Rupert Grint



O jego talencie aktorskim w samych superlatywach wypowiadał się m.in. Martin Scorsese, zaś reżyser „Harry’ego Pottera i Więźnia Azkabanu” – Alfonso Cuaron, bez ogródek stwierdził, że to właśnie odtwórca roli Rona ma największe szanse spośród głównej trójcy na karierę w przemyśle filmowym. Urodzony 24 sierpnia 1988 r. w Hertfordshire w Anglii, Rupert Grint już od najmłodszych lat interesował się aktorstwem występując w szkolnych przedstawieniach jak i występach niewielkiej grupy teatralnej, do której należał. Chcąc zwrócić na siebie uwagę podczas castingu do „Harry’ego Pottera” przebrał się za kobietę i zaprezentował się rapując. Jak się okazuje – w tym szaleństwie była metoda, wobec czego Rupert zdobył rolę w filmie. Zwariowane pomysły nie opuściły go nawet po latach, kiedy to zdecydował się na zakup samochodu lodziarki i po zakończeniu pracy na magicznym planie filmowym, uraczył wszystkich lodami z niego. Idealnie dopasowany do swojej roli rudzielec dziś jest ulubieńcem milionów fanów na całym świecie, bo czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie adaptacje filmowe przygód nastoletniego czarodzieja bez niego? Ja sobie nie potrafię wyobrazić kogoś innego w tej roli. Rupert Grint jest po prostu fenomenalny.


***

Chciałbym być w tym miejscu oryginalnym i powiedzieć coś odkrywczego, jednak muszę przyznać się do rzeczy niemalże oczywistej – marzyłem o spotkaniu Ruperta i zdobyciu jego autografu. Wiedziałem, że szanse na zdobycie jego autografu drogą korespondencyjną są niemalże bliskie zeru, dlatego największe swoje nadzieje wiązałem ze Światową Premierą HP7.2.

To był najdłuższy dzień w moim życiu – ok. 6 rano trzeba było już na stojąco pilnować swojego miejsca przy barierce, co wcale nie było łatwe przy naciskającym ze wszystkich stron tłumie i deszczu, który zdawał się tego dnia igrać z nami i bawić – to zaczynał, to przestawał padać. Na szczęście sama premiera była ciepła i słoneczna. Po godzinie 16-stej konferansjer prowadzący uroczystość zapowiedział przybycie pierwszego gościa – był to właśnie Rupert Grint. Kiedy zobaczyłem go wchodzącego na scenę, było to bardzo abstrakcyjne uczucie – jak gdyby była to iluzja. A jednak po kilkunastu minutach Rupert dotarł do sektora, w którym stałem. Nie byłem w stanie wypowiedzieć choćby jednego słowa – zamurowało mnie całkowicie, jedyne co mogłem zrobić, było wyciągnięcie książki w jego kierunku.

Dla mnie osobiście ze wszystkich autografów, które udało mi się zdobyć na Światowej Premierze, ten jest najcenniejszy. Dotychczas była to moja jedyna okazja na otrzymanie podpisu Ruperta -z największą radością wykorzystałem ją.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze: