"Samotność w sieci" - Janusz L. Wiśniewski

Jeszcze do niedawna nie potrafiłem przemóc się, by sięgnąć po książkę polskiego autora. Nie jestem w stanie zrozumieć, skąd wynikały moje uprzedzenia do polskiej prozy, choć odpowiedzi doszukuję się w kiepskim, jak dla mnie, polskim kinie. Niemniej, ostatnio to właśnie polskie kino skłoniło mnie do tego, bym sięgnął po kolejną publikację wydaną przez Polaka. A choć nigdy nie oglądałem „S@motności w sieci”, to tytuł ten był mi znany i kusił podczas ostatniej wizyty w bibliotece.

Czytanie powieści Janusza Leona Wiśniewskiego rozpoczynałem nie wiedząc zupełnie, czego się mogę po niej spodziewać. Mimo to, miałem nadzieję na dobry romans – ciekawie skonstruowaną opowieść o ludziach, którzy poznali się przez Internet i koniec końców połączyła ich wieczna i spełniona miłość. Jakież to słabe, prawda? Ale nie dla mnie, ponieważ sam spotkałem najwspanialszą osobę pod słońcem właśnie przez Internet. Nasz ślub już niebawem. Czy wobec powyższego spodziewałem się, że „Samotność w sieci” będzie mi bliska i w pewien sposób będzie odzwierciedlała moje osobiste przeżycia i uczucia? Myślę, że tak – właśnie tego się spodziewałem. Albo inaczej – właśnie na to liczyłem. Tyle, że Janusz L. Wiśniewski już od początku pokazał mi, że w jego wyobrażeniu taka opowieść o miłości internetowej, wygląda zupełnie inaczej. O ile bardzo podobały mi się opisy rodzącego się „związku”, o tyle trudniej było mi się skupić na wszelkich wartościach, które autor przemycał w tekście. Z trudem przechodziłem przez kolejne opisy powiązane z genetyką czy sławnymi kompozytorami, które nijak mi nie pasowały do banalnego romansu. Jednak rzecz w tym, że „Samotność w sieci” to nie jest banalny romans. Nawet nie wiem, czy w ogóle określiłbym ją mianem romansu. To przemyślana i pełna wiedzy opowieść, która cechuje się trzema popularnymi niegdyś w historii wartościami: docere, movere, delectari – uczy, bawi, wzrusza. Nie do końca przekonuje mnie jednak ten pierwszy punkt, albowiem nie w głowie mi była nauka, kiedy sięgałem po książkę Wiśniewskiego i szczerze mówiąc, szerokie opisy zjawisk zupełnie mnie nie interesujących (w tym i rozłożenie na części pierwsze spermy), bardzo mnie nużyły i czytając je myślałem tylko o jednym: niech już będzie koniec. Z drugiej jednak strony – pomimo ich mnogości, coś jednak utrzymywało mnie w chęci doczytania książki do końca. Zwłaszcza, że Wiśniewski pisze w bardzo zrozumiały sposób. Mówiąc to, nie mam na myśli opisu zagadnień związanych z genetyką, które wyłożone nawet w najprostszy sposób nie docierają do umysłu zamkniętego na tę wiedzę. A ja szczerze nienawidzę biologii, toteż w zasadzie nawet odrobina tej wiedzy nie zakotwiczyła się w mojej pamięci. Jeśli zatem autor chciał w niebanalny sposób edukować czytelnika, uważam, że zrobił to trochę na siłę i jego starania mogą okazać się bezowocne. Ale porozmawiajmy o atutach „Samotności…” – tutaj z całą pewnością wymienię jedną z historii opowiedzianych w tekście – opowieść o Jakubie i Natalii – niezwykle wzruszającą i ściskającą za serce. To ona utkwiła w mojej pamięci najgłębiej i zapewne to ją będę pamiętać na długo po tym, gdy reszta treści zaginie gdzieś w odmętach mojej świadomości. Skoro już o historiach mowa – kolejna wada: zbyt wiele retrospekcji. Rozumiem, że warto poznać głównych bohaterów lepiej, ale wolałbym skupić się bardziej na głównym wątku powieści, aniżeli na pobocznych, stanowiących jedynie tło historyczne. 

Reasumując i docierając do finału tej recenzji. „Samotność w sieci” Janusza L. Wiśniewskiego to dobra książka, aczkolwiek wbrew swojej tematyce, wcale nie lekka. Nie służy ona, bowiem, odprężeniu i wymaga od czytelnika stałej czujności. Czasami nuży, ale w innych momentach wzrusza i ściska za serce. Nie można jej zarzucić tego, że została stworzona bez przemyślenia, albowiem widać, że autor zaplanował ją dokładnie i starannie. Szkoda tylko, że jej zakończenie jest takie, jakie jest. Miałem szczerą nadzieję na inne. Mimo jej wad, serdecznie polecam „Samotność w sieci”. 


Opis wydawniczy:
To powieść tak współczesna, że bardziej nie można: z Internetem, pagerem, elektronicznymi biletami lotniczymi, dekodowaniem genomu i SMS-ami. A przy tym tak tradycyjna jak klasyczna historia miłosna. Powieść o miłości w Internecie. Tej ostatecznej, tej o której się marzy. Wiśniewski analitycznie i urzekająco relacjonuje tę miłość wprowadzając na przemian nastrój to niemal uroczystej czułości, aby kilka linijek dalej zadziwić odważnym erotyzmem. "Samotność w Sieci" to także hołd składany wiedzy - splecione z wątkiem miłosnym historie o molekułach emocji, o tym, kto odkrył DNA, i co się stało z mózgiem Einsteina.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz