"Matt Hidalf. Błyskawica Widmo" - Christophe Mauri


Promocja, którą sam określam mianem „na Harry’ego Pottera”, jest skuteczna, ale i ryzykowna. Skuteczna, ponieważ przyciąga uwagę i wzbudza ciekawość, a ryzykowna dlatego, że prowadzi do porównań z bardzo silnym konkurentem, a takie starcie może okazać się równie nierozważne jak walka amatora z mistrzem świata w boksie. Różnica jest taka, że w przypadku starcia książek nikt nie oberwie. A przynajmniej nie dosłownie. Panie Hidalf, czy jest pan gotów zmierzyć się z literacką ikoną popkultury? 

Ale bądźmy poważni. Nie zamierzam żadnej książki porównywać z „Harrym Potterem”. To zostawię mediom. Podobnie jak wskazanie nowego następcy J.K.Rowling w osobie autora książki pt. „Matt Hidalf. Błyskawica Widmo”, Christophe’a Mauri. Zamiast wskazywać nowe trendy w literaturze dziecięcej i młodzieżowej, skupię się na tym, co najważniejsze. Czyli na książce. 

Jakkolwiek z jednej strony drażni mnie trend ostatnich czasów na reklamowanie wszystkiego hasłami: „następca Harry’ego Pottera”, „nowy Harry Potter” czy „ta książka wyznacza kres ery Harry’ego Pottera”, z drugiej taka kampania promocyjna zwraca moją uwagę i staram się nie oceniać książki przez pryzmat tego, jak jest reklamowana. Zwłaszcza, że nierzadko autor nie ma wpływu na to, jak jego książka będzie promowana. Ale do rzeczy. „Matt Hidalf” zainteresował mnie już w chwili, kiedy pierwszy raz o nim usłyszałem. Zapowiedzi jednoznacznie wskazywały na silne podobieństwo do „Harry’ego Pottera”, a z drugiej strony dawały nadzieję na coś zupełnie nowego i świeżego. I to właśnie ta druga, ukryta między wersami, treść zachęciła mnie do lektury. Czy było tak fantastycznie i bajecznie jak miałem nadzieję, że będzie? 
Nie zawiodłem się. Ta książka w żaden sposób nie przypomina „Harry’ego Pottera”, a podobieństwa określiłbym raczej jako znikome. Tak – jest szkoła „magii”, a studenci rozpoczynający w niej naukę muszą mieć ukończone jedenaście lat. I na tym podobieństwa się kończą. A co się zaczyna? 

Po raz pierwszy, przed napisaniem recenzji postanowiłem zapoznać się z opiniami innych odbiorców książki Mauriego. To nie jest tak, że nie mam pomysłu na własny tekst – po prostu zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy świat oszalał (odpowiedzi na to pytanie nadal nie znam). Dla mnie „Matt Hidalf. Błyskawica Widmo” to książka od początku do końca tak kiepska, że chcąc określić ją jednym słowem, musiałbym użyć wyrazu, którego nie wypada używać. Bohater jest skrajnym egoistą i oszustem, a jego lenistwo i nierzadko bezczelność nie znają granic. Rzadko zdarza się, żebym tak szybko i z taką stanowczością zapałał nienawiścią do głównego bohatera książki, niemniej czytanie wielu książek nauczyło mnie, że nie warto osądzać zbyt pochopnie – wszakże już niejednokrotnie fabuła powieści szlifowała swoje postaci, ukazując ich prawdziwe, głębokie i prawe oblicze. I w książce Mauriego również na to liczyłem. Przeliczyłem się. Bo Hidalf nigdy nie ponosi żadnych konsekwencji, a wszystko przychodzi mu z łatwością – to inni muszą stanąć na głowie, by dogodzić rozwydrzonemu dzieciakowi. Nauk moralnych tu brak. Gdyby to była książka dla dorosłych mógłbym ją uznać za prześmiewczą, bo przecież wszystko jest tu niemal karykaturalne i skrajne. Ale to jest książka dla dzieci i trudno oczekiwać od dziecka, że zrozumie. Raczej można się spodziewać, że ślepo zapatrzone w swojego bohatera, zacznie się zachowywać jak on. A tego chyba żaden rodzic by nie zniósł. Sama fabuła prowadzi do zawrotów głowy – chwilami jest niespójna i nielogiczna, a do tego wiele elementów świata przedstawionego stara się usilnie dowodzić, że tam jest ich miejsce, tak jak szkoła, która po prawdzie wcale szkołą nie jest. Czym zatem jest? Jednym z wielu wymysłów autora, przed którym jeszcze daleka droga, nim stanie się pisarzem. 

No cóż – czytam sporo. W moje ręce wpadają różne książki. I lepsze i gorsze. „Matt Hidalf. Błyskawica Widmo” na pewno zapisze się w mojej pamięci na długo. To najgorsza książka jaką czytałem od 2002 roku. I nic więcej dodawać nie trzeba.  




Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

8 komentarze:

  1. Świetna ksiażka!! Uwielbiam fantastykę dziecięcą, jestem fanką Harry`ego Potter`a i szczerze mówiąc nie sądziłam, że jakaś powieść może mu dorównać...okazało się że może!! Zachęcam wszystkich do przeczytania tej książki. Jest świetna, wciągająca, zabawna, momentami trochę straszna, pełna magii i niespodziewanych zwrotów akcji...świat przedstawiony jest wspaniały i niesamowity. Polecam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgadzam się z powyższą recenzją. Takze jestem fanką Haryego POttera, ksiązek i filmów ale nie podchodzę tak ostro do innych tytułów. Wiadomo, ze Harry jest tylko jeden, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Ale nie uważam, zeby Matt był kiepski. Kupiłam a tego samego dnia przeczytalam tą recenzje i od razy zaczelam czytac, zeby sie upewnic, czy rzeczywiscie jest tak zla. I nie zgadzam się z tą opinią. Czyta się fajnie, zabawnie. To nie koniecznie musi być edukacyjne, a główny bohater nie zawsze musi być wzoremd o naśladowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o podejście do innych tytułów przez pryzmat "Harry'ego Pottera", lecz o podejście do tego konkretnego tytułu po przeczytaniu go w całości. W żaden sposób nie zestawiałem tych dwóch książek, pomimo, że akcja promocyjna sugerowała związki pomiędzy nimi.
      Jeśli chodzi o wzór do naśladowania - raczej ciężko wytłumaczyć ośmiolatkowi, który dopiero buduje swój światopogląd, że jego ukochany bohater jest tak naprawdę draniem. Tu nie chodzi o wartości edukacyjne książki, lecz o jej podstawy moralne. Matt Hidalf to postać tak absurdalnie przerysowana, że książki o nim powinny być skierowane do starszego odbiorcy, bo tylko taki będzie w stanie dostrzec karykaturalność tej postaci. Młody czytelnik zaakceptuje wszystko bez zastanowienia, po najmniejszej linii oporu.

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że tak negatywna ocena jest lekką przesadą. Literatura ma nie tylko moralizować, ale także dostarczać rozrywki. Matt Hidalf w swej bezczelności, w swym egoizmie jest obrazem współczesnego dziecka. To on ustala zasady gry. Nie jest ofiarą, nie pozwala sobą manipulować. To są cechy, dzięki którym w dorosłym świecie odnosi się sukces.
    Moim zdaniem książka jest bardzo dobra i co więcej zabawna. Polecam nie tylko fanom HP!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że w pewnym stopniu Matt jest obrazem współczesnego dziecka, niemniej ten obraz wydaje mi się bardzo groteskowy. Literatura dziecięca zawsze miała do siebie to, że kształtowała swoich młodych odbiorców, dlatego "Matt Hidalf" w swoim przerysowaniu, które dla dziecka nie będzie zrozumiałe, staje się po prostu złym wzorem do naśladowania. Każdy ma prawo mieć swoje własne zdanie i moje pozostaje niezmienne. Co więcej, nie uważam, by wielu fanów "HP", którzy przez siedem obszernych tomów poznawali wartość przyjaźni, lojalności, poświęcenia i miłości, mogło teraz zaakceptować "Matta Hidalfa", który nie wyznaje żadnych wartości, a w świecie "Pottera" mógłby śmiało robić za Draco Malfoya.

      Usuń
  4. Dzieci są bardzo inteligentne i wbrew pozorom potrafią odróżnić dobro od zła. Wydaje mi się, że właśnie na przykładzie Matta Hidalfa będą mogły się nauczyć, jak nie powinno się postępować. Nie traktujmy dzieci jako istoty nierozumne, czy głupiutkie. Czy zawsze trzeba im mówić wszystko wprost? Nie sądzę! Wydaje mi się, że właśnie Matt Hidalf będzie je skłaniał do myślenia. Jak dla mnie książka jest super a zachowania głównego bohatera oddają współczesny świat i to jak sobie w nim radzić, żeby nie "zginąć w tłumie".

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna książka, poolecam wszystkim miłośnikom fantastyki! Dobra książka, bo promuje dużo dobrych wartości w życiu młodego człowieka, przyjaźń miłość, zaufanie, fajna i na poziomie, polecam

    OdpowiedzUsuń
  6. Kazdy ma prawop wyrażać swoje zdanie na temat przeczytanje książki, każdy z nas ma inny gust, i co innego preferuje, fajnie że możemy podyskutować na ten temat i wymienić się spostrzeżeniami, mnie się książka bardzo podobała, jestem fanką fanatstyki i Harrrego Pottera :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń