Fenomen i dzieje "Harry'ego Pottera"

Już od jakiegoś czasu planowałem podjęcie tematu, który, może się wydawać, jest już nazbyt oklepany i przegadany – dotyczy on potteromanii, jej zjawiska, pokazuje w jakim miejscu obecnie jest „Harry Potter” – czy to jego schyłek popularności czy początek ? ale przede wszystkim zestawia ze sobą dwa najbardziej mylone pojęcia naszych czasów – czym różni się bycie potteromaniakiem od bycia fanem ? I kiedy już poukładałem sobie w głowie cały ten wpis, niczym błyskawica na niebie pojawił się inny temat – szokujący i zmuszający do zastanowienia. Sądziłem, że jest to sprawa błaha – wszakże takich przypadków było już wiele – więc przejrzałem potterowe informacje z całego świata i ku memu zdziwieniu okazało się, iż jest to wątek, którym żyje cały świat. Mowa o oskarżeniu J.K.Rowling o plagiat w twórczości. Jeszcze 10 minut temu, przed rozpoczęciem pisania sądziłem, że te dwie sprawy – sprawa potteromanii i plagiatu – są tak od siebie różne i tak odmienne, iż nie ma szans na zestawienie ich w jednym poście. Kiedy jednak rozpocząłem pracę, zrozumiałem, że są to kwestie bardzo sobie bliskie i niemalże nierozłączne…

Jak każdego dnia, tak i dzisiaj przeszukiwałem sieć w poszukiwaniu newsów, wiadomości, które mogą mnie zainteresować czy nawet zainspirować – jednym z pierwszych był artykuł o „absolutnym rekordzie sprzedaży”, a dotyczył książki… W przeciągu 12 dni książka japońskiego pisarza, Murakamiego o tytule „1Q84” (czyt. 1984) rozeszła się w nakładzie miliona egzemplarzy ! Przyznaję, jest to dobry wynik, a jeśli chodzi o japońskie realia, to można tu mówić o niebywałym sukcesie. Zawsze kiedy czytam o takich osiągnięciach przed oczami staje mi „Harry Potter” i jego 12 milionów egzemplarzy sprzedanych w ciągu 2 dni… (chodzi o tom „Harry Potter and the Deathly Hallows” wydany 21.07.2007). Ocenianie fenomenu “Harry’ego Pottera” po czasie nie jest według mnie odpowiednie, tym bardziej, że podejmujący się tego tematu na ogół mają marne pojęcie o zjawisku potteromanii. „Harry Potter and the Philosopher’s Stone” został wydany w czerwcu 1997 r. – wówczas nie można było mówić o jakimkolwiek sukcesie, rewelacje prasy na temat nagłego sukcesu pani Rowling to brednie… Fenomen rozpoczął się wraz z ukazaniem się trzeciego tomu serii „Harry Potter and the Prisoner of Azkaban” – to wtedy „Harry” zebrał najlepsze recenzje i przez długie tygodnie zajmował pierwsze miejsca na największych listach bestsellerów. Zwiastunem owego fenomenu z pewnością było wykupienie niedługo przed premierą pierwszej części serii praw do jej publikacji w USA – a było to wiosną 1997 r. Arthur Levine zaoferował wówczas $100 000 (!). Temat podjęła prasa i inne media, wobec czego powstał wtedy szum wokół J.K.Rowling – „Kopciuszka”, któremu książę zwrócił zgubiony pantofelek… Dlaczego się rozpisuję na ten temat ? ano dlatego, ponieważ ma to wielkie znaczenie przy analizie całego szału „Harry’ego Pottera”. Po „Więźniu Azkabanu” wszystko poszło już z płatka – cały świat podchwycił historię „chłopca, który przeżył” i począwszy od „Czary Ognia” rozpoczęły się celebracje związane z wydaniem kolejnych tomów serii. W międzyczasie fenomen „rozwidlił się” i „płynął” już niczym rzeka dwoma nurtami – przy pierwszym zgromadzili się fani, przy drugim potteromaniacy… Początek jest taki sam – sięgamy po książkę, zagłębiamy się w lekturze i zakochujemy się w niej – to czy jesteś fanem czy potteromaniakiem zależy nie od początku lecz od końca – co zrobisz po skończeniu lektury – odłożysz książkę na bok i do czasu wydania następnej zapomnisz o „Harrym Potterze” ? Fanem może być każdy, a prawdziwym potteromaniakiem ? Obecnie pojęcie „fan” i „potteromaniak” są uznawane za tożsame, ale to nie fani walczyli o wcześniejszą premierę w Polsce „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” czy o równoczesną premierę na całym świecie ostatniego tomu cyklu (pokłon dla członków Szmaragdowych Rewolucji !), to nie dla fanów organizowane były premiery o północy – fanowi wszystko jedno kiedy przeczyta, potteromaniak za to „musi” być pierwszy ! Wymienione przeze mnie argumenty nie są jeszcze zbyt mocne, ponieważ na takie przyjdzie za chwilkę pora. Nie ukrywajmy – „Harry Potter”, podobnie jak wszystko co odniosło sukces, ma swoich zwolenników i przeciwników – przez jednych uznawany za najlepszą książkę naszych czasów, dla innych zwykły kicz i szmira. Potteromaniak nie wstydzi się swojej pasji, nie boi się bronić tego co dla niego ważne, choćby i sam miał zostać z tego powodu zmieszany z błotem. Potteromaniakiem nie jest ten, kto przeczytał i odłożył książkę, lecz ten, który sięgnął dalej i wyżej – do inspiracji, genezy, powstania i brnął dalej pochłaniając wszelkie dodatkowe informacje. Sami widzicie po moim blogu – nie zatrzymałem się na analizowaniu poszczególnych tomów cyklu, lecz szedłem dalej gromadząc i przekazując informacje z „zaplecza”, które nie dla wszystkich są znane. Rozwój i przekazywanie pasji innym – oto cecha potteromaniaka, który nie pozwoli, by o „Harrym” zapomniano. Wiele osób pogrzebało już „Harry’ego” – minęły dwa lata od publikacji ostatniego tomu serii, a ja na każdym kroku słyszę/czytam o końcu fenomenu, o tym, że ludzie już zapominają. W egzystencji każdego fenomenu musi nadejść stagnacja – „Harry Potter” przez wiele lat wyrabiał swoją mocną markę, osiągnął na rynku wydawniczym więcej niż jakakolwiek inna książka. Rekordy nakładu, sprzedaży (pobijane z tomu na tom), cen podpisanych przez autorkę egzemplarzy czy rękopisów (najdroższy rękopis – „The Tales of Beedle the Bard” zlicytowany 13.12.2007 za Ł1 950 000 (!!!)), a także setki nagród i wyróżnień zdobytych w prestiżowych plebiscytach czy też od największych organizacji literackich. Dzieło J.K.Rowling pobiło wszelkie rekordy, ustanowiło dziesiątki nowych i trwale zapisało się na kartach historii literatury – wszystko to w przeciągu jednej dekady. „Harry Potter” osiągnął już wszystko co było do osiągnięcia. Po niezwykle dynamicznym, niemalże chaotycznym okresie trwania fenomenu nastąpiła stagnacja, o „Harrym” ucichło. Może trudno będzie w to uwierzyć, ale jest to niezwykle dobry znak, wszystko świadczy o tym, że jest bardzo dobrze. Przez ostatnie lata o „Harrym” było niezwykle głośno, ciągłe nowości, oczekiwanie, napięcie i planowanie – ludzie byli bombardowani wieściami o „Harrym Potterze” – czy tego chcieli czy nie – trudno tutaj jednoznacznie wskazać na Polskę, ponieważ tak do końca u nas NIGDY nie ukształtował się obraz prawdziwej potteromanii znany choćby z zachodnich państw – w tym najbardziej z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Załóżmy, że po wydaniu ostatniego książkowego tomu serii wrzawa nie ucichłaby, nie nastąpiłby okres stagnacji – co wówczas zaobserwowalibyśmy ? Wbrew przysłowiu apetyt wcale nie rośnie w miarę jedzenia – kiedy jesteśmy syci, coraz mniej zjadamy, a to co zjadamy coraz mniej nam smakuje, aż w pewnym momencie brzydnie nam i wywołuje mdłości… Proza J.K.Rowling przez 8 lat podsycała nasz apetyt, tyle bowiem czasu trwały złote lata „Pottera” – to bardzo długo, rzadko kiedy fenomen wytrzymuje taką próbę. Podam najprostszy, choć w żaden sposób niewspółmierny do potteryzmu przykład – „Koszmar z ulicy Wiązów” – znany i popularny horror z lat ’80, którego kontynuacje powstają do dzisiaj (ostatnia w 2003 r.) – nie wytrzymał próby czasu, twórcy przesadzili i wywołali tym samym niechęć do obrazu nawet wierniejszych fanów. „Harry Potter” jest na najlepszej drodze by zostać zapamiętanym, nie wierzę jednak, by zapisał się obok „Alicji w Krainie Czarów” czy „Opowieści z Narnii”, ponieważ w nim nadal tkwi potencjał – osobiście stawiałbym go na padole obok dzieł Tolkiena, choć to zupełnie inny model prozy. Na wszystko trzeba spoglądać z pewnym dystansem, w przeciwnym razie można sobie obrzydzić nawet najwspanialszą przygodę życia. Spodziewam się, że po premierze filmowych „Insygniów Śmierci” stanie się jeszcze ciszej wokół „HP” – upadną kolejne serwisy fanowskie, jednakże zdaję sobie sprawę i z tego, że wówczas okaże się ilu jest potteromaniaków, a ilu było fanów. Bo to ważna ostatnia różnica – fan za 10 lat nie będzie pamiętał o „Harrym Potterze”, a potteromaniak z uporem maniaka będzie przelewał swoją miłość i pasję na innych. Piękna wizja. Ale każda wizja może zostać zmącona, ponieważ tam gdzie rodzi się sukces, powstaje też zawiść i zazdrość. J.K.Rowling została po raz kolejny oskarżona o dopuszczenie się plagiatu – być może zawiodę Was tym co powiem, ale nie mam zamiaru wdawać się tutaj w szczegóły, ponieważ nie mam najmniejszych wątpliwości co do niewinności Jo. Stouffer, Brzechwa, Jacobs i wielu innych pisarzy bądź pseudopisarzy zostaje wskazywanych rokrocznie jako pokrzywdzonych przez J.K.Rowling i jej wydawców, którzy mieliby dopuścić się plagiatu (kradzieży fragmentów bądź całych tekstów innych autorów, ale także idei, pomysłów itd.). Planowałem napisać długą rozprawę na temat poszczególnych oskarżeń, indywidualnych przypadków, lecz po namyśle zdecydowałem się przekazać tylko refleksję podsumowującą ten temat – ilekroć ktoś/coś osiąga sukces, tylekroć znajdą się inni, którzy tego sukcesu pozazdroszczą i zechcą uszczknąć coś z niego dla siebie – to tutaj rodzą się bezpodstawne oskarżenia. Literatura funkcjonuje od tysiącleci, kolejne pokolenia przejmowały wcześniejszą literaturę i w ten sposób ewoluowała. Każde czasy miały swoje motywy i nurty, każde miały też wpływ na kolejne, w konsekwencji bywało, iż powstawały dziesiątki dzieł o zbliżonej tematyce, fabule a nawet szczegółach. Plagiatowanie to poważne przestępstwo, ale oczernianie innych również nie jest uczciwe. J.K.Rowling wytoczono już wiele procesów o plagiat, ona sama i jej agenci także oskarżali o dopuszczenie się plagiatu. O ile J.K.Rowling wiele takich spraw wygrała i udowodniła innym popełnienie przestępstwa, o tyle żadnej nie przegrała i żaden sąd nigdy nie uznał jej winną zarzucanych czynów. I to cały mój komentarz w tej sprawie.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz