Narodziny "Harry'ego Pottera"

Dzisiejszy wpis to kolejne uświęcenie tezy – żeby poznać przyszłość, trzeba wrócić do przeszłości . Dotąd w kolejnych wpisach zdradzałem bezlitośnie tajniki fabuły „Harry’ego Pottera” – ujawniałem niepublikowane szczegóły, dodatki czy niekanoniczne informacje – wszystko to, by móc w pewnym momencie powiedzieć, że dzięki tym informacjom wiemy o „Harrym” wszystko. Wyrażenie takiego stwierdzenia byłoby jednak bardzo nietaktowne, żeby nie powiedzieć, że świadczyłoby raczej o ignorancji aniżeli o wiedzy. Dzisiaj nie będę pisał o losach Harry’ego czy któregokolwiek bohatera serii, nie będę omawiał wydarzeń i faktów, ani też nie zagłębię się w żaden sposób w świat Harry’ego Pottera. Pozwolę sobie za to sięgnąć do źródła, poddać się retrospekcji i cofnąć do wydarzeń, które sprawiły, że dziś my i miliony innych wielbicieli „Harry’ego Pottera” możemy cieszyć się z tego niezwykłego, magicznego cyklu. Cofnijmy się do lata 1990r…

Pociąg z Manchesteru do Londynu sunął po torach niczym wąż. Tym pociągiem jechało wielu pasażerów – kilkudziesięciu, może nawet kilkuset i nikt nie mógł sobie wówczas zdawać sprawy z tego, że jedna osoba zapamięta tę podróż szczególnie, że za kilka lat będzie o niej mówić z radością i uśmiechem na twarzy już nie jako zwykła szara postać, lecz jako najbardziej znana pisarka świata i najbardziej wpływowa kobieta. Nikt, nawet J.K.Rowling w najśmielszych snach, nie mogła się spodziewać, że ta podróż zmieni jej życie na zawsze.

„Siedziałam w pociągu. Wyglądałam przez okno. Jedyne co zapamiętałam to kilka krów, na które patrzyłam. Niezbyt inspirujące. (…) Pomysł po prostu wpadł mi do głowy. Nie jestem w stanie powiedzieć w jaki sposób ani co było powodem – o ile był jakiś powód. Pomysł opierał się na punkcie, którym była szkoła dla czarodziejów i bardzo, bardzo wyraźnie widziałam Harry’ego”.

Tutaj na ogół kończą się prawdziwe relacje genezy sukcesu J.K. Rowling – resztę historii tak naprawdę dopowiedzieli nadgorliwy dziennikarze – sprawili, że ludzie wierzyli, że J.K. Rowling pisze na serwetkach, chusteczkach i, Bóg wie, czym jeszcze, ponieważ nie stać jej było na zakup papieru czy zeszytu. Owszem – zdarzały się sytuacje, kiedy Rowling nie mając niczego innego pod ręką używała papierowych torebek, luźnych kartek papieru czy nawet serwetek, ale były to przypadki sporadyczne. Tak więc z całą pewnością mogę zaprzeczyć fakt (zresztą sama J.K.Rowling wielokrotnie mu zaprzeczała), jakoby bieda uniemożliwiała jej zakup zeszytu czy papieru do pisania. Ale powracając do pamiętnej jazdy pociągiem… Jako, że jestem miłośnikiem wszelkich genez, muszę dotrzeć teraz do punktu, w którym oznajmię dlaczego Joanne Rowling jechała wówczas – dokładnie w czerwcu 1990 r. w tym pociągu… Odpowiedź jest banalna – przez miłość – ówczesny chłopak Jo przeprowadził się do Manchesteru, dlatego też dziewczyna pojechała do niego na weekend, by razem mogli poszukać mieszkania. W drodze powrotnej do Londynu stało się to, o czym już mówiłem…

Do głowy Joanne zaczęły napływać dziesiątki pomysłów, idei i planów – poczuła wówczas przemożną chęć, a wręcz i obowiązek, by zapisywać to wszystko gdzieś – okazało się jednak, że nie ma przy sobie ani kartki ani długopisu, tak więc nie pozostało jej nic innego poza zmuszeniem się do myślenia o tym wszystkim – do układania sobie wszystkiego w głowie. W czasie tej podróży wymyśliła Harry’ego, Rona, Hagrida, Prawie Bezgłowego Nicka i Irytka Poltergeista. Warto dodać, że na początku postacie te nie miały jeszcze swoich imion czy nazwisk – te dopiero miały zostać nadane. Kiedy w końcu Jo dojechała do Londynu i znalazła sposobność do zrobienia pierwszych notatek, zdała sobie sprawę, że wiele rzeczy wyleciało jej z głowy – nie poddając się jednak, uznała, że skoro ich nie zapamiętała, to nie były one istotne dla cyklu, bo Joanne już wówczas wiedziała, że ma to być seria siedmiu książek. Wówczas to, w tanim, byle jakim notesiku powstał pierwszy zarys „Harry’ego Pottera”. Od tamtej pory Joanne poświęcała wolne chwile na pisaniu i notowaniu różnych pomysłów, tak że niedługo potem jej szkice i notatki zapełniły pudełko po butach. Wkrótce jednak euforia miała osłabnąć – początkująca pisarka stanęła bowiem w obliczu najgorszego – śmierci. 30. grudnia 1990 r. zmarła matka Joanne – Anne Rowling. W zasadzie ten dzień i ta chwila stały się przełomem dla pisarstwa Rowling – do tej pory opisywała śmierć rodziców Harry’ego beznamiętnie – ot tak odebrała im życie bez najmniejszych emocji czy wyrzutów sumienia. Śmierć matki jednak diametralnie wpłynęła na rozwój powieści – głównie do odnośników do śmierci. Dotąd uporządkowane życie Joanne zaczęło się rozpadać – ukojeniem wówczas był Harry – po jednej szczególnie ostrej kłótni z chłopakiem, Jo wynajęła pokój w hotelu w Didsbury, na przedmieściu Manchesteru. To w tym pokoju narodził się quidditch. Tego samego wieczoru nadała imię Dudleyowi Dursleyowi (które pierwotnie miało brzmieć – Didsbury). Odejście matki było przyczyną, dla której Rowling napisała rozdział zatytułowany „Zwierciadło Ain Eingarp” – miał to być hołd dla niej. „Harry Potter” rozwijał się nad wyraz szybko – Joanne nie brakowało pomysłów, choć już wtedy czuła w sercu żal, że nigdy nie podzieliła się z matką swoją tajemnicą – nie powiedziała jej o „Harrym”. Zła sytuacja życiowa miała się zmienić, gdy czara goryczy została przelana – niedługo po pogrzebie Anne Rowling ktoś włamał się do mieszkania Joanne i ukradł kilka pamiątek, które pozostały jej po zmarłej matce. Sytuacja miała się poprawić – autorka „Harry’ego Pottera” postanowiła skorzystać z oferty pracy w Portugalii, tak więc na początku 1991 r. wyjechała do Porto, gdzie została nauczycielką języka angielskiego. Nie chcąc zagłębiać się w biograficzne szczegóły powiem tylko, że to nie była mądra decyzja – Joanne poznała w Portugalii swojego pierwszego męża – Jorge Arrantesa, z którym pobrała się 16. października 1992 r. Po upływie blisko roku Joanne urodziła córkę – Jessicę, która przyszła na świat 27.07.1993r. Życie Joanne miało w końcu stać się normalne – miała rodzinę, córkę i „Harry’ego”. Joanne dzieliła się z Jorge wszystkim tym co pisała, pozwalając mu oceniać swoją pracę. Mąż Rowling był zachwycony „Harrym Potterem”. Wkrótce jednak raj miał zamienić się w piekło, gdy Joanne w listopadową noc została wyrzucona na bruk i po interwencji z policją odebrała mężowi Jessicę i wróciła do Wielkiej Brytanii i zamieszkała w Szkocji w Edynburgu u młodszej siostry – Dianne. Miała wówczas ukończone 3 rozdziały „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” i notatki do reszty książek. Ulegając namowom siostry, pokazała jej to co napisała.

„Możliwe, że gdyby Di się nie śmiała, odłożyłabym to wszystko na bok. Ale Di się śmiała” – to właśnie taka reakcja siostry dodała otuchy pisarce – postanowiła się nie poddawać i walczyć do końca o napisanie i wydanie swojej powieści. Niedługo potem Rowling chcąc ponownie spróbować ułożyć sobie życie wyprowadziła się od siostry. „Nigdy nie spodziewałam się, że sprawy tak się poplączą, że znajdę się w nieogrzewanym mieszkaniu pełnym myszy, opiekując się córeczkę. I byłam zła, bo czułam, że ją zawiodłam.” Płonąc ze wstydu Jo pobierała zasiłek z urzędu w wysokości 69 funtów tygodniowo. I ponownie w sercu młodej pisarki i wówczas, przede wszystkim, młodej matki, zapłonął płomyk nadziei, gdy jej wieloletni przyjaciel Sean Harris pożyczył jej600 funtów na wynajem mieszkania. Nie przyniosło to jednak pożądanych rezultatów, gdyż nikt nie chciał wynająć mieszkania osobie utrzymującej się z zasiłku. W końcu udało jej się wynająć nieumeblowane mieszkanie przy South Lorne Place nr 8 w Leith. Dzięki pomocy siostry i znajomych Joanne umeblowała swoje mieszkanie. Dlaczego w tym przypadku zwracam uwagę na szczegółowy adres i trzymam się wszystkich detali ? Ponieważ to w tym mieszkaniu w 1995 r. Joanne Rowling ukończyła pisanie pierwszego tomu powieści. Nim jednak miało to nastąpić, życie autorki „Harry’ego Pottera” wcale nie wyglądało kolorowo…

To ten okres czasu stał się najbardziej przykrym dla pani Rowling, która pogrążyła się w skrajnej depresji. Trafiła w sidła nędzy i każdy kolejny dzień to było piekło – stan przygnębienia i smutku doprowadził Joanne do niemalże chorobliwego lęku przed śmiercią córki – bardzo się bała o Jessicę, jak sama teraz przyznaje, z niewiadomych przyczyn bała się, że jej córeczka umrze. Nawet te ciężkie chwile nie przeszkodziły młodej matce w tworzeniu „Harry’ego Pottera” – to wówczas narodzili się dementorzy – byli oni odzwierciedleniem tego co właśnie przeżywała pisarka. Na domiar złego do Wielkiej Brytanii przyjechał Jorge Arrantes by odszukać Joanne i córki – od odejścia żony i dziecka popadł w narkomanię. Joanne udało się wygrać sprawę i sąd wydał Jorge zakaz zbliżania się do Joanne i jej córki. Arrantes wrócił do Porto. Skrajna rozpacza autorki nie miała końca: „To ten brak możliwości uzmysłowienia sobie, że jeszcze kiedyś będzie się można znowu śmiać; brak nadziei; to uczucie, które uśmierca, tak bardzo różne od uczucia smutku.” Życie w biedzie dawało znać każdego dnia, a już zwłaszcza w chwili, gdy Joanne przyjaciółkę swojej siostry i zobaczyła zabawki jej syna – całą ich górę, podczas gdy zabawki Jessicy mieściły się w pudełku po butach… Wkrótce wydarzyło się jeszcze wiele rzeczy, które pogłębiały depresję Jo. Nie można jednak zapominać o drugim życiu J.K. Rowling – tym, w którym brała córeczkę na spacer i woziła ją w wózku, aż zasnęła, by móc udać się do kawiarni u Nicolsona, gdzie zasiadała i pisała swoją książkę. To ciągłe wizyty w kawiarni, spacery z córką zaczęły budzić ją do życia – zaczynała bronić się przed własnymi dementorami, zaczęła znowu żyć i cieszyć się życiem – cieszyć się codziennością mimo biedy i nędzy, w których żyła wraz z Jessicą. Koniec roku 1994 r. przyniósł kolejny promyk nadziei – Joanne znalazła pracę na stanowisku sekretarki, gdzie zarabiała15 funtów tygodniowo. Jak sama dzisiaj przyznaje była chyba najgorszą sekretarką jaką widział świat, bo zamiast zajmować się swoimi obowiązkami, ciągle pisała – jej pracodawcy byli z niej bardzo zadowoleni sądząc, że ma to związek z pracą, tymczasem Jo ciągle pisała o „Harrym”.

Dzięki pomocy nieznanej publicznie z nazwiska koleżanki Joanne mogła studiować co ostatecznie doprowadziło do tego, że w lipcu 1996 r. (czyli już po ukończeniu „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” i znalezieniu agenta literackiego) otrzymała Postgraduate Certificate of Education, dzięki któremu mogła podjąć pracę jako nauczycielka języka francuskiego. Nim jednak przejdę do tej części opowieści – kiedy w 1995 r. Joanne skończyła pracę nad „Kamieniem Filozoficznym” wiedziała już i była pewna, że musi zrobić wszystko co w jej mocy, by swoją książkę wydać. Napisała do agenta literackiego Christophera Little’a list i załączyła pierwsze rozdziały powieści:

Drogi Panie Little,
Załączam synopsis i przykładowe rozdziały z książki przeznaczonej dla dzieci w wieku 9 – 12 lat. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby poinformował mnie Pan czy jest zainteresowany pełnym manuskryptem.
Z wyrazami szacunku
Joanne Rowling

Na domiar dobrego 26. czerwca 1995 r. Joanne uzyskała rozwód z Jorge Arrantesem. W końcu jej życie miało nabrać tempa, miało stać się inne – dużo lepsze niż wcześniej. I w tym momencie mógłbym przyspieszyć nieco tempa prezentacji genezy „Harry’ego Pottera”, ale wówczas pominąłbym pewien ciekawy epizod. Rzecz działa się w szkole, w której uczyła Joanne. Pewnego razu do jej klasy przyszła dziewczynka, która nie miała ani pióra ani papieru – Jo powiedziała jej, żeby podeszła do biurka i wzięła je sobie stamtąd. Oto komentarz Rowling na temat dalszych wydarzeń: „Stała przy tym biurku całe wieki, aż odwróciłam się i powiedziałam: „Maggie, czemu nie wracasz i nie siadasz ?”” – tymczasem okazało się, że dziewczynka znalazła wśród papierów na biurku rękopisy swojej nauczycielki: „Proszę pani, pani jest pisarką ?” – zakłopotana i nieco zawstydzona Joanne odpowiedziała wówczas: „To tylko hobby”.

Wydanie „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” wcale nie było rzeczą łatwą – nie będę się rozdrabniał na szczegóły, ponieważ z pewnością dobrze je znacie – przejdę natomiast do finału – w lutym 1996 r. Christopher Little podpisał umowę z Joanne, a wkrótce potem wydawnictwo „Bloomsbury” podjęło się wydania książki oferując autorce1500 funtówza prawa do pierwszego „Pottera”. Sukces jednak nie nadszedł lada dzień. Rowling nadal musiała pracować by utrzymać siebie i córkę. W lutym 1997 r. otrzymała8000 funtówod Szkockiej Rady Artystycznej, za które pisarka kupiła komputer, który zastąpił jej wysłużoną maszynę do pisania. Życie Joanne nabierało tempa, choć wydanie jej pierwszej powieści latem 1997r. nie zaniosło jej na szczyty list bestsellerów, prawdę mówiąc – niewiele wówczas się w jej życiu zmieniło, choć sam nastrój uległ znacznej poprawie: „Poczułam najczystszą, niepohamowaną radość, kiedy już wreszcie wiedziałam, że będzie to książka, prawdziwa książka, którą można zobaczyć na półce w księgarni”.

To co znamy dzisiaj pod pojęciem „potteromanii” zostało zapoczątkowane we wrześniu 1997 r., gdy amerykańskie wydawnictwo Scholastic zakupiło sobie prawa do publikacji powieści za 105 000 dolarów ! Była to suma niebagatelna, dlatego temat szybko podchwyciły gazety pisząc o żyjącej w biedzie i nędzy samotnej matce, której książka została sprzedana za 105 000 dolarów. Prasa długo rozwodziła się nad tym wszystkim, a kolejne rewelacje dotyczącej Joanne były coraz bardziej oddalone od prawdy – rodziła się legenda J.K.Rowling – kobiety, która pisała na serwetkach, chusteczkach, która żyła w mieszkaniu pełnym myszy i która bardzo wiele w życiu zniosła, by w końcu wybić się na szczyt. Oczywiście – spora doza przesady i koloryzacji „podrasowały” nieco życiorys autorki „Harry’ego Pottera”. Wracając jednak do głównego wątku – pozostawiam na poboczu sprawę fenomenu czy biografii J.K.Rowling – przechodzę zatem dalej – do istotnej kwestii – pisania kolejnych powieści. Zaledwie dwa tygodnie po publikacji pierwszego tomu, J.K. Rowling dostarczyła swemu wydawcy manuskrypt drugiej części serii – jak sama przyznała pisało się ją dużo trudniej aniżeli pierwszą książkę. Barry Cunningham, który był wydawcą „Kamienia Filozoficznego” opuścił wydawnictwo Bloomsbury niedługo przed oddaniem przez Jo „Komnaty Tajemnic” został jednak należycie uhonorowany przez autorkę za wkład w wydanie „Harry’ego Pottera” – jest jedną z sześciu osób, którym Rowling podarowała w ramach podziękowania ręcznie napisane „Baśnie barda Beedle’a” zimą 2007 r.

Niedługo po wydaniu „Komnaty Tajemnic” Joanne przeprowadziła się z córką na Hazelbank Terrace. Wkrótce jednak sława zaczęła ciążyć nad Jo: „Nigdy się nie spodziewałam, że ktoś będzie się interesował mną osobiście; w moich najdzikszych fantazjach nie posunęłam się dalej, jak tylko publikacja i szczytem osiągnięć wydawała mi się recenzja w dobrej gazecie”. Jednak sława J.K. Rowling wkrótce prześcignęła wszelkie fantazje i wyobrażenia. W chwili publikacji „Więźnia Azkabanu”, nad którym pracowała zaledwie rok, była już sławną i zamożną pisarką – „Harry Potter” przyniósł jej niezwykłą sławę, ale i poczucie winy – ostatecznie ktoś, kto tyle czasu żył w skrajnej nędzy, w pewnym stopniu boi się tak dużych pieniędzy. I mało kto wie, że wówczas – w drodze na szczyt, to wszystko mogło nagle się skończyć. Nikt nie zwraca uwagi na kryzys, który nastąpił w twórczości Joanne:

„Gdy byłam w połowie pisania czwartego tomu, zdałam sobie sprawę, że popełniłam wielki błąd w jednym wątku, co nigdy wcześniej mi się nie przytrafiło. Problem, który dałam Harry’emu był zupełnie do rozwiązania i gdybym rozwiązała go wtedy, nie mogłabym dotrzeć do końca – potrzebowałam go. Miałam kilka najczarniejszych momentów przy pracy nad tą książką. W czasie Boże Narodzenia zadałam sobie w głębi duszy pytanie: „Czy dam radę?” i odpowiedziałam sobie. Na końcu pozostał sam upór, całkowicie krwawe nastawienie. Zajęło mi to miesiące. Musiałam rozpruwać sporą część tego co napisałam i wybrałam inną drogę, by dojść do końca. Jeden rozdział przepisywałam i poprawiałam trzynaście razy, chociaż nikt kto go przeczytał, nie może tego dostrzec i poznać bólu i cierpienia, których [ten rozdział] mi przysporzył”

A więc oto pierwsza czarna chwila – rozdział dziewiąty „Czary Ognia” – „Mroczny Znak” – kryzys w pisarstwie, prawdopodobna przyczyna zaniechania dalszego pisania… Wówczas Rowling miała zamiar porzucić to wszystko, poddać się, ale nie zrobiła tego, walczyła do końca – z fantastycznym skutkiem.

Teraz pozwolę sobie na pewną dygresję ze swojej strony – wspomnienie i dawne obawy, z których nie byłem i nie jestem dumny. Kiedy czytałem pierwsze tomy „Harry’ego” i uzmysłowiłem sobie, że do końca cyklu pozostały trzy nie napisane części, zacząłem odczuwać swego rodzaju obawy – wszakże Rowling była debiutującą pisarką, która i tak już w tym momencie opływała w dostatku i bogactwie – co jeśli nadejdzie dzień, kiedy porzuci to wszystko ? Kiedy uzna, że nie musi się już męczyć i pozostawi „Harry’ego Pottera” bez zakończenia ? Do tej pory rzadko spotykałem się z autorami, którzy swój literacki debiut rozdzielali na jakiekolwiek części – a już na siedem tomów ! Uznałem to za niedorzeczne, miałem poważne wątpliwości czy pani Rowling starczy sił i determinacji, bo do pisania książek potrzebna jest przede wszystkim determinacja, zaciętość i zdecydowanie. Co jeśli jej tego zabraknie ? Wszakże już wtedy wiedziałem ile ta biedna kobieta w życiu przeszła, dlatego miałem czarne myśli – co jeśli jej psychika i siła woli ugną się ? Czekałem na „Zakon Feniksa” – tymczasem nie było o nim nawet wzmianki – nie wiadomo było nawet czy powstaje. Polacy się niecierpliwili, a co dopiero Anglicy czy Amerykanie ? O J.K.Rowling stało się cicho, prasa nie pisała o niej, wszyscy oczekiwali w dramatycznym napięciu na jakiekolwiek wieści… i czegośmy się doczekali ?

„Zakon Feniksa” to kolejna trudna dla autorki książka – pisząc piaty tom ponownie przeżyła kryzys – Rowling pisała i pisała, a akcja nie posuwała się naprzód, stare plany musiały zostać zastępowane nowymi... Próba charakteru – nie tylko autorki ale i czytelników, fanów, którzy z niecierpliwością oczekiwali choćby strzępów informacji na temat „Zakonu Feniksa”. Ostatecznie moment radości przypadł na 21. czerwca 2003 r. (w Polsce 31. stycznia 2004). I w zasadzie po „Zakonie” było już wszystko jasne – nie trzeba martwić się o wenę i determinację J.K.Rowling – do tej pory pokazała się z najlepszej strony – jako twarda i zdecydowana pisarka, która dokończy rozpoczętą pracę. I tak też się stało – nikomu nie trzeba o tym mówić, bo każdy zdaje sobie z tego sprawę. Każdy już wie, że po 17 latach pracy J.K.Rowling – narodzona w 1997 r. w dniu wydania „Kamienia Filozoficznego” z Joanne Rowling – dokończyła swe dzieło. Niezwykła wola walki – nie tylko o wydanie książki, nie tylko o jej napisanie, ale przede wszystkim wola walki o życie, którą swego czasu toczyła sama ze sobą przyczyniły się do wielkiego sukcesu, do szału radości. „Harry Potter” rodził się w miłości, smutku, niepohamowanej radości, depresji i w końcu w szczęściu i radości – wiele czynników złożyło się na powstanie tej „bajeczki”, wiele życiowych zakrętów i wiele łez – ostatecznie jednak każdy, począwszy od Joanne K. Rowling – musi przyznać, że warto było. Ile dziś zostało w J.K.Rowling z dawnej Joanne Rowling ? Zostało wiele – zrozumienie życia w nędzy i biedzie, zrozumienie trudnych sytuacji różnych ludzi i przede wszystkim trzeźwy umysł nie przysłonięty wodą sodową uderzającą do głowy.


„W porządku, tak więc to jest – dla kogoś niewtajemniczonego to sterta śmieci, ale tak naprawdę to jest to moja dziesięcioletnia praca. Jak możesz zauważyć – układam je drobiazgowo i wiem gdzie jest każdy kawałek papieru.”


„Odrzucone wersje pierwszych rozdziałów pierwszej książki: naliczyłam piętnaście alternatywnych wersji pierwszego rozdziału. Przyczyna, dla których każdy z nich odrzuciłam jest taka sama: zdradzały zbyt dużo. I faktycznie – gdyby złożyć te wszystkie rozdziały razem, to prawie cały wątek zostałby wyjaśniony. Widziałam Harry’ego niesamowicie wyraźnie.”
Zdjęcia pochodzą z filmu dokumentalnego "Harry Potter i ja" (BBC 2001).

----

Tworząc dzisiejszy wpis skorzystałem z cytatów J.K.Rowling z książki S. Smitha „Biografia J.K.Rowling. Genialna twórczyni Harry Pottera”.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz