Myślę, więc jestem(?)

Minęło zaledwie kilka godzin od publikacji treści prequela „Harry’ego Pottera” – zgodnie z anty-zapowiedzią zamieszczoną na końcu historyjki Rowling komunikuje, iż nie pracuje nad książkową wersją prequela. Zmierzam dziś do tematu, który znacznie podzielił potteromaniaków, do tematu, który, nie ukrywajmy, wywołała sama Rowling. Pamiętam zamierzchłe czasy, gdy w Polsce miał zostać wydany czwarty tom przygód, użyję najpopularniejszego w polskich mediach wyrażenia, „małego czarodzieja” – być może jestem wyjątkiem, ale bardzo irytuje mnie to wyrażenie… Ale powracając do tematu - kiedy czwarty tom serii ujrzał światło dzienne, pod otoczką tajemnicy znajdowały się trzy ostatnie tomy – tajemnica ta pozwalała nam, fanom HP, czekać miesiącami, latami na wydanie kolejnych części cyklu – było to niepowtarzalne. Zgodzicie się pewnie ze mną również w tym fakcie, że dziwnie poczuliście się przed wydaniem ostatniego, siódmego tomu. Sam fakt, że to część OSTATNIA, FINAŁOWA, że to KONIEC „Harry’ego Pottera” wzbudzał w nas różne uczucia – z jednej strony się cieszyliśmy, a z drugiej ujmował nas smutek. „Harry Potter and the Deathly Hallows” został wydany, Rowling napisała list z podziękowaniami dla fanów, wszystko wskazywało na to, że to KONIEC, prawdziwy i ostateczny… Tymczasem niespełna kilka miesięcy potem dowiadujemy się, iż Rowling napisała „Baśnie barda Beedle’a” – zbiór bajek powiązanych ze światem „Harry’ego Pottera”.

Nie powiem – było to bardzo miłe zaskoczenie – coś co sprawiało, że koniec tej wybitnej serii nie był taki przytłaczający – nie stał się nagłym „do widzenia, żegnajcie”. Już wówczas słyszalne były protesty wielu fanów twórczości pani Rowling – wielu twierdziło, że skoro napisała siedem tomów, zamknęła cykl, to powinna zaprzestać tworzenia rzeczy związanych z nim – tymczasem pojawiły się rzeczone „Baśnie…”. Obecnie sprawa przybiera jeszcze wyższego tonu, ponieważ niespełna po roku od wydania OSTATNIEGO tomu został opublikowany mini-prequel – mający 800 słów, niewiele, bo niewiele – ale prequel. Kolejny powrót do znanego świata „Harry’ego Pottera”. I sam muszę przyznać, że mam mieszane uczucia – z jednej strony nienawidzę pożegnań, ale z drugiej uważam, iż nadszedł już czas najwyższy. Rowling zrobiła już wszystko – pozwólmy teraz narodzić się prawdziwej legendzie, czemuś co będzie samoistnie, bez pomocy, trwać… Z drugiej strony dojmujące wydaje się być to, że w tym olbrzymim świecie czarodziejskim nadal pozostają setki, o ile nie tysiące wspaniałych tajemnic, zagadek, niedomówień – wiele spraw, o których chciałoby się usłyszeć czy przeczytać. Z tej strony patrząc – pragnienie na to co związane już nie tyle z samym Harrym Potterem, ale choćby z Hogwartem – wzrasta. Historię chłopca, który przeżył znamy już całą – uważam, że w porządku jest jeśli Rowling przedstawia inne aspekty „tła” tej historii – tła, które również żyło i żyje własnym życiem. Pojawia się taki element walki wewnętrznej – to o czym mówiłem na początku – chcemy czy nie chcemy więcej historii powiązanych ze światem Harry’ego ? Każdy odpowie sobie na to pytanie sam, ale nasunęła mi się pewna refleksja – skoro J.R.R. Tolkien potrafił napisać wiele historii w wykreowanym przez siebie świecie, to czemu J.K. Rowling ma porzucić swój świat po ukończeniu „Harry’ego Pottera” ? Sympatycy Tolkiena na pewno uwielbiają „Władcę Pierścieni” – ale podobną czcią i uwielbieniem darzą z pewnością „Silmallirion” – ten sam świat, inne dzieje… Mam na ten temat mieszane uczucia, ale wiem jedno – coś co mogę w końcu powiedzieć głośno. Kiedyś Stephen King powiedział, że bardzo się bał, iż „Czara Ognia” okaże się gniotem – gniotem, który będzie bił rekordy popularności aż do wydania kolejnej części – tymczasem książka okazała się świetna. Ja tak samo mogę powiedzieć teraz – ludzie bali się, że „Baśnie…” okażą się gniotem, skazą w artystycznym dorobku Rowling – i choć nie znana jest pełna wersja tych opowieści – już wiadomo, iż są świetne (choćby na podstawie streszczeń). Podobnie rzecz miała się z prequelem – uderzał we mnie strach, że może okazać się po prostu słaby i może stanowić poważne obniżenie wartości cyklu… Kiedy kilka dni temu dowiedziałem się, że będzie to historia o Jamesie i Syriuszu zamieszanych w konflikt z policją w mugolskim świecie, pomyślałem, że to koniec – potworność na tle „Harry’ego Pottera”. Dziś okazało się, że i tym razem Jo pokazała swój kunszt, aczkolwiek nie można zaprzeczyć, iż jest to historia pachnąca nowatorstwem w twórczości autorki HP. To już nie jest to do czego przyzwyczaiła nas na łamach serii, to coś zupełnie innego – inna „bajka”, w której tylko poszczególne elementy są znane. Jeszcze kilka godzin temu uważałem, że to nowatorstwo nie jest zbyt dobre – wychodzi poza obręb świata magów, prezentuje inną rzeczywistość – momentami przedstawia nawet realny świat – pościgi, policję itd. – coś co w żaden sposób nie może nas oczarować w zestawieniu z pięknym, czarodziejskim światem… Teraz wiem, że się myliłem – nowatorstwo to tylko pogłębia niezwykły świat i jest to chyba najlepszy przykład ukazujący równoległość świata mugolskiego i czarodziejskiego. Kończąc swoje głębokie wywody, w których sam gdzieniegdzie prawie się utopiłem, to Wam pozostawiam rozstrzygnięcie sporu: czy Rowling powinna w końcu ostatecznie zastosować się do swojego pożegnania z „Harrym Potterem”?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz