Koniec "Pottera" ? Nie, póki my żyjemy ;)

Już dawno nie było o świecie "Harry'ego Pottera" tak głośno jak obecnie - choć my w Polsce na dobrą sprawę jeszcze tego nie odczuwamy, o tyle Anglicy czy Amerykanie zaczęli "przywykać" do świata bez "HP". Premiera "Harry Potter and the Deathly Hallows" miała miejsce o północy 20/21. lipca 2007. Ta noc była dla milionów ludzi magiczna, nie tylko tych posługujących się językiem angielskim. Pamiętam jak dziś, gdy przed północą zasiadłem przed ekranem monitora i włączyłem transmisję internetową z premiery. Głupio mi się przyznać teraz do tego, ale pierwsze co poczułem gdy Jo Rowling zaczęła czytać pierwszy rozdział swojej najnowszej powieści było... rozczarowanie. Wszystko za sprawą przecieku, który miał miejsce tydzień wcześniej - cała powieść została - strona po stronie - sfotografowana i rozesłana po sieci przed premierą. Nie czytałem jej, aczkolwiek zwróciłem uwagę na tytuł pierwszego rozdziału "The Dark Lord Ascending". Do samego końca, do momentu premiery jak głupiec wierzyłem, że ten przeciek to zwykły "fake", że to nieprawda, zagranie mające na celu zwrócenie jeszcze większej uwagi na i tak już najbardziej popularną książkę naszych czasów. Kiedy zatem Jo przeczytała tytuł pierwszego rozdziału, zrozumiałem, że ktoś najzwyczajniej w świecie dał... ciała.

Ale mniejsza z tym - nie piszę o premierze po to, by na nią narzekać, gdyż, jak podkreślam, była to chyba najmagiczniejsza noc mojego życia, ale po to by podkreślić, że coś się skończyło. I dzisiaj czuję to dziesięć razy silniej niż kiedykolwiek - może jestem jednym z niewielu potteromaniaków, który na bieżąco śledzi newsy na zagranicznych serwisach potterowych, ale i dziś nie mogłem oprzeć się pokusie. I poczułem się dziwnie - "Harry Potter" spadł z listy best-sellerów "The Times". Odkąd pamiętam - HP zajmował na niej zaszczytne, wysokie - często pierwsze - miejsca. Wczoraj po blisko dziesięciu latach "Harry" zniknął z listy. Skłoniło mnie to do refleksji - zresztą jak wiele innych rzeczy, które stale mnie do niej skłaniają - czy należy się smucić z tego powodu ? Myślę, że "Harry Potter" osiągnął na rynku wydawniczym wszystko - a to nie jest powód do wstydu. Do tej pory na świecie rozeszło się blisko 400 000 000 egzemplarzy powieści, cykl został przetłumaczony na blisko 70 języków w tym na urdu, łacinę, język iryjski, walijski, łaciński, a ponadto "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" jest najgrubszą od 1500 (sic) lat książką przetłumaczoną na STAROŻYTNĄ GREKĘ ! J.K. Rowling otrzymała szereg nagród, których nie sposób zliczyć, stała się największym i najpopularniejszym żyjącym pisarzem, zajęła II miejsce w plebiscycie Człowiek Roku 2008 ! Pani Rowling zakończyła swoją przygodę z "Harrym" jako NIEPOKONANA ! "Harry Potter" zszedł zatem ze sceny na wzór "Niepokonanych" Perfectu: "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym". Skończyła się pewna era, dekada, która wyznaczyła nowe drogi, która pokazała, że książka może WSZYSTKO! Nie telewizja, nie komputer, ale KSIĄŻKA. Co mogę powiedzieć więcej - "Czapki z głów!".

Na końcu k'woli wyjaśnienia - zdecydowałem się napisać ten wpis, ponieważ przeglądając fora internetowe napotkałem "łez potoki", a tymczasem nie ma powodów do smutku - trzeba się cieszyć, a nie płakać !

Zatem i ja w akcie pochwalnym, panegirycznym ściągam czapkę z głowy i przyłączam się do owacji. Nie ważne jak długo będzie się o "Harrym" mówiło, ważne jak długo my pozostaniemy jego fanami. Patetycznie - wszystkie dobrego Potteromaniacy i nie płaczcie ! Ja nie płaczę ;)
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz