Prolog

Słońce chyliło się ku zachodowi przedzierając się gdzieniegdzie przez rzadkie, pozbawione liści gałęzie drzew. Opustoszałą, gęsto pokrytą lepkim błotem ścieżką biegł mężczyzna. Na oko mógł mieć około trzydziestki. Pochylając głowę przed siebie starał się poruszać najszybciej jak potrafił, choć wyraźnie każdy przebiegnięty metr był dla niego ciężarem, bo dość mocno utykał. Mężczyzna zdawał się uciekać przed kimś lub przed czymś, choć na zupełnie pustej dróżce i wokoło niej, nie było nikogo. Wreszcie dobiegł do bramy cmentarnej. Wytężając resztki sił udało mu się uchylić ją nieco, po czym przecisnął się przez szczelinę na teren opuszczonego cmentarza. Zdaje się, że właśnie tutaj mężczyzna chciał dotrzeć. Kuląc się za tablicami nagrobnymi przemykał w głąb cmentarzyska. Oddychając ciężko opadł za jednym z dalej położonych grobów i brudną od zardzewiałego metalu dłonią, otarł pot z czoła pozostawiając na nim ciemnoczerwoną smugę. Trzydziestolatkiem zaczął wstrząsać gwałtowny, niepohamowany szloch, a twarz wykrzywiła się w grymasie wielkiego cierpienia. Nim zdołał się uspokoić, cień przysłonił jego twarz. Przez chwilę łudził się, że to nie dzieje się naprawdę i że jeśli nie otworzy oczu, nie wydarzy się to, co wydarzyć się musi. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego i wierzące, że jeśli samo nie zobaczy szukającego, ten też go nie dostrzeże, mężczyzna zaciskał powieki coraz mocniej i mocniej. Aż w końcu niepewność przezwyciężyła strach. Uchyliwszy lekko załzawione powieki dostrzegł przed sobą to, czego obawiał się najbardziej. Dwóch mężczyzn w długich, czarnych, skórzanych płaszczach stało nad nim wpatrując się w niego oczyma całkowicie pozbawionymi wyrazu. Pominąwszy fakt, że twarze mężczyzn były niemal w każdym calu pokryte bliznami i szramami, to nawet gdyby były one gładkie, trzydziestolatek nie zdołałby z nich nic odczytać. Nim zdołał się podnieść lub szepnąć choćby słowo, czarne ostrze długiego sztyletu trzymanego przez jednego z oprawców, śmignęło mu przed oczami.

Młoda kobieta z bijącym mocno sercem przechadzała się po salonie zrujnowanej chałupy. Co któryś krok podrygiwała na dźwięk dotkliwego skrzypienia, ale łapała oddech zorientowawszy się, że to stare i krzywe panele podłogowe buntują się w ten sposób przed jej bezcelowym chodzeniem. Co jakiś czas kobieta podchodziła do jednego z okien, przez którego brudne, niemal zupełnie nieprzejrzyste szyby, usiłowała wypatrzeć swojego męża. W pełni zdawała sobie sprawę, że nieroztropnym było z jego strony wyjście z domu w tym niespokojnym czasie. Równie często odwracała się w kierunku leżącego nieopodal na stercie brudnych koców zawiniątka, z którego wydobywały się ciche dźwięki kwilenia i gaworzenia, a rzadziej i płaczu. Nie była w stanie w tej chwili zająć się dzieckiem. W ogóle zastanawiała się nad losem czekającym jej maleństwo. Spojrzała na leżące w kącie dziecko i uśmiechnęła się nieznacznie. W tym momencie usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Odetchnąwszy z ulgą odwróciła się do męża dziękując w myślach Bogu, że jednak udało mu się bezpiecznie wrócić do domu. Ale kiedy się odwróciła w kierunku drzwi, jej męża tam nie było. Zamiast niego stało tam dwóch mężczyzn, których kobieta rozpoznała od razu po ich płaszczach. Z niebywałym refleksem rzuciła się do obdrapanego stołu i podniosła z niego drżąca ręką pistolet, jednak nim zdołała go unieść na tyle, by móc oddać celny strzał, padła na kolana rażona potężnym bólem, którego źródło znajdowało się pod lewym obojczykiem. Ostrze długiego noża zatopiło się w jej ciele. Ból był na tyle silny, że doprowadzał młodą matkę do szaleństwa. Był jednak na tyle słaby, że nie mógł odebrać jej świadomości. Ostatnim, co w życiu ujrzała, był odziany w skórzany płaszcz mężczyzna pochylający się z ostrzem nad zawiniątkiem spoczywającym w kącie. Po raz ostatni pomyślała o swoim dziecku, by po chwili zatonąć w bezkresnej ciemności.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

6 komentarze:

  1. Łał, podoba mi się. Mroczne, ale w pozytywnym sensie. Chcę więcej!
    _Małolata, ze spotkania w herbaciarni_

    OdpowiedzUsuń
  2. Prolog podoba mi się tak samo jak opis książki. Jest mroczny, a mimo to zachęca by czytać dalej. :) Uchyla nam rąbka tajemnicy jednocześnie jej nie zdradzając i obiecując, że wszystkiego z pewnością dowiemy się później. Brawo :)
    Jednak, jak sami wspominaliście, momentami widać brak ręki redakcji. Ogólnie bardzo mi się podoba, oby tak dalej!:)

    Powodzenia i wszystkiego dobrego!

    N.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł ciekawy, ale zdecydowanie brakuje tu korekty. Zmieniłabym zbyt długie zdania. Dość trudne słowa na początku mogą zniechęcać. Według mnie niepotrzebne jest wyjaśnienie "przed kimś, lub przed czymś", wystarczyłoby zostawić "Mężczyzna zdawał się uciekać, choć w około nikogo nie było". Nie ma sensu dodatkowo określać, że "na zupełnie pustej dróżce, i w około niej nie było nikogo". Zazwyczaj na pustych dróżkach nikogo nie ma, coś jak z cofaniem się do tyłu. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi :) Oczywiście to tylko moje skromne zdanie, a ja wolę teksty proste i bez zbędnych wyjaśnień.
    Tekst jest dobry, za to pomysł świetny. Mam nadzieję ujrzeć kiedyś tą książkę na mojej półce.
    Pozdrawiam z deszczowej Szwecji!
    Saya

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł bardzo dobry. Po korekcie i tekst mógłby taki być. Zdecydowanie zbyt rozbudowane zdania, co sprawia, że tekst nie nadąża za dynamika akcji, to męczy. Jakieś tam drobne niezręczności (w rodzaju wiesz, jest pewna różnica między wzdrygnięciem się a podrygiwaniem). Może na papierze to tak nie razi, ale jak się przeczyta na głos, to lepiej widać, gdzie jest za długo, gdzie się gubi watek itd. Powodzenia, bo pomysł naprawdę wart realizacji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Wprowadza w ciekawy klimat i czuć, że masz smykałkę do opowieści :)

    OdpowiedzUsuń