2008! Niespodzianki "staroroczne"

Na początku troszkę zakulisowych informacji – jest to pierwszy wpis, który musiałem rozpisywać na punkty, by móc w pełni zrealizować swoją artystyczno-literacką wizję, a przede wszystkim chcąc zawrzeć wszystko to co ważne i istotne, choć wcale to nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza, że ostatnimi czasy informacji, które docierają do mnie przez tajemniczą skrzynkę oraz tych, które w pocie czoła wyszukuję w najgłębszych czeluściach Internetu jest aż nadto, a nie chcąc pójść w ślady filmowców tworzących ekranizacje „Harry’ego Pottera” i „obcinać” scenariusza, tworzę długie listy tego co warto i czasami, tego co wręcz trzeba zamieścić na blogu. Ale z kulisów to wszystko, a teraz powoli będę zmierzał w kierunku rozwinięcia jednego z NAJCIEKAWSZYCH wpisów, jaki mieliście okazję przeczytać na tym blogu. Najpierw, by zaostrzyć Wasz apetyt – krótka, ale intrygująca zapowiedź tego o czym będziecie mogli dzisiaj przeczytać na blogu: czy „Baśnie barda Beedle’a” odniosły spektakularny sukces na rynku wydawniczym podobnie jak zrobił to „Harry Potter” ? Jaki tytuł miał nosić pierwotnie w Stanach Zjednoczonych „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” i jak do tego tytułu odniosła się J.K.Rowling ? Która książka przyniosła pani Rowling najwięcej trudu podczas pisania i dlaczego ? Jakie były alternatywne okładki amerykańskiego wydania „Harry’ego Pottera” stworzone przez Mary GrandPre ? I w końcu – gdzie pojawiły się i czego dotyczyły nieznane teksty pani Rowling ? To wszystko i dużo więcej, tylko u mnie.

Na samym początku – czapki z głów! mamy do czynienia z wielką historią, z dotykiem historii, której nigdy wcześniej nie byłem w stanie przedstawić tak szczegółowo i drobiazgowo. Książki, której zdjęcia za chwilę ujrzycie wydano zaledwiew ilości 500 egzemplarzy – choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, to 26. czerwca 1997 r. w istocie tylko tyle egzemplarzy „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” trafiło do sprzedaży, z czego większość trafiła do publicznych bibliotek, gdzie nie wytrzymały próby czasu. Z tych 500 sztuk do rąk prywatnych trafiło ok. 50 – 75 kopii, które przetrwały bez bibliotecznych stempli, notatek na brzegach stron itp. Jeszcze mniej egzemplarzy zostało zachowanych do dzisiaj w stanie nadającym się do użytku czy publicznego prezentowania – jest to niewątpliwa przyczyna olbrzymiej wartości pierwszego wydania „HP i KF”. Znaleźć pierwsze brytyjskie wydanie to wielka sztuka, choć w sieci można wyszukać co najmniej kilkanaście podobnych kopii. Celowo używam słowa „podobnych” ponieważ w większości to nie są pierwsze brytyjskie wydania – raczej pierwsze australijskie wydania (identyczne jak brytyjskie i również po angielsku, z tym, że wydane później) czy też brytyjskie wydania drukowane dużą czcionką dla niedowidzących – książki te nie prezentują wobec tego jakiejś porażającej wartości, choć niebywale mogą wzbudzić sentyment. Wydanie, którego fotografie zamieszczam dzisiaj na blogu jest ORYGINALNYM PIERWSZYM WYDANIEM BRYTYJSKIM „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” z autografem J.K.Rowling i jego wartości przekracza 88 000,00 zł (sic!). Co widać na zdjęciach – książka jest w nadzwyczajnie dobrej kondycji (jak na to wydanie). Zamiast dalej komentować zapraszam do zapoznania się z galerią tego niezwykłego i bardzo rzadkiego wydania.



Mnie osobiście każde zetknięcie z pierwszą edycją „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” wprawia w nastrój refleksyjny – lubię powracać do początków „Harry’ego Pottera”, rozpatrywać po raz n-ty jego genezę. Początki sławy „Harry’ego Pottera” sięgają chwili, gdy prawa do jego publikacji w Stanach Zjednoczonych zakupił Artur Levine w imieniu wydawnictwa Scholastic za ponad 100 000 dolarów (i tutaj słowo wyjaśnienia – wiele źródeł donosi o kwocie wynoszącej 100 000 funtów – jest to jednak nieprawda, co potwierdzała wielokrotnie sama J.K.Rowling). Pracę nad oprawą graficzną – mówiąc potocznie – nad okładką – powierzono Mary GrandPre, która wkrótce wzięła się do pracy tworząc pierwsze szkice swoich wizji okładek książek o przygodach – tutaj użyję już niezwykle „przeżutych” i „spopularyzowanych” określeń – „małego czarodzieja” a później „dorastającego już czarodzieja”. Pierwsze „schody” pojawiły się jednak nie na kartce papieru lecz na ustaleniu odpowiedniego tytułu dla „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” – amerykańscy wydawcy zgodnie stwierdzili, że żaden młody Amerykanin nie ruszy książki, w której tytule będzie znajdowało się dla niego słowo niezrozumiałe i zalatujące „nauką” – podjęto zatem decyzję o tym, że „filozofię” trzeba czymś zastąpić, a najlepiej będzie w ogóle zmienić całkowicie tytuł – na prostszy, trafiający do amerykańskich dzieci. Artur Levine wpadł na pomysł, by nadać książce tytuł „Harry Potter i Szkoła Magii” – wówczas zlecono Mary zrobienie pierwszych okładek. Kiedy Scholastic pławiło się w radości związanej z podjęciem trafnej decyzji w związku z tytułem trzeba było jedynie nakłonić J.K.Rowling do zastosowania się do tej zmiany. Artur Levine bardzo zdziwił się, gdy debiutantka kategorycznie i nieodwołalnie odrzuciła ten tytuł jednak zgodziła się na nadanie amerykańskiemu wydaniu tytułu „Harry Potter i Kamień Czarnoksiężnika” (pod takim tytułem istnieje w USA „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”).

A teraz, po tej krótkiej historii zapraszam do zapoznania się z kolejną porcją zdjęć – tym razem przedstawiających alternatywne okładki „Harry’ego Pottera”, której zostały zaprezentowane na ekspozycji w Cedar Rapids Museum of Art w Iowa. Wystawa będzie trwać do 5. lutego 2009 r.

Harry Potter i Szkoła Magii /I wersja/

Harry Potter i Szkoła Magii /II wersja/

Harry Potter i Książę Półkrwi /I wersja/

Harry Potter i Insygnia Śmierci /I wersja/

Harry Potter i Insygnia Śmierci /II wersja/

Harry Potter i Insygnia Śmierci /III wersja/

Teraz odpowiem chyba na jedno z bardziej kontrowersyjnych pytań, które sam dzisiaj zadałem – J.K.Rowling wiecznie powtarzała, że nie potrafi wybierać pomiędzy poszczególnymi tomami „Harry’ego Pottera”, ponieważ tworzą one jedną całość, którą kocha. Mimo to, w jednym z wywiadów przyznała nad którym tomem spędziła najwięcej czasu i który sprawił jej przez to najwięcej trudności. Znam przynajmniej jedną osobę, która w tym momencie uderzy mocno pięścią w biurko wylewając przy tym na siebie gorącą herbatkę (dlatego dobrze Ci radzę – odstaw herbatę dalej ! ), otóż najtrudniejszym dla autorki tomem był… HARRY POTTER I ZAKON FENIKSA:

„Po skończeniu czwórki jak miałam zakończyć piąty tom ? Znałam zakończenia tomów szóstego i siódmego ! Sprawiło mi to kłopot. (…) Nie ma odpowiedniego rozwiązania. Nie ma odpowiedniego postanowienia ! Po raz pierwszy kończysz dając „środek uspokajający” – tzn. powrót Voldemorta jest strasznym zwrotem akcji, ale Harry też powraca i przeżywa. W piatce właśnie to jest mroczne, jest zgodne z duchem serii – wygraliśmy – Voldemort został powstrzymany i nie dostał tego czego pragnął, ale straciliśmy Syriusza. Po raz pierwszy mieliśmy zrównoważoną szalę – ustalasz koszty – po wnikliwej analizie okazuje się, że nie było dobrze. Wynik naprawdę nie jest taki dobry. (…) Myślę, że jest to najmroczniejsza część, ponieważ Harry przeżywa przemiany wewnątrz siebie – jego nastrój, wszystko to co w nim tkwi oddziałowuje na wszystko. Kiedy wychodzą walczyć w sześć osób, wszystko widzimy oczami Harry’ego, choć narrator nie jest pierwszoosobowy – otaczający go ciężki śwait bardzo na niego odddziałowuje. (…) Pisałam to co musiałam napisać, musiałam opowiedzieć swoją historię. Wiedziałam, że muszę poddać Harry’ego takiej próbie – próbie samotności, kiedy wszystko musi sam przemyśleć i wiem, że to wręcz nieprawdopodone, żeby takie przeżycia nie pozostawiły w nim żadnego trwalszego urazu. Harry przechodzi tę fazę teraz, zaś w szóstce i siódemce pozostaje sobą. (…) Harry czuje się odizolowany od świata, dopiero pod koniec (bardzo dobrze pokazali to w filmie) dostrzega innych – swoich przyjaciół, którzy przyszli tu razem z nim – wtedy jego wewnętrzna przemiana dobiega końca – pojmuje, że nie jest sam, że nie musi sam sobie ze wszystkim radzić, ponieważ są ludzie gotowi wesprzeć go zawsze. Potrzebował wsparcia i dostał go. Mogło to nieznacznie zmienić zakończenie – bardzo satysfakcjonujące jest ukazanie bohatera walczącego samotnie”.

Teraz kolej na krótki komentarz – od samego początku miałem wrażenie, że piąty tom w znacznym stopniu odbiega od reszty – w istocie bardziej przypomina książkę psychologiczną, opiera się przede wszystkim na odczuciach Harry’ego, jego pojmowaniu świata – w „Zakonie Feniksa” daleko jest od krwawej walki, ponieważ największą bitwę Harry toczy ze sobą – wpływa to w dużym stopniu na klimat tej części, pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi i w zasadzie możnaby obawiać się co z tego wyniknie. J.K.Rowling pracowała nad „Zakonem” ponad 3 lata – przeżywała wówczas pisarski kryzys – jak się teraz okazuje – z racji prób utworzenia idealnego zakończenia, co wcale nie było proste. Prawdę powiedziawszy – ja do dzisiaj traktuję „Zakon Feniksa” jako taką odrębną historię, która faktycznie z resztą cyklu ma wspólną jedynie oś fabularną i czasową – jest to tak naprawdę zupełnie inna opowieść, inna historia – zamiast opisu przygód – portret psychologiczny bohatera; zamiast spektakularnego zwycięstwa / porażki – walka wewnętrzna, która decyduje o zakończeniu – coś na wzór „Zbrodni i kary”, gdzie Raskolnikow przeżywa swoje zbrodnie, przechodzi załamania nerwowe i ukazany jest przede wszystkim jako człowiek zagubiony, choć wcześniej (przed zbrodnią) całkiem dobrze dawał sobie w życiu radę. Koniec mojego krótkiego komentarza, który za chwilę rozrósłby się do wielkości elaboratu.

Miało być rozrywkowo, a robi się refleksyjnie, ale nie na długo, ponieważ teraz, właśnie teraz przychodzi pora na ujawnienie, jestem tego pewien, informacji, na którą czekaliście z największą niecierpliwością… pisarstwo J.K. Rowling, jej twórczość artystyczna nie dotycząca „Harry’ego Pottera”. W mediach czy opracowaniach książkowych „Harry’ego Pottera” wszędzie tam, gdzie pojawia się wzmianka o autorce – J.K.Rowling znajduje się zwykle kilka słów o tym, że Joanne od dziecka chciała być pisarką, że jako maloletnia dziewczynka pisywała różne śmieszne historyjki, z których najsłynniejszą i legendarną już jest „Królik”, którego napisała w wieku 6 lat. Bohaterem tej krótkiej opowiastki był królik o imieniu: Królik. Inna jej bajeczka opowiadała o tym jak młodsza siostra Jo – Dianne – wpada do króliczej nory, gdzie przeżywa szereg niesamowitych i fantastycznych przygód, ale o tym pisać nie będę. To już z pewnością wiecie, a jeśli nie wiecie, to już wiecie. Jak wiadomo z tamtych historyjek żadna nie dotrwała do dnia dzisiejszego, również żadna z prac Rowling nie przetrwała próby czasu. Każdy mugol powie, że J.K.Rowling jest autorką „Harry’ego Pottera”, charłak tudzież początkujący czarodziej dorzuci do tego „Baśnie barda Beedle’a”, „Quidditcha przez wieki” i „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” – średniozaawansowany czarodziej i potteromaniak doda, że przecież pani Rowling napisała również liczący 800 słów prequel „Harry’ego Pottera” (tłumaczenie dostepne na moim blogu), ale mógłbym bez ogródek powiedzieć, że nikt z Was nie ma pojęcia o kolejnych pracach J.K.Rowling – a raczej Joanne Rowling, które pojawiły się swego czasu w druku. Początkowo miałem taki zamysł, żeby zrobić konkurs z nagrodami – kto mi poda tytuły dwóch prac J.K.Rowling ponad powyższe, zwycięży – doszedłem jednak nieskromnie do wniosku, że nikt z Was nie byłby w stanie odpowiedzieć na to pytanie – i przyznaję – aż do dzisiaj ja również nie byłbym w stanie odpowiedzieć… Ale żeby nie trzymać Was więcej w niepewności, przejdę do rzeczy…



Zapytacie pewnie: „co to ma niby być?” – to jest prawda, moi mili – niedługo po wydaniu „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” w Wielkiej Brytanii, Joanne Rowling napisała esej do pisma Wydziału Klasyki i Starożytnej Historii Uniwersytetu Exeter „Pegasus” – w 1998 r. na łamach 41. nr pisma pojawił się pierwszy artykuł sygnowany nazwiskiem „Joanne Rowling” : „Jak brzmiało kolejne imię tej nimfy?” („What was the name of that nymph again”) – tekst ten rzuca nowe światło na grono pedagogiczne Hogwartu, a także opisuje jej „ucieczkę” z germanistyki na wydział „klasyczny”, gdzie była pod dużym wrażeniem tolerancji wśród wykładowców – jeden z nich posłużył jej jako wzór postaci profesora Binnsa. Opublikowano również dodatkowe dwie strony do tego artykułu ujawniające dane dotyczące sprzedaży „Kamienia Filozoficznego”, który rozszedł się do tej pory (początek 1998 r.) w liczbie 30004 kopii. Trzy lata później – w 2001 r. w 44 numerze tego samego pisma pojawił się artykuł dotyczący przyznania pani Rowling honorowego stopnia oraz jej odpowiedź na ten artykuł, w której opowiada o lekcjach, które pomogly jej w życiu codziennym i tłumaczyła: „Bycie uprzywilejowanymi ludźmi powinno skłaniać nas do takiego życia, by pójść do świata z zamiarem ulepszenia go”. Ci, którzy mieli tę niebywałą przyjemność przeczytać powyższe artykuły w oryginale są zgodni w twierdzeniu, że są one bardzo interesujące i wciągające i gorąco polecają je wszystkim. I tu oczywiście słówko ode mnie w tej kwestii – mimo całodziennych poszukiwań nie udało mi się odnaleźć pełnej treści powyższych artykułów, jednakże udało mi się z wielkim trudem i poświęceniem znaleźć kilka fotografii, na których widoczne są fragmenty tekstu – oryginalne czasopisma są dostępne na aukcjach internetowych od 59,95 funtów (263,43 zł) do 2250 (wydanie z autografami Rowling – 9 886,77 zł). Ponadto Rowling jest autorką artykułu „Stając się sobą”.

Kolejna sprawa na dziś dotyczy osławionych już i owianych legendą „Baśni barda Beedle’a” – w przeciągu 2 tygodni od wydania (4.12.) książka rozeszła się w wielkości 2 600 000 egzemplarzy zarabiając przy tym 4 200 000 funtów (18 455 295 zł), jednak prognozy na sprzedaż są jeszcze bardziej optymistyczne – przypuszcza się, że na całym świecie książka rozejdzie się w liczbie 7 500 000 – 8 000 000 egzemplarzy przynosząc dochód wysokości 12 000 000 funtów (52 729 414 zł).

"Jestem absolutnie zachwycona, że udało się zebrać tyle pieniędzy. Chciałabym podziękować każdemu człowiekowi, który do tej pory kupił egzemplarz książki" – J.K.Rowling.

Za to księgarnia internetowa Amazon donosi, że wszystkie egzemplarze wydania kolekcjonerskiego „Baśni barda Beedle’a” (z których jestem posiadaczem jednego) zostały już wyprzedane i dodruków nie będzie. Już teraz książka osiąga rekordowe ceny na licytacjach internetowych – licytacje rozpoczynają się średnio od 300 zł a kończą nawet na 1000 zł.

Jako, że jest to ostatni wpis w roku 2008 nie mogłoby się obyć bez czegoś wyjątkowego na koniec... Pamiętacie z pewnością jak swego czasu pisałem o specjalnej szkolnej edycji "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego", która pojawiła się z początkiem roku szkolnego w amerykańskich szkołach. Spędziłem wiele godzin na poszukiwaniu tej konkretnej edycji i choć nie ma możliwości zakupu takowej, to udało mi się w pocie czoła wynaleźć kilka zdjęć tego wydania - autorem okładki jest oczywiście znana nam Mary GrandPre.




Ja już się z Wami żegnam życząc wszystkiego co w życiu najpiękniejsze w tym nadchodzącym Nowym Roku - trzymajcie się ciepło, szampańskiej zabawy do białego rana!

P.S. I oczywiście na końcu zapomniałem o podsumowaniu - 2.maja pisałem o tym, że "Harry Potter" znika z list bestsellerów, że wg znawców to już kres największej fali potteromanii - koniec roku jednak potwierdza, że "Harry Potter" powraca na listy bestsellerów - ale powraca na nie w o wiele lepszym stylu niźli Andrzej Gołota na ring - bo "Harry" przynajmniej wygrywa na tych listach... przez niekwestionowany nokaut.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz