Niemieckie

NIEMIECKIE

"Harry Potter und der Stein der Weisen"
"Harry Potter und der Feuerkelch"
"Harry Potter und der Halbblutprinz"
"Harry Potter und die Heiligtümer des Todes"
"Quidditch im Wandel der Zeiten"

Czy o Niemcach naprawdę trzeba wiele mówić? Niemcy każdy zna, wszyscy wiedzą, gdzie ten kraj leży i ile krwi i potu my, Polacy, wylaliśmy na ciągłych utarczkach z nimi na przełomie wieków. Na szczęście teraz mamy czasy pokoju i nie jesteśmy już przez nikogo najeżdżani i napadani. Nawet przez Niemców. I choć moje słowa mogą mylnie sugerować, że jestem nastawiony „anty” w stosunku do naszych zachodnich sąsiadów, jest zgoła odmiennie. Podziwiam kraj, który po przegranej wojnie był w stanie stać się potęgą, podczas gdy, my, uznajmy w wielkim uproszczeniu i puszczając do tego faktu oko – zwycięzcy, nadal żyjemy tak jak żyjemy. A choć nie jest nam najgorzej, do potęgi Niemiec bardzo wiele nam brakuje. Choćby dróg. Ot, taka mała dygresja. Powiem za to, żeby nam nie dokładać, że przynajmniej „Pottery” mamy ładniejsze. Podziwiam Carlsen, oficynę wydającą „Harry’ego Pottera” w Niemczech, za podjęcie się wydania powieści ze swoimi ilustracjami na okładkach, aczkolwiek nie wyobrażam sobie, by zadowolili się oni amerykańskimi okładkami. Bo Niemcy lubią być oryginalni. Na szczęście w inny sposób, aniżeli Rosjanie, którzy co prawda swoich okładek „Potterowi” nie zaprojektowali, natomiast wydali całą serię plagiatów. Ale jesteśmy przy Niemcach i bardzo niemieckich okładkach. Można wykreślić niemiecko brzmiący tytuł z okładki, ale spodziewam się, że i tak każdy odgadłby, że książka pochodzi z Niemiec. A może jestem w błędzie i tylko ja dostrzegam w tych ilustracjach niemiecki artyzm?

 

 

 

 

Obejrzyj też:

Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz