRAKÓW

Dzień taki jak ten to spełnienie marzeń, wielkich marzeń skrywanych przez wiele lat na tle pasji związanej z "Harrym Potterem". To możliwość znalezienia się bliżej Pottera niż kiedykolwiek wcześniej - spotkania i poznania osób, które pracują na codzień przy filmie, dla których "Harry" to bardzo istotna część życia. To niesamowite uczucie towarzyszyło mi od wczesnego poranka, w czasie podróży do Krakowa i w samym Krakowie. Dotarłem pod kino przed 15 i byłem w szoku - niesamowita dekoracja, ludzie pracujący nad detalami - m.in. dźwiękiem i obrazem (przed kinem bowiem znajdował się telebim, na którym wyświetlane były zwiastuny wszystkich części HP). Nie minęło nawet kilka minut, kiedy przed kinem spotkałem kolegę poznanego o pół do czwartej nad ranem pamiętnego piątku 17 VII. Gawędziliśmy tak sobie w oczekiwaniu, kiedy podeszła do nas bardzo sympatyczna pani z prośbą o kilka słów do kamery dla TVP... I tak to się zaczęło - od tego momentu wydarzenia nabrały tempa, a z godziny na godzinę ludzie przybywało, choć nie były to znaczne tłumy. Wszyscy czekali przy barierkach na przyjazd gwiazd - ja - spokojny, bo z zaproszeniem uprawniającym mnie do wejścia do kina na seans i uczestnictwo w bankiecie popremierowym, czekałem grzecznie i cierpliwie, choć to tylko pozory.

godz.: 18:00: W powietrzu już czuć magię, pod kinem Kijów zgromadziło się ok. tysiąc osób, pojawili się też pierwsi aktorzy dubbingujący w Polsce HP, a przed kinem został rozłożony uroczysty czerwony dywan. Dookoła krzątają się dziennikarze i dryblasy z plakietkami "Warner Bros", a także pracownicy kina i organizatorzy premiery. Czuć przyjemne poruszenie, wszyscy trzymają już przedmioty do podpisy - książki, zdjęcia, bilety... . Ja już trzymam w dłoniach brytyjskie wydanie "Księcia..." i wydaje mi się, że odczuwam wszystkie emocje potężniej niż kiedykolwiek - niesamowity stres, zdenerwowanie i zarazem bezgraniczna radość...

godz.: 18:30: krzyk, wrzawa, pisk - chyba pół Krakowa nas usłyszało w tym momencie, bo oto pod kino podjechała czarna limuzyna, z której wysiadła Bonnie Wright. W tej chwili czułem się jakbym śnił, to było tak nierealne i... cudowne - spełnienie marzeń. Bonnie zwróciła się w kierunku swojej lewej strony i poszła rozdawać autografy, tymczasem po chwili podjechała druga limuzyna i wysiadł z niej Matthew. Aż dziw bierze, że gra kogoś tak nieporadnego jak Neville, ale widać też, że wkłada w tę postać mnóstwo z siebie. Ku zadowoleniu memu i całej "prawej" strony, Matt zmierza właśnie do nas, by podpisywać książki. Oto stałem się jedną z pierwszych osób, które zdobyły autograf.


Matt szybko uporał się z naszą garstką (tak się złożyło, że staliśmy przy samym sektorze medialnym) po czym dołączył do Bonnie po drugiej stronie. Czas zdawał się zatrzymać w miejscu, całe życie zdawało się odlecieć na inny plan, ważne było tylko co jest tu i teraz - i tego czego, a raczej kogo nie ma. Nie mogąc się doczekać na Bonnie, wraz z nowo poznanym kolegą zaczęliśmy wykrzykiwać jej imię na całe gardło, ku uciesze dziennikarzy, którzy prędko podcwycili ten moment. Warto było, odtwórczyni Ginny podeszła do nas i choć w chwili wyciągania do niej ręki z książką nadwyrężyłem sobie chyba wszystkie mięśnie, o tyle uczucie drżenia książki, kiedy ją podpisywała było absolutnie niesamowite i wspaniałe. Oto moja przygoda z "Harrym Potterem" przeżywa swój kolejny rozdział, rozdział szczególny i jeden z najpiękniejszych.


Wszystko to było jak sen, piękny sen - spełnienie marzeń potteromaniaka, brakuje mi słów, którymi mógłbym opisać to co czułem i widziałem, a to jeszcze nie koniec atrakcji tego pamiętnego wieczoru...

ok. godz.: 19:15: aktorzy skończyli rozdawać autografy przed wejściem do kina, teraz nadeszła nasza kolej - kolej gości, aktorów dubbingujących i artystów, którzy mieli uczestniczyć w premierze. Jedno wiem na pewno - kroczenie czerwonym dywanem m.in. z aktorką Beatą Kawką pomiędzy tłumem stojącym po obu stronach za barierkami to bardzo osobliwe przeżycie - dla takich chwil warto żyć. Jakżeby inaczej - i wspomniana Beata Kawka była rozchwytywana przez fanów i rozdawała autografy, co komentowała ze śmiechem: "To nie moja premiera". Niespełna 10 minut później znalazłem się w największej sali kinowej jaką kiedykolwiek widziałem - mogącą pomieścić ponad 800 osób. Sam wystrój kina był nieziemski i przepełniony magią - bannery, figury, plakaty z Pottera, dookoła stoły przygotowane na popremierowy bankiet, a na sali cisza. Kilka minut zajęło wszystkim odnalezienie i zajęcie swoich miejsc. Kiedy nastał już spokój na podium przed ekranem wstąpił organizator premiery i jego dwie asystentki - uroczyście zapowiedział premierę i zaprosił do siebie Matthew i Bonnie, którym zadał kilka pytań. Na koniec tej rozmowy aktorzy uraczyli wszystkich obecnych polskimi słowami: "Cześć Kraków", co w ich wykonaniu brzmiało: "Szieśc Krakoł". Nagrodzeni długimi oklaskami otrzymali bukiety kwiatów słonecznika, po czym opuścili salę kinową, a my zanurzyliśmy się po kres w niesamowitym seansie...

A po seansie - bankiet!




EPILOG
godz. 00:47 - właśnie oczekuję swojego pociągu na dworcu głównych w Krakowie, który jednak jest opóźniony o 160 minut - w związku z tym czeka mnie nocleg na dworcu. Czy się tym martwię? Ani trochę, po dzisiejszej premierze czuję się jakbym wypił galon eliksiru Felix Felicis - nie sądzę, by popremierowa radość szybko miała mnie opuścić.

godz. 3:55 - i to już koniec tej opowieści. Najbardziej magiczna noc mojego życia dobiegła końca. Warto było poświęcić noc z czwartku na piątek, by dostać bilet, warto było czekać wówczas te 6 godzin. Warto było też dzisiaj (tzn. już wczoraj), 20. lipca, czekać 3,5 godziny pod kinem na przybycie gwiazd. Każdy przeżywa w życiu momenty, których nigdy nie zapomni - w moim życiu do takich chwil należy ta właśnie krakowska premiera "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". Kłaniam się nisko!

WCHODZĘ ZA WSZYSTKO!
Rzecz ta była dla mnie pewna już w dniu powrotu do domu z krakowskiej premiery, wszystko zostało już postanowione - w 2012 r. zamierzam uczestniczyć w premierze ostatniego "Harry'ego Pottera". Mając na uwadze to, iż będzie to ostatnia potterowska premiera, zamierzam spędzić ją magicznie i w niezapomnianym miejscu, niezapomnianej scenerii i wspólnie z ludźmi, których z racji "Harry'ego Pottera" uwielbiam. Niech Londyn szykuje się na moje przybycie!
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz