Opowiadanie o horkruksie 2/2

Mam nadzieję, że wczorajsza próbka pobudziła Wasz apetyt, ponieważ dzisiaj prezentuję ciąg dalszy rozpoczętego opowiadania. Trzymajcie się zatem mocno! Miłej lektury!

Nacisnął na klamkę. Była ciepła. Drzwi się uchyliły wpuszczając do przedpokoju mroczne, nikłe światło.

- Ron! Hermiono! Mam coś! – zawołał. Sam nie wiedział czemu pozwolił sobie zawołać ich. Do tej pory chciał zachowywać się jak najciszej, ale teraz zrozumiał, ze to nie ma sensu, bo to coś wie o ich obecności w tym domu.

Zaraz potem usłyszał na schodach przyspieszone kroki przyjaciół.

- Harry, czemu wrzeszczysz?! – szepnęła oburzona Hermiona. – Ktoś nas usłyszy!

Harry wskazał jej drzwi.

- Co? Horkruks jest za nimi? – zapytała bardzo przejęta.

Harry wzruszył ramionami. Pchnął uchylone juz drzwi i omal nie wrzasnął ze zdziwienia. Przed nimi rozpościerała się olbrzymia komnata, większa od całego domu. Ron i Hermiona też nie kryli zdziwienia – ta komnata zdecydowanie powstała przy użyciu magii. Gdy Harry przekroczył próg, stało się coś czego się nie spodziewał – drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem. Usłyszał jak ktoś naciska mocno na klamkę i usłyszał zrozpaczony głos Rona:

- Harry! HARRY!!!

- Jestem... drzwi się zatrzasnęły! – w tej chwili pojął co się właściwie stało. Przypomniał sobie słowa Dumbledore’a, że Voldemort daje szanse tylko jednemu czarodziejowi dostać się do miejsca, w którym ukrywa horkruksa. Wtedy Harry mógł iść z Dumbledore’em bo był niepełnoletni, teraz jednak, gdy ukończył siedemnasty rok życia podlegał magii Lorda Voldemorta.

- Słuchajcie! – zawołał przez drzwi do przyjaciół. – Dalej muszę iść sam! Czekajcie tam na mnie, jeśli cos nie wyjdzie, macie uciekać!

Po swoich słowach usłyszał sprzeciw Hermiony, ale nie dbał już o to. Schodził wąskimi schodami do ponurej, słabo oświetlonej komnaty. Przed sobą, na drugim końcu komnaty w rozmigotanym niebieskim świetle ujrzał jakieś naczynie... chyba czarkę. Była to niewielka złota czarka z dwoma pięknymi rączkami. Harry widział ją już kiedyś. We wspomnieniu, które mu pokazał Dumbledore. Pewna starsza kobieta, Chefsiba, pokazywała ten przedmiot Voldemortowi. Dumbledore podejrzewał, że to horkruks i najwyraźniej się nie mylił. Harry przyśpieszył kroku. Był zaledwie kilka stóp od czarki, gdy drogę zagrodził mu odziany w krwistoczerwoną pelerynę jegomość bez twarzy, który pojawił się z nikąd. Harry nie chcąc wpaść na niego zaczął hamować i pośliznął się na śliskiej posadzce. Był pięć stóp od zjawy, która, jak Harry zauważył w głębokim przerażeniu, nie miała ani twarzy ani stóp. Pod długą, czerwoną peleryną z kapturem dostrzegał chłodną ciemność.

Chłopiec był zbyt przerażony by podnieść się z posadzki, choć nadal trzymał przed sobą różdżkę. Widmo poruszyło się i powiedziało coś w nieznanym Harry’emu języku. Gdy skończyło mówić, podłoga u stóp Harry’ego zatrzęsła się i rozstąpiła. Harry wstał, a to co ujrzał wcale nie poprawiło mu humoru – stał przed bezdenną przepaścią. Od widma dzielił go spory kawałek, którego w żaden sposób nie byłby w stanie przeskoczyć. Pozostały mu dwie rzeczy: albo użyć magii i zaryzykować walkę z Widmem, albo opuścić komnatę i uciec. Wybierając to drugie, pozbawi się szansy na ostateczne pokonanie Voldemorta. Stał przed duchem przez kilka długich minut, aż w końcu zdecydował się na ryzyko:

- Accio Czarka Hufflepuff! – zawołał i ku jego zdziwieniu czarka poderwała się z miejsca, jednak nie doleciała do niego. Zatrzymała się na miejscu gdzie powinna być dłoń zjawy.

- W-więc będziemy walczyć? – zapytał niepewnie Harry.

Zjawa pokręciła przecząco głową.

- To może mi o-oddasz tę czarkę? – Harry nie dawał za wygraną, mimo, ze jego głos bardzo się trząsł.

Widmo nadal stało niewzruszone trzymając na niewidzialnej dłoni czarkę-horkruksa. Harry bardzo się trząsł, jednak wiedział, że musi w jakiś sposób zdobyć ten puchar.

- Co mam zrobić byś oddał mi czarkę?

Tym razem zjawa odezwała się okrutnym, zimnym i jakby bezdennym głosem:

- Ofiara z krwi i kości... śmierć przyjaciela za skarb...

Do Harry’ego dopiero po chwili dotarło to co Widmo kazało mu zrobić. W komnacie pojawił się Ron Weasley. Wyszedł zza zjawy. Był przerażony. Stanął obok ducha, ale na jego twarzy malował się dziwny wyraz.

Harry ruszył w kierunku przyjaciela zapominając o przerwie w gruncie. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co robi i zatrzymał się.

- Ron... nie... nie potrafię... – wyszeptał, a oczy zaszły mu łzami. – Nie... nie zrobię tego...

Ron nadal stał w milczeniu obok zjawy. Tak, nadszedł czas kiedy Lord Voldemort nakazuje zabijać – tak, on byłby do tego zdolny, dlatego w ten sposób chroni swojego horkruksa. Harry nadal stał i spoglądał w puste, nic nie wyrażające oczy przyjaciela... W tej chwili usłyszał coś co dodało mu otuchy... śpiew feniksa... ale skąd mógł się wziąć w tej zamkniętej komnacie feniks? Poczuł w sercu, że Ron jest bezpieczny, że postać stojącą przy widmie to nie jego przyjaciel. Śpiew ptaka dodawał mu ciągle sił i otuchy. Harry’emu wydawało się, że Zjawa nie słyszy nasilającego się głosu feniksa. W tej chwili ujrzał dziwny widok – do komnaty po schodach zbiegali Ron i Hermiona, ale skąd u licha tam wziął się Ron?! Przecież Ron jest obok ducha! W tej chwili Harry to zrozumiał... Nawet Voldemort nie miał mocy przenoszenia ludzi z miejsca na miejsce! To było złudzenie! Postać obok zjawy była złudzeniem! Chodziło tu o pokonanie bariery emocjonalnej! Tylko Voldemort zabiłby swojego przyjaciela, bo on nie ma przyjaciół! Nim Harry zdążył pomyśleć o czymś jeszcze, odwrócił się do Rona-Zjawy i krzyknął:

- Avada kedavra!

Nikły promień zielonego światła ugodził postać, która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu. Duch w czerwonej szacie usunął się na bok i wyszeptał nieznane słowa w jakimś obcym języku. Chłopiec nie zwracał jednak na niego uwagi.

- Harry! – krzyknął zdezorientowany i przerażony Ron. – Bierz horkruksa i wynosimy się stad! Ta rudera się wali!

Miał rację. Ściany zaczęły się trząść. To był najwyraźniej efekt zaklęcia wypowiedzianego przez widmo, które nie wiadomo kiedy znikło. Harry’ego nadal dzieliła przepaść od horkruksa, jednak był w stanie zaryzykować zaklęcie przywołujące.

- Accio Czarka Hufflepuff!

Tym razem złota czarka poderwała się z drżącej coraz mocniej posadzki i poleciała w kierunku dłoni Harry’ego, który zręcznie ją uchwycił. Cała trójka, z feniksem śpiewającym im nad głowami wybiegła z komnaty, której sklepienie zaczęło się walić i zaczęli błądzić korytarzami do wyjścia z walącego się budynku. Zaledwie wybiegli przez otwarte drzwi w zimną noc, gdy pierwsze piętro wraz z dachem zwaliło się na parter. Ciągle biegnąc, cała trójka wybiegła za bramę Domu Riddle’ow, który chwilę później stał się wielką kupą gruzów. Wszyscy oddychali ciężko. Na ich twarzach malowało się olbrzymie przerażenie, a tylko na twarzy Harry’ego triumf. Chłopiec zapalił różdżkę i w jej bladym świetle ujrzał wygrawerowanego na czarce borsuka – znak domu Huffleupff. Harry przycisnął czarkę do piersi i spojrzał na dwójkę przyjaciół:

- Udało się. Mam go. – wyszeptał uradowany.

- Harry, co tam się właściwie wydarzyło? – zapytała roztrzęsiona Hermiona. – W jednej chwili zniknąłeś za tymi drzwiami... Nie było cię tyle czasu... w końcu usłyszeliśmy śpiew feniksa... a potem zobaczyliśmy go z Ronem... udało mu się w jakiś sposób przeniknąć drzwi... zaraz potem udało się nam je otworzyć i jak wbiegliśmy to zobaczyliśmy...

- Jak zabijam Rona? – zapytał się, wzdrygając lekko, Harry.

- Tak... – odpowiedział Ron, który całą tą sytuacją był bardzo poruszony.

Harry opowiedział przyjaciołom o tym co wydarzyło się w komnacie, jak Czerwony Duch stał nieporuszony i jak nie chciał oddać czarki, aż w końcu zażądał by Harry zabił swojego najlepszego przyjaciela i jak Harry zrozumiał, że ta postać jest tylko złudzeniem udającym Rona. Gdy skończył swą opowieść, oboje wyglądali na przerażonych. W tej chwili ujrzeli jak nad ruinami leci ptak podobny do łabędzia. Harry uśmiechnął się – to był feniks Fawkes, choć teraz milczał. W tej chwili zdał sobie sprawę, że nie tylko zdobył część duszy Voldemorta, ale i że Dumbledore nawet po śmierci nie zostawił go bez opieki. Harry Potter po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuł, że jest w stanie tego dokonać, że jest w stanie pomścić śmierć swoich rodziców i dziesiątek innych, bezimiennych, którzy stracili życie z rozkazu Czarnego Pana.

KONIEC
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz