Rozdział 2.

Stojąc na progu nowego domu, Adam nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Takie budynki kojarzyły mu się jedynie z komunizmem panującym niegdyś we Wschodniej Europie. Budynek był ponury, obdrapany, a ściany korytarza pokrywała żółta, papierowa tapeta, która w wielu miejscach odchodziła od brudnej ściany. Reszta domu wcale nie odstawała klimatem od tego paskudnego przedpokoju, po przejściu którego Adam znalazł się w zakurzonej kuchni. Przyzwyczajony do ładnie urządzonego i schludnie prowadzonego mieszkania, w którym spędził całe życie, dziwił się jak ten włochaty facet może mieszkać w takich warunkach. Dom wyglądał jak gdyby nikt w nim nie mieszkał od pokoleń. Zewsząd wyczuwalna była wilgoć, pleśń i grzyb. Adam odłożył swoją torbę na jedno z białych krzeseł ustawionych wokoło brudnego stołu. Biała farba pokrywająca stół i krzesła łuszczyła się. Co za koszmar. Nim zdołał dostrzec więcej, usłyszał za swoimi plecami głos mężczyzny:
    - Twój pokój jest na górze. Teraz się prześpij, a rano rozpakujesz swoje rzeczy. 
Choć wściekłość wywołana tym, że ten obcy facet rozkazuje mu jak małemu dziecku i zachowuje jakby był jego ojcem, nakazywała Adamowi postawić się mu, był tak zmęczony, że zmusił się jedynie do rzucenia szorstkiego: „Tak jest!”, na co dryblas w ogóle nie zareagował.

Adam udał się schodami na piętro i wszedł do pierwszego pokoju. Gdy tylko przekroczył jego próg, zrobiło mu się niedobrze. Podłoga wyłożona była podartym i wypłowiałym gumolitem, tu i tam rozstawione były łapki na myszy i w każdym kącie roiło się od mysich bobków. Ściany wcale nie wyglądały lepiej. Pokryte podobną tapetą, co przedpokój i w dodatku zagrzybione, niezbyt dobrze wpływały na komfort mieszkania tu, nie mówiąc już o pierwszym wrażeniu. W rogu pokoju stało jednoosobowe łóżko, o dziwo, zasłane czystą pościelą, której nieskazitelna biel strasznie odstawała od całej reszty brudnego, zapyziałego pomieszczenia. Adam rzucił swoją torbę na stare biurko stojące tuż przy drzwiach i nie rozbierając się padł na łóżko. Choć był bardzo zmęczony, długo nie mógł zasnąć. Panującą wokoło ciszę wypełniały mu ponure myśli i, od czasu do czasu, skrobanie myszy wydobywające się z odległego kąta. Wkrótce wycieńczenie zwyciężyło i chłopak pogrążył się w głębokim, choć bardzo niespokojnym śnie. 

    - Co się stało z ojcem? - To pytanie wydobyło się z ust Adama, gdy wszedł rano do kuchni.
Przy stole, tyłem do niego siedziała jego matka. Mężczyzny, który ich tu sprowadził, nie było w pomieszczeniu. Kobieta nie odpowiedziała od razu. Nawet nie odwróciła się do syna, choć pytanie usłyszała, albowiem na dźwięk głosu Adama lekko drgnęła.
    - To… nie jest takie proste… - wyszeptała w odpowiedzi.
Adam miał ochotę nią potrząsnąć, kiedy tak siedziała skulona, bez wyrazu. Wiadomo, że to nie jest takie proste. Najpierw awantura, potem wyrzucenie ojca z domu, jego tajemnicza śmierć i konieczność nagłej przeprowadzki – nic nie było proste! W dodatku chłopak był pewny, że jego matka i ten dziwny facet ukrywają coś przed nim. Bo niby jak w rozwiązaniu tej całej zawiłej sprawy miała pomóc wczorajsza ucieczka z domu? Jeśli policja uważa, że to on, Adam, winny jest śmierci Johna Wittnera, to ta nagła przeprowadzka w odludne miejsce z pewnością nie przemówi na jego korzyść. Wręcz przeciwnie. Gliny uznają, że skoro uciekł, to musi mieć coś na sumieniu.

Chwila ciszy przedłużała się, a w żyłach Adama wrzała krew. Starał się zachować spokój, ale nie potrafił. Wciąż zaciskał dłonie w pięści i patrzył w plecy matki. W końcu nie wytrzymał.
    - Do jasnej cholery, co tu się dzieje?! Czemu musieliśmy się wyprowadzać? Co się stało ojcu?! WYJAŚNIJ MI TO!
    - Siadaj, młody. – Szorstki głos za jego plecami sprawił, że Adam podskoczył. Szybko się jednak odwrócił i zobaczył przed sobą mężczyznę, który ich tu przywiózł minionej nocy.
Adam wiedział już, że przekomarzanie się z dryblasem w niczym mu nie pomoże, więc usiadł posłusznie na krześle naprzeciwko matki. Teraz mógł przenosić rozwścieczone spojrzenia z matki na tego faceta i z faceta na matkę. 
    - Siedzę – warknął. – Czy teraz dowiem się, co się stało z moim ojcem? 
Mężczyzna odetchnął głęboko, podszedł do stołu i usiadł obok Elizabeth. 
   - Twojego ojca znaleziono martwego w górach, około dwudziestu mil od waszego mieszkania. Śmierć spowodowała rana kłuta w klatce piersiowej, ale… 
    - Kto chciałby zabić mojego ojca?! To jest absurd! Sądziłem, że on sam odebrał sobie życie!
I tak też było w istocie. Jedyną braną przez Adama przyczyną zgonu ojca było popełnienie przez niego samobójstwa. W końcu w jednej chwili stracił wszystko i nie miał się gdzie podziać. Całe życie mu się posypało, to i mógł zechcieć ulżyć sobie cierpienia…
    - Teraz wszyscy podejrzewają, że to ty jesteś odpowiedzialny za jego śmierć. – Głos mężczyzny wyrwał Adama z zadumy.
    - Jak to ja? Kto i na jakiej podstawie tak twierdzi? Przecież byłem w domu, matka może poświadczyć, że przez cały ten czas od odejścia ojca, nie ruszyłem się z domu na krok!
    - Akurat ze zdaniem Elizabeth nikt się nie będzie liczył. Jesteś jej synem, więc wielce prawdopodobnym jest, że nawet gdybyś to zrobił, twoja matka kryłaby cię. Policja zebrała z miejsca zbrodni dowody, które wskazują na ciebie jako potencjalnego zabójcę.
Świat w głowie Adama zawirował. Ta cała teoria była tak nieprawdopodobna i tak bardzo naciągana, że nie wyobrażał sobie jak ktokolwiek mógłby dać jej wiarę. 
    - Co mają przeciwko mnie? Jakie dowody? – zapytał cicho.
    - Twoje odciski palców i fragmenty naskórka... 
Kiedy Adam spojrzał pytającym wzrokiem, mężczyzna dodał:
   - Z tego, co mi wiadomo, przed wyrzuceniem ojca z domu, pobiłeś się z nim. Pod jego paznokciami znalazły się skrawki twojego naskórka. Dodatkowo twój ojciec miał złamane dwa żebra po lewej stronie.
Adam przypomniał sobie jak natarł tamtego okropnego wieczoru na ojca wywołując i jego i swój upadek na meblościankę. Teraz wszystko zaczęło mu się układać w głowie.
    - Kiedy on…
    - Dwa dni po tym jak wyrzuciłeś go z domu, policja odnalazła ciało. 
    - Dlaczego więc zwlekali przez tyle czasu? Dlaczego nie przyszli po mnie wcześniej? 
Adama bardzo zaskoczył cień uśmiechu, który pojawił się na twarzy mężczyzny. Jak gdyby trafił tym pytaniem w sedno sprawy.
   - Sęk w tym, że ta sprawa jest dla policji bardzo trudna, bo… nie potrafią wyjaśnić, co właściwie przytrafiło się twojemu ojcu.
    - Nie potrafią wyjaśnić? Przecież sam pan powiedział, że ktoś go zadźgał! 
   - Wszystko na to wskazuje, choć prawdziwą niewiadomą w tej sprawie jest to, co stało się z krwią Johna…
Chłopak nic z tego nie rozumiał. Policja od około tygodnia podejrzewała go o zabójstwo, choć nic z tą wiedzą nie robiła. Teraz okazuje się, że nie wszystkie aspekty tej przerażającej zbrodni są znane. Każda kolejna informacja na ten temat bardzo poruszała Adama. Już nie siedział przy stole, lecz stał bombardując spojrzeniem matkę, która siedziała i w milczeniu skupiała swój wzrok na zniszczonym blacie kuchennego stołu.
    - W ciele twojego ojca nie było ani kropli krwi.

Zimny dreszcz przeszył Adama. Ten fakt całkowicie wykraczał poza jego pojęcie. A choć pytał o dalsze szczegóły dotyczące tej sprawy i próbował drążyć, najwyraźniej dowiedział się już wszystkiego, co tajemniczy mężczyzna wiedział o sprawie. Policja nie przyjechała po niego, żeby się nie zbłaźnić. Tak naprawdę mieli tylko poszlaki świadczące o popełnieniu przez niego zbrodni. Nikt nie potrafił wyjaśnić, co się stało z krwią jego ojca, ponieważ nawet najnowocześniejszy zabieg czy urządzenie, nie mogłoby pozbawić człowieka wszystkiej krwi. Choć wiedział, że to absurdalne myślenie, w głowie Adama zaświtała myśl, że być może wampiry istnieją naprawdę i ofiarą jednego z nich stał się jego ojciec. Szybko jednak odrzucił tę myśl, wiedząc jak głupia ona jest. Nie mogąc znieść dłużej widoku swojej matki, która powróciła do wegetacyjnego trybu życia, Adam wyszedł z domu chcąc sobie to wszystko poukładać w głowie. Dopiero teraz, w świetle dnia, zauważył na jak wielkim odludziu się znalazł. Dom znajdował się na niewielkiej polanie otoczonej rzędami wznoszących się kilka metrów do góry drzew. Jakieś dwieście jardów od domu, nieco niżej wznosiła się niewielka chata, z której komina unosił się dym. Ot, znak, że nie są sami na tym odludziu. Swoją drogą, Adama bardzo ciekawiło, kto tam mieszka. Nim jednak ciekawość zwyciężyła, chłopaka dopadły ponure, depresyjne myśli. Ten dzień dopiero się zaczynał, choć Adamowi zdawało się jak gdyby trwał już wieczność i przynieść miał nie zmrok, lecz koniec świata.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze:

  1. Prolog czytało się topornie. Momentami zdania są zbyt rozbudowane, hamują dynamikę. Jednak myślę, że po delikatnej korekcie będzie w porządku. To na tyle z minusów.

    Rozdziały to już inna bajka. Zdecydowanie lepiej napisane. Pochłonęłam je w kilka chwil. Przyznam szczerzę, że po takim początku bez wahania sięgnęłabym po dalszą część książki. Mam nadzieję, że uda Ci się ją wydać. Na pewno kupię.

    Życzę powodzenia ;)
    Alyss

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej zaczyna się robić naprawdę ciekawie :)

    Osobiście nie lubię zbyt długich opisów, dlatego nie przeczytałam np. Władcy Pierścieni. W tym rozdziale szczerze mówiąc pominęłam je częściowo, bo wg mnie nie są potrzebne aż takie szczegóły. To powieść, a nie scenariusz :)
    Saya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się wydawało, że opisów u mnie jest właśnie jak na lekarstwo :P W porównaniu choćby do "HP", moja drobiazgowość jest wielce niedrobiazgowa :-) Dzięki za opinię!

      Usuń
    2. Oczywiście to tylko moja opinia, a ja nie jestem żadnym redaktorem czy korektorem :)
      Saya

      Usuń
    3. Opinia czytelnika jest dla mnie najważniejsza ;)

      Usuń
  3. Ach, to takie fajne ! Zawsze uważałam, że dobrze piszesz i fragment twojej książki dokładnie to potwierdza.
    Z chęcią przeczytałabym ciąg dalszy, najlepiej w wersji książkowej ! :)
    Jestem baaardzo ciekawa jak wygląda cały proces szukania wydawnictwa itd. Myślę nawet, że już kiedyś gdzieś o to pytałam ( nie pamiętam). Czy mógłbyś napisać coś więcej na ten temat?
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wydania książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po Twoim komentarzu zachodzę w głowę, kim możesz być i czy się znamy :D
      O procesie szukania wydawnictwa niewiele mogę powiedzieć - szczerze mówiąc jeszcze się za to poważnie nie zabrałem, tzn. pisałem maile do kilku wydawnictw przesyłając im książkę lub jej fragment, ale z większości nie dostałem żadnej odpowiedzi, z innych niemal natychmiast odpowiedź, że nie są zainteresowani, a inni stwierdzili, że książka jest super i jak im zapłacę, to mi ją wydadzą... Może 2015 rok będzie dobrym czasem na szukanie wydawcy, o ile w końcu się za to zabiorę :-)
      Pozdrawiam i dziękuję!

      Usuń