"Złodziejka Książek" - Markus Zusak

Wszystko zaczęło się od „Pachnidła”. Ambitnie wyruszyłem do biblioteki, ażeby wypożyczyć książkę Patricka Suskinda i zmierzyć się z tą, nie ukrywajmy tego – niełatwą – lekturą. Oczywiście zaraz po powrocie zabrałem się do czytania i… I w tym samym czasie, kiedy borykałem się z dwustoma pięćdziesięcioma stronicami opowieści o mordercy, przeczytałem „Osobliwy dom pani Peregrine”, „Anioły jedzą trzy razy dziennie” i „Czterdzieści dni Musa Dah” – każda z tych książek stanowiła dla mnie fantastyczną „ucieczkę” od książki, którą w tym momencie chciałem już przeczytać nie ze względu na chęć jej poznania, lecz na chęć udowodnienia samemu sobie, że dam radę. Kilka dni temu, kiedy nic już mi nie stało na przeszkodzie (a raczej wszystkie inne książki zostały przeczytane), już zabierałem się do czytania „Pachnidła” (co można określić jako: „już był w ogródku i witał się z gąską”), gdy niespodziewane nadejście pocztą „Złodziejki książek” Markusa Zusaka znowu dało mi pretekst, by odłożyć w czasie czytanie książki Suskinda.

Początkowo nie miałem w planach sięgać po „Złodziejkę książek”. To miała być książka Natalii – to ona wygrała ją w konkursie i ona wyczekiwała jej bardziej ode mnie. Mnie znudził już sam zwiastun filmu. Ale mając do wyboru znaną już z tytułu książkę, albo danie szansy temu nieznanemu mi dziełu Zusaka, wybrałem to drugie. Przynajmniej tu była nadzieja na to, że ta publikacja nie wykończy mnie tak jak ta pierwsza. A w najgorszym wypadku znalazłbym się między młotem a kowadłem. 

Czy żałuję dokonanego wyboru? W żadnym razie. „Złodziejka książek”, która na początku zalatywała mi absurdem (narratorem powieści jest Śmierć – czy może być coś bardziej absurdalnego?), okazała się być jedną z najlepszych książek jakie w życiu czytałem. Markus Zusak mógł okazać się naiwnym głupcem decydując się na ryzykowną narrację, lecz okazał się być jej mistrzem i poprowadził ją w sposób, w jaki nawet mi się nie śniło, że można prowadzić narrację. Pod tym kątem „Złodziejka książek” jest majstersztykiem, a przecież nawet nie doszedłem do treści! Tym, co najbardziej przerażało mnie w tej książce była II Wojna Światowa. Od urodzenia żyję w poczuciu krzywdy, którą wyrządzili nam Niemcy. Mój ojciec był zmuszany przez Niemców do ciężkiej pracy na polu, a część jego rodzeństwa trafiła do Auschwitz – na szczęście wszyscy opuścili obóz o własnych siłach. Rozumiem i w pełni pojmuję jak istotny jest to temat dla naszej historii i poczucia tożsamości narodowej, ale – na Boga! – mam już dość ciągłego rozdrapywania starych ran i życia pod piętnem stereotypów! Tak, bałem się, że „Złodziejka książek” okaże się kolejną publikacją mającą na celu pokazanie, jacy to Niemcy byli źli, a jacy Żydzi i Polacy biedni. Gdyby tak było, ta książka nigdy nie znalazłaby miejsca w moim sercu. A jednak je znalazła. Dlaczego? Ano dlatego, że pokazała problem od drugiej strony ukazując na przykładach, że to nie Niemcy napadli na Polskę, lecz naziści. Ci sami, którzy wcześniej podbili Niemcy. W „Złodziejce książek” nie każdy Niemiec jest zły – rodzina, u której wychowuje się tytułowa bohaterka, jest przeciwna Hitlerowi. Ci ludzie ryzykując życie przygarnęli pod swój dach Żyda narażając i siebie i jego na śmiertelne niebezpieczeństwo. Książka Zusaka to niezwykła literatura ukazująca, że za czasów wojny Niemcy mający zdanie sprzeczne ze zdaniem Fuhrera, nie mieli lekkiego życia. A nawet ci, którzy zgadzali się z jego chorymi poglądami, musieli liczyć każdy grosz. To, co mnie urzeka w „Złodziejce książek” to wspaniale skonstruowane postacie, idealnie oddany klimat tamtych czasów, a jednocześnie ukazanie jednego z najbardziej oklepanych w literaturze tematów w sposób nowy i świeży. Powieść Markusa Zusaka pełna jest mądrości, piękna i wrażliwości, a do tego idealnie przemawia nie tylko do głowy, ale i do serca jej czytelnika. Napisana świetnym językiem, bardzo obrazowym i treściwym, stanowi niesamowicie udaną odskocznię do świata fikcji. Liesel, czyli „złodziejka książek”, zdaje się uczyć tego, jak powinno się odbierać książki i dbać o nie. To niesamowita dziewczynka, która już od pierwszych stronic podbijała moje serce. Może dlatego, że i ja jestem miłośnikiem książek? A może dlatego, że dzięki niej wiem, że być może nie należycie dbam o swoje woluminy, choć dbam o nie bardzo. Wiem jednak, że dla mnie – jakkolwiek mają olbrzymią wartość – nigdy nie będą miały takiej wartości jak dla Liesel. Ja mogę iść po książkę do biblioteki bądź do księgarni. Mogę kupić wspaniałą powieść za kilkadziesiąt złotych i cieszyć się nią. A ona? Ona nie miała pieniędzy na książki, a nawet gdyby je miała, niewiele by to zmieniło. Stopień poświęcenia tej młodej dziewczyny jest nieporównywalnie większy od mojego. „Złodziejka książek” nauczyła mnie jeszcze mocniej kochać książki i oczarowała bez reszty. Nie dam złego słowa powiedzieć na tę książkę. Za nic. Ona jest genialna. Ot, tak. Po prostu. 

Czytam sporo, ale nie każda książka zyskuje sobie miejsce w moim sercu. Czasami jednak zdarzają się takie, które zajmują go bardzo wiele. „Złodziejka książek” Markusa Zusaka z pewnością należy do tych drugich. Z radością przekażę ją za kilkanaście lat w ręce mojego dziecka. Niech i ono odkryje tę wspaniałą powieść, która pokaże mu jak cenna i wartościowa jest literatura. 


Opis wydawniczy:
Światowy bestseller, na podstawie którego powstał film wytwórni Twentieth Century Fox.
Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki "Podręcznikowi grabarza" uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…

...zasługuje na miejsce obok "Dziennika" Anny Frank oraz "Nocy" Elie Wiesela. Ma szansę stać się pozycją klasyczną.
"USA Today"

Poruszająca i do głębi przejmująca.
"Washington Post"

"Dziecięcy Bestseller Roku" 2008
"Złodziejka książek" autorstwa Markusa Zusaka zdobyła największe uznanie dwóch gremiów jurorskich Nagrody PS IBBY "Dziecięcy Bestseller Roku", sprawiając, że po raz pierwszy w osiemnastoletniej historii Nagrody obydwie statuetki przypadły tej samej książce. Wydawnictwo Nasza Księgarnia otrzymało dwie statuetki – Małego i Dużego Donga.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz