Rozdział 3.

Pierwszy dzień spędzony w nowym miejscu na pewno nie zostanie zapamiętany przez Adama dobrze. Choć usiłując się oderwać od czarnych myśli, chłopak zapuścił się w las, to im dalej brnął przed siebie, tym bardziej dochodził do wniosku, że drzewa w tym miejscu nigdy się nie kończą. Zewsząd otaczała go puszcza. Nie chcąc się zgubić, wrócił podirytowany do domu. Bezceremonialnie, nie spojrzawszy nawet na matkę, minął ją stojącą przed frontowymi drzwiami i wszedł do chłodnego korytarza. Wbiegł po schodach na piętro, otworzył drzwi do swojego pokoju i rzucił się na łóżko. Leżał i pogrążał się w myślach przez dobrych kilka minut, potem usiadł na skraju i spojrzał na swoją spakowaną torbę podróżną. Ani myślał ją rozpakowywać. Łudził się, że niebawem sprawa zostanie wyjaśniona i będzie mógł bezpiecznie wrócić do swojego dawnego domu, z dala od tego koszmarnego miejsca i brodatego faceta, w którym wszystko było dziwne – począwszy od idiotycznego nazwiska: Adalbert Danforth, a kończąc na żałosnych warunkach, w których ów mieszkał. Nie mogąc dłużej wysiedzieć w miejscu, Adam podszedł do zawalonej książkami półki. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie zabrał z domu swojej ulubionej serii książek napisanej przez J.K.Rowling. Przeglądając zakurzone woluminy, Adam zastanawiał się czy Harry Potter wiedziałby jak postąpić w takiej sytuacji. Na pewno. W końcu był czarodziejem i miał swój Hogwart… A on? On nie miał nic. Jedynie paskudny, obdrapany pokój, w którym będzie musiał spędzić nieokreśloną ilość czasu. Mimo, że jeszcze wczoraj Adam bardzo żałował rozstania ze swoją dziewczyną, Natalie, teraz prawie w ogóle o niej nie myślał. Jej wizja w jego głowie była jak cudze wspomnienia, jak gdyby jego ukochana żyła w innym świecie, innym wymiarze, bądź najzwyczajniej w świecie była wymysłem jego wyobraźni. Adam doskonale pamiętał początki ich miłości. Nigdy nie był typem flirciarza, ani też nie był zbytnio towarzyski, dlatego trudno było mu się z kimkolwiek związać. Ale Natalie akceptowała go takim jaki jest i wkrótce oboje przestali potrzebować pretekstów, by się ze sobą spotykać. Byli ze sobą długo i rozstali się przed dwoma tygodniami. W tej chwili chłopak dziękował w myślach Bogu za to, że jest sam. Nie wyobrażał sobie trudu obecnej sytuacji, gdyby doszła do niej jeszcze kwestia kłopotliwej miłości…

Nie odnalazłszy na półce niczego godnego uwagi, Adam przystąpił do sprawdzania szuflad biurka. Choć sam mebel wydawał się być bardzo stary i zapuszczony, niczego niezwykłego w szufladach nie znalazł. Ot, kilka długopisów i pożółkłych ze starości i powyginanych od wilgoci kartek papieru. Adam podniósł jedną z tych kartek i przysunął do twarzy. Zaczął wciągać jej zapach. Gdyby nie odór grzyba, mógłby rozkoszować się cudownym zapachem starego papieru, a tak nie pozostało mu nic poza odłożeniem kartki na jej miejsce w szufladzie i wykrzywieniem się z odrazą. Miał ochotę coś rozwalić. Nieważne co. Najchętniej roztrzaskałby to biurko w pył. Siląc się na spokój, otworzył cicho drzwi swojego pokoju. Bardzo go ciekawiło, co kryje się w innych zakamarkach tego domu. Na jego piętrze były jeszcze dwa pomieszczenia. Za jednymi drzwiami kryła się obskurna łazienka, z której miał już nieprzyjemność skorzystać o poranku. Kolejne skrywały rupieciarnię – było tu pełno uszkodzonych mebli i kilka brudnych kartonów wypełnionych ciuchami. Oczywiście to wszystko współgrało ze sobą przy wszechobecnym akompaniamencie kurzu.

Chłopak zszedł do kuchni. Choć zapewniono go, że może się czuć tu jak w domu, głupio mu było otwierać lodówkę i wyciągnąć z niej mleko, dlatego obszedł się smakiem, mając nadzieję, że później nadarzy się ku temu okazja. Parter domu był bardziej tajemniczy niż jego piętro. Poza kuchnią i długim przedpokojem znajdowały się tu cztery pomieszczenia. Jedno z nich to ubikacja z łazienką, drugie było pokojem Adalberta, do którego Adam nawet nie miał ochoty się zbliżać z obawy przed tym, co może w środku zastać. Drugi pokój należał do jego matki. Adam tylko na chwilę do niego zajrzał i był niezwykle zaskoczony tym, co zobaczył w środku. Najwyraźniej pokój Elizabeth przeszedł niedawno remont, ponieważ ścianę pokrywała czysta farba w kolorze kości słoniowej, która jednak znacznie odstępowała od reszty wystroju pomieszczenia. I tutaj pełno było starych gratów, które wyglądały jak gdyby sto lat kurzyły się na strychu, nim powróciły do łask.

Trzecia para drzwi pozostawała zamknięta. I pewnie to było powodem, dla którego właśnie ten pokój najbardziej interesował Adama. Ciekaw był, co Danforth próbuje przed nimi ukryć. O ile próbował cokolwiek ukryć. Równie dobrze mogła to być kolejna graciarnia, na co wszystko wskazywało. A choć Adam napierał na drzwi i próbował nawet wygrać z zamkiem przy użyciu starego spinacza do papierów, z góry skazany był na porażkę. Nic w tym dziwnego. Adam nigdy nie był dobry w majsterkowaniu, a co dopiero w otwieraniu drzwi przy użyciu spinaczy…

Wraz z eksploracją całego domu, pogarszał się jego nastrój. Cały „wystrój” bardzo przygnębiał młodzieńca, który coraz bardziej tęsknił za swoją sypialnią w kolorach błękitu i solidnym biurkiem, przy którym stał komputer, którego oczywiście z domu nie zabrał. Zalecenia matki były proste: „tylko najpotrzebniejsze rzeczy”. Mimo to Adam miał nadzieję, że za kilka dni dokończą przeprowadzkę i przywiozą tu wszystkie meble i rzeczy ze starego mieszkania. Może wtedy udałoby mu się choć w drobnym stopniu jakoś odnaleźć w miejscu, w którym przez cały czas czuł się strasznie osamotniony i osaczony. Choć dopiero skończył naukę w szkole średniej, już marzył o powrocie do szkoły lub podjęciu pracy. Chciał robić cokolwiek, byleby tylko móc się stąd wyrwać i oderwać myśli od tego wszystkiego. Gdyby to jeszcze było takie proste. Adam wrócił do swojego pokoju i usiadł przy biurku. Tak bardzo potrzebował kogoś z kim mógłby porozmawiać, komu mógłby opowiedzieć o tych wszystkich niesprawiedliwościach, które go spotkały. Niestety, z nikim nie utrzymywał na tyle bliskich kontaktów, by mógł powiedzieć, że ma przyjaciela, a z siostrą nie zamierzał rozmawiać. Jennifer była jedynie o rok starsza od Adama i od osiemnastego roku życia mieszkała u wujostwa. Ciotka Elise wraz z wujkiem Jeremim mieszkali jakieś czterdzieści mil od miasta, w którym jeszcze do wczoraj mieszkał Adam. Prowadzili dobrze prosperujące i jeszcze bardziej dochodowe gospodarstwo rolne. Ponieważ nie mogli mieć dzieci, starali się przez długi czas o adopcję, jednak ze względu na to, że Jeremy był w przeszłości karany, odmówiono im prawa do tego. Przez całe życie marzyli o dziecku, a teraz, kiedy mieli już swoje lata, na próżno było im szukać pomocy w utrzymaniu gospodarstwa. Wówczas Wittnerowie zgodzili się na to, by Jennifer się do nich przeprowadziła i pomagała w codziennych obowiązkach. Adam pamiętał entuzjazm swojej siostry, kiedy ta się wyprowadzała, choć wiedział, że głównym powodem tej przeprowadzki były pieniądze. Rodzicom zależało na majątku, który Jennifer miała odziedziczyć po śmierci wujostwa w zamian za pomaganie im i bycie ich przyszywanym dzieckiem. Choć Adam zawsze miał dobry kontakt z siostrą, która od zawsze zdawała się być dużo starsza i mądrzejsza, niż wskazywałby na to jej wiek, ostatnio, a w zasadzie po wyrzuceniu przez Adama ojca z domu, relacje między nimi bardzo się ochłodziły. Zaledwie dzień po incydencie, kiedy Adam zadzwonił do Jen wyjaśniając jej całą sytuację, ta zaczęła się wściekać na brata i zarzucać mu, że zrobił największą w życiu głupotę, po czym rzuciła słuchawką. Od tego czasu nie kontaktowali się ze sobą, a Adam pozostawał z poczuciem bycia niesprawiedliwie osądzonym. Zawsze wierzył w Jennifer i sądził, że może na niej polegać w każdej sytuacji, ale teraz siostra, która wiedziała o postępkach ojca, najwyraźniej zapomniała o tym, jakim był tyranem wobec rodziny. A szkoda, bo Adam doskonale pamiętał jak jego starsza siostra w minione lato dostała od ojca w twarz, kiedy się o coś pokłócili. Niestety Jen była nieugięta i Adamowi nie udało się dowiedzieć, o co poszło, choć od tego momentu nieczęste wizyty siostry w domu stały się jeszcze rzadsze. Od tamtej pory widzieli się tylko raz i w zasadzie pozostał im jedynie kontakt telefoniczny, z którego oboje bardzo często korzystali dzwoniąc do siebie po kilka razy w tygodniu.

I pomyśleć, że teraz, kiedy Adam najbardziej potrzebował porady od swojej starszej siostry, nie mógł na nią liczyć, zwłaszcza, że Jennifer zapewne już się dowiedziała o śmierci ojca i z pewnością ma wielki żal do Adama. Młodzieniec nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ta cała sytuacja staje się coraz bardziej groteskowa. Jego ojciec nie żyje, a on nawet nie może porozmawiać ze swoją siostrą, która prawdopodobnie nawet nie wie o ich przeprowadzce do domu Danfortha. Kiedy wspomniał matce o Jennifer tuż przed opuszczeniem mieszkania, ta stwierdziła, że później do niej zadzwoni i wszystko wyjaśni. To było absurdalne. Jako matka powinna była być przy niej w tym trudnym momencie zamiast uciekać na drugi koniec kraju… Adam miał swój rozum i zdawał sobie sprawę, że wyjaśnienie wszystkiego siostrze i zaleczenie ran będzie bardzo trudne i bolesne dla wszystkich. Szkoda, że matka bagatelizuje ten problem. Nie, Adam nie mógł pozwolić na dalsze ignorowanie siostry. Schował do kieszeni telefon komórkowy i wyszedł z domu. Obawiał się, że ściany mogą mieć uszy, a bardzo nie chciał, by ktokolwiek podsłuchiwał jego rozmowę.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz