"Osobliwy dom pani Peregrine" - Ransom Riggs

Czasami bardzo żałuję czasu poświęconego kiepskim publikacjom, zwłaszcza, że takim z reguły poświęcam go więcej, aniżeli dobrym książkom, które „pochłaniam” w mgnieniu oka. Bo świetna książka zawsze wciąga i sprawia, że człowiek nie może się od niej oderwać, bez względu na to, ile ma ona stron. Dobrym przykładem będzie tu zestawienie dwóch skrajnych tytułów - liczącego sobie 960 stron „Harry’ego Pottera i Zakonu Feniksa” J.K.Rowling oraz 9 –stronicowego „Janko Muzykanta” Henryka Sienkiewicza. Marny to przykład, ale niezwykle obrazotwórczy, gdyż kolosa przeczytałem w ciągu jednej doby odmawiając sobie przy tym niemal wszystkiego, łącznie z jedzeniem i piciem, a nad nowelą Sienkiewicza ślęczałem prawie tydzień. I siłą rzeczy – dłużej w mojej głowie tkwił znienawidzony przeze mnie „Janko Muzykant”, niż uwielbiany „Harry Potter”. Śmiało mogę zarzucić Rowling stworzenie książki, którą nie jestem w stanie się delektować i długo cieszyć. Ale nie tylko jej mogę przedstawić taki zarzut… 

Odkąd tylko dowiedziałem się o wydaniu „Osobliwego domu pani Peregrine” Ransoma Riggsa, nie mogłem się doczekać, kiedy publikacja ta trafi w moje ręce i kiedy nadarzy się sposobność, by zapoznać się z jej treścią. 

Nie będę ukrywał, że fotografie, którymi powieść Amerykanina była promowana, wzbudziły we mnie niemałą ciekawość. Czekałem zatem, a w międzyczasie czytałem niezliczoną ilość innych książek, odsuwając od siebie tę szczególną pozycję. Mimo, że wciąż tłukła się ona w mojej głowie i czułem przemożne pragnienie zapoznania się z jej treścią. Tak mijały dni, tygodnie i miesiące. Aż w końcu wczoraj otrzymałem egzemplarz od wydawnictwa Media Rodzina. Poczułem się jak rekin, który zwęszył krew. Od razu przystąpiłem do oględzin owej powieści i z całą pewnością mogę stwierdzić, co następuje: zetknąłem się z mnóstwem książek wydawanych w Polsce, lecz nigdy nie natrafiłem na takie wydanie. „Osobliwy dom pani Peregrine” Ransoma Riggsa to pozycja, która porywa już samą powierzchownością – świetna, klimatyczna okładka i zachowane w konwencji zdjęcia zdobiące książkę, świetny druk, papier i doskonałe dopełnienie graficzne całości – czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Skończywszy zachwycać się wydaniem, przystąpiłem do zagłębiania się w treść książki, ażeby sprawdzić czy dorówna ona jej grafice. I dałem się porwać do świata fantazji stworzonego przez Riggsa. Spędziłem z tą książką pół dnia – w ciągu zaledwie kilku godzin przeczytałem ją od deski do deski i… Sądzę, że mogę położyć ją na półce obok moich ukochanych książek, najlepszych jakie w życiu czytałem – obok serii „Harry’ego Pottera” i trylogii „Igrzysk Śmierci” (co zabawne, wszystkie te publikacje wydane zostały przez Media Rodzinę). Może i ta historia nie zaskakuje czymś szczególnym, czego nie znałoby się z innych książek, ale zgrabne połączenie poszczególnych elementów, świetny klimat oraz wspaniały styl i niezwykli bohaterowie, czynią tę pozycję doprawdy wyjątkową. „Osobliwy dom pani Peregrine” to nie jest dobra książka. Daleko do niej dobrym książkom, które – z takich czy innych powodów – są po prostu „dobre”, podczas gdy książka Riggsa jest po prostu świetna. Jedyne, co jej mogę zarzucić to fakt, że nie mogłem się nią delektować – zbyt szybko się ją czytało. Zaskoczeniem dla mnie było skierowanie tej książki do starszej młodzieży – z pewnością niektóre zwroty i słownictwo użyte w „Osobliwym domie…” mogą zaskoczyć, zwłaszcza kogoś, kto spodziewa się, że to zwykła bajeczka dla dzieci. Otóż nie. Ta książka to naprawdę świetna powieść dla starszej młodzieży, choć nie zgodziłbym się z określeniem jej mianem „thrilleru”, mimo, że zawiera w sobie ten szczególny dreszczyk niepewności i emocji. Nie mogę się nawet przyczepić do bohaterów, albowiem żadnego z nich nie można określić mianem „płytkiego”. Każda postać ma swój charakter i osobowość, a niektóre są jeszcze bardziej „osobliwe”. 

„Osobliwy dom pani Peregrine” Ransoma Riggsa to nie tylko świetna książka, ale wspaniałe połączenie treści z obrazem. Doskonała fabuła łączy się ze świetnymi, starymi zdjęciami i cóż mogę więcej powiedzieć: świetnie wygląda, świetnie się czyta. Chcę drugi tom (który w języku angielskim dostępny jest od 14 stycznia tego roku)! Polecam każdemu, kto kocha nie tylko czytanie, ale i lubi posiadać na swojej półeczce coś wyjątkowo pięknego. 


Opis wydawniczy:
Wywołująca dreszcz emocji i grozy opowieść o domu sierot na tajemniczej wyspie, zamieszkiwanym niegdyś przez równie tajemnicze dzieci.

Szesnastoletni Jakub, którego dziadek był jednym z nich, przyjeżdża na wyspę, żeby za wszelką cenę odkryć przeszłość dziwnego, zniszczonego domu i jego małych mieszkańców. Czy Jakub zmierzy się z potworami ze swoich snów? Czy osobliwe dzieci ze starych fotografii pokazywanych przez dziadka naprawdę istniały? Co jest bajką, a co prawdą? Co jest faktem, a co urojeniem?
„Osobliwy dom pani Peregrine" to trzymający w napięciu thriller nie tylko dla młodzieży. Rdzeń książki stanowią niezwykłe, dziwne fotografie, od których trudno oderwać wzrok, choć sprawiają, że ciarki chodzą po plecach i zasnąć jakoś trudniej. Całości dopełniają niesamowite zwroty akcji, klimat grozy i postacie… cokolwiek osobliwe. Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj! — pochłonie Cię bez reszty.
Powieść przez 56 tygodni znajdowała się na liście bestsellerów New York Timesa.
Prawa do ekranizacji zostały sprzedane wytwórni 20th Century Fox, a reżyserem filmu ma być Tim Burton, znany m.in. z reżyserii filmów: „Batman", „Alicja w Krainie Czarów" czy „Charlie i fabryka czekolady".
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Szczerze? Uwielbiam tą książkę. Pierwszą rzeczą, która mnie do niej przyciągnęła była okładka (tak, wiem, wiem: nie oceniaj książki po okładce).
    Przedstawiona opowieść była bardzo interesująca, jednak irytowała mnie postać Emmy. Nie polubiłam jej, wręcz przeciwnie.
    Reszta postaci była świetna. Najbardziej zaskoczyło mnie pochodzenie głównego bohatera.

    OdpowiedzUsuń