"Baśnie barda Beedle'a" - Mikołajki!

Zapewne na samym początku zechcecie mi wyrzucić prosto w twarz, że zaniedbuję bloga w ostatnim czasie – nie będę nawet próbował się usprawiedliwiać – przedstawię jednak nagie fakty, które nawet mnie przerażają i przytłaczają – po raz pierwszy w życiu muszę stwierdzić, że naprawdę mam bardzo niewiele wolnego czasu dla siebie – życie spędzam na wypełnianiu obowiązków zawodowych i szkolnych, ale czymże byłoby życie, gdybym nie mógł się od nich oderwać choć na chwilę, podczas gdy nadarza się tak niezwykła okazja do świętowania ? Na samym jednym początku dam Wam wystarczający powód do jeszcze większych psioczeń i złorzeczeń na mnie – zakończenie cyklu chronologii „Harry’ego Pottera” nie pojawi się na blogu przed 2009 r. Jest to nieuniknione wyrzeczenie, bym mógł poświęcić się innym (np. takim jak ten, o którym dzisiaj napiszę) aktualnym tematom. Żeby nie narażać się bardziej, przejdę do konkretnej części dzisiejszego wpisu zataczając jeszcze tylko jedno niewielkiej średnicy koło wokół tematu, chcąc wyjaśnić ogrom mojego poświęcenia na rzecz poprawnego i godnego działania bloga, a co za tym idzie – na rzecz Was, drodzy czytelnicy. Dzisiejszy wpis powstawał „ratalnie” o różnych porach dnia i nocy, w różnych miejscach i sytuacjach. Początek sięga 2. grudnia, gdy postanowiłem uczynić ten wpis wyjątkowym, potem 4. grudnia spędziłem półgodzinną podróż pociągiem do pracy na pisaniu wstępnego szkicu – być może to wpływ geniuszu pani Rowling wpłynął na mnie dodając mi natchnienia – osobiście muszę przyznać, że nie jest to moja ulubiona forma rozwoju artystycznego – pisanie na kolanie na zużytych biletach kolejowych jest nieporęczne, niewygodne i przynosi mizerne efekty (choćby takie, że nie sposób potem doczytać się w swoim piśmie).

Zatem rozpocznę po przydługim wstępie – 4. grudnia odbyła się światowa premiera „Baśni barda Beedle’a” – większość z 23 krajów wydała wówczas „Baśnie…” we własnych przekładach czyniąc tym samym to o co walczyliśmy w Szmaragdowej Rewolucji – o wspólną premierę – jeden dzień, w którym cały świat będzie mógł cieszyć się i radować z premiery książki autorstwa J.K. Rowling – w przypadku „Insygniów Śmierci” okazało się to być niemożliwe – wówczas zachodni wydawcy tłumaczyli to faktem, że treść winna zostać utajniona aż do chwili premiery, a poprzez przekazanie jej kilkudziesięciu wydawcom „Pottera” na świecie zwiększa się ryzyko przedwczesnych przecieków treści książki do sieci. Wówczas, o czym pisałem w jednym z poprzednich wpisów, to amerykańskie Scholastic wbiło sobie gwóźdź w trumnę, bowiem to w Stanach Zjednoczonych doszło do największego przecieku treści „Harry’ego Pottera” – cała książka została zeskanowana i zamieszczona w sieci na ponad tydzień przed planowaną na 21. lipca 2007 premierą. Tym razem zachodni wydawcy opamiętali się – opanowali swoją samolubną żądzę posiadania czegoś na wyłączność – jako jedyni i pierwsi na świecie. I cóż mogę powiedzieć – wybór był niezwykle słuszny – nie doszło do przecieków treści, nie pojawiły się nielegalne tłumaczenia na ojczyste języki – uniknięto wobec tego nie tylko nieprzyjemności, ale i milionów dolarów/funtów (warto dodać, że przez amerykańskie wyd. Scholastic, brytyjska kampania warta 10 000 000 funtów została „spalona” – treść książki znana była bowiem w szerszych kręgach przed datą publikacji). Ale do rzeczy – „Baśnie barda Beedle’a” zostały wydane 4. grudnia w większości państw, w których zaplanowano wydanie, ale nie w Polsce. I choć można by narzekać, że znowu mamy książkę później, to tym razem zmuszeni jesteśmy przyznać rację Media Rodzinie, bowiem polski wydawca nie mógł wybrać dogodniejszej daty premiery od dnia dzisiejszego – 6. grudnia ! I tak mam przyjemność oznajmić tym, którzy nie wiedzą lub przypomnieć tym, którzy nie pamiętają, że premiera polskiej edycji „Baśni barda Beedle’a” ukazała się DZISIAJ. I znowu wytrąciłem się z jednego z zasadniczych wątków dzisiejszej notki przechodząc do jej końca – no cóż, do początku wrócę na końcu. Mój plan na dzień dzisiejszy był następujący – wstaję rano, jadę do pobliskiego miasta, odwiedzam tamtejszy empik, kupuję „Baśnie…”, wracam do domu i czytam… Wielkie było jednak moje zaskoczenie, gdy okazało się, że nie tylko w empiku, ale iw całym mieście nie można dostać jeszcze „Baśni barda Beedle’a”. Miałem do wyboru dwie opcje – dać sobie na dzisiaj spokój (wszakże zmitrężyłem połowę dnia na poszukiwania) i postarać się kupić książkę jutro, bądź w kolejnych najbliższych dnia, tudzież wsiąść do pociągu (wcale nie byle jakiego) i pojechać do innego miasta z nadzieją, że tam znajdę to czego szukam. Nie muszę chyba mówić jaką podjąłem decyzję – powiem jedynie w skrócie, że jestem już po lekturze i opanowując się przed zdradzeniem spoilerów powiem tylko, że „Baśnie barda Beedle’a” i cała ich oprawa (w tym rysunki autorstwa J.K.Rowling i szczytny cel, na który przeznaczone zostaną fundusze ze sprzedaży „Baśni…”) są kapitalne. Odnośnie szczytności celu – środki ze sprzedaży „Baśni…” na całym świecie zostaną przekazane na rzecz fundacji „CHLG” (Children’s High Level Group) – o działalności fundacji już pisałem, dlatego nie będę powielać tych informacji – honorarium za „Baśnie…” zrzekła się J.K.Rowling, a także tłumacz – Andrzej Polkowski, który w głównej mierze przyczynił się również do przekazania 300. egzemplarzy książki na rzecz Towarzystwa Nasz Dom (cele tego towarzystwa są identyczne z celami CHLG).

A teraz z radością wstrzymam się jeszcze od ogłoszenia wspaniałej wiadomości (nie zdradzę Wam w dzisiejszym wpisie, że prawdopodobnie w przyszłym roku Polskę odwiedzi J.K.Rowling) i przejdę do „początku”, który będzie jednocześnie początkiem chronologicznym… 3. grudnia 8 000 000 egzemplarzy „Baśni barda Beedle’a” w różnych wydaniach powędrowały pocztą do osób z całego świata, które dokonały zakupu książki w przedsprzedaży. 4. grudnia odbyła się wielka światowa premiera „The Tales of Beedle the Bard” – w Nowym Jorku Artur Levine przekazał swą kopię własnoręcznie napisanych dla niego przez J.K.Rowling „Baśni…” na wystawę w publicznej nowojorskiej bibliotece, w której owe „Baśnie…” (wydane w 7 egzemplarzach, z których 6 J.K.Rowling przekazała w grudniu 2007 roku osobom związanym niezwykle z „Harrym Potterem”, które przyczyniły się do jego wydania – wśród nich jest Artur Levine – amerykański wydawca „Harry’ego Pottera” oraz Barry Cunningham – brytyjski wydawca, zaś 7. egzemplarz został zakupiony 13. grudnia 2007 na aukcji Sotheby’s przez Amazon.com za blisko 4 000 000 dolarów – tyle gwoli wyjaśnienia i przypomnienia) będą wystawione na ekspozycji aż do 4. stycznia 2009 r. W dniu premiery wydawca na przyjęciu z tejże okazji odczytał przed zgromadzonym tłumem jedną z „Baśni…”.

Również 4. grudnia, w Wielkiej Brytanii Barry Cunningham przekazał swą wartościową kopię na wystawę po wcześniejszym odczytaniu z niej jednej z baśni na forum zgromadzonych fanów.


Teraz najważniejsza z imprez premierowych – 4. grudnia w Edynburgu J.K. Rowling spotkała się na „przyjęciu herbacianym” z 200 wyselekcjonowanymi dziećmi, którym podobnie jak poprzedni panowie, odczytała fragmenty ze swej najnowszej książki.

I to tyle – mógłbym oczywiście rozpisywać się na temat owych wydarzeń, ale nie są one dla nas istotne – dlatego poza krótką informacją oprę się pokusie zaprezentowania poszczególnych części wymienionych premier. Co do Polski – tutaj zorganizowana została w zasadzie tylko jedna, „huczna” premiera – w warszawskim Empiku Megastore Nowy Świat, gdzie równo w południe pojawili się: tłumacz polskiego wydania „Baśni…” – Andrzej Polkowski i lektor książek o „Harrym Potterze” – Piotr Fronczewski.

A teraz kończąc i życząc Wam wspaniale mijającego czasu w Mikołajki oraz cierpliwości w oczekiwaniu na nowy wpis, prezentuję kilka godnych uwagi zdjęć przedstawiających oryginalne, napisane własnoręcznie przez J.K. Rowling wydania „The Tales of Beedle the Bard”. Do miłego !

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz