Matthew Lewis

Kiedyś charakteryzowali go, by mógł wcielić się w Neville’a – zakładano mu protezy uszu i zębów, tak by wyglądał jak archetypowa „oferma”, jak jeden z wielu szkolnych łamag, który nie potrafi sobie z niczym poradzić i jest klasowym pośmiewiskiem. Kto by pomyślał, że Matthew Lewis (ur. 27.06.1989r.) uniesie ciężar jednej z najważniejszych i najtrudniejszych ról w „Harrym Potterze”. Z tomu na tom, filmu na film, widzimy jak Neville dorasta, zmienia się i dojrzewa – przechodzi i fizyczną i psychiczną przemianę. To właśnie na barkach Matta spoczywało oddanie złożoności jego postaci, pokazanie w przekonujący sposób przemian, którym podlegał jego bohater. Przy takiej roli może być ciężko z pozostaniem naturalnym – bardzo niewiele dzieli od przesady czy od niedopowiedzenia. Ale Matthew odniósł na tym polu sukces – naturalna rola urzeczywistniła Neville’a, który dla wielu jest ikoną, wzorem do naśladowania, niezaprzeczalnym dowodem na to, że każdy może być bohaterem – bez względu na wygląd, bez względu na umiejętności i talenty – liczy się tylko wiara w siebie i ideę, która poprowadzi do zwycięstwa. Matthew Lewis w drugiej części „Insygniów Śmierci” udowodnił swój aktorski kunszt, pokazał wszystko to czego nie mógł pokazać w poprzednich filmach. Ten niezwykle towarzyski i tętniący humorem aktor już od piątego roku życia interesował się aktorstwem – ambicja doprowadziła go na casting do „Harry’ego Pottera”. Wszyscy wiemy co stało się później.

***

Moja historia związana z Mattem Lewisem nie wiąże się z planowaniem zdobycia jego autografu, ponieważ, podobnie jak w przypadku Bonnie Wright – zbieranie autografów wówczas, kiedy spotkałem tę dwójkę aktorów na polskiej premierze „Księcia Półkrwi” w Krakowie, nie było ani moim celem, ani pasją. Niemniej jednak autograf Matthew był pierwszym „potterowym” autografem, który zdobyłem, pierwszą iskrą, która wkrótce wznieciła płomień nowego zamiłowania.

To, że historia lubi się powtarzać, jest dla niektórych pewne, dla mnie wielką niespodzianką było to, że pierwszy aktor z „Harry’ego Pottera”, którego autograf zdobyłem, był również pierwszym, który podpisał się w mojej książce na Światowej Premierze „Insygniów Śmierci cz.2”. Podobnie jak Bonnie, znałem już Matta – może dlatego drugie spotkanie twarzą w twarz zbudziło stare wspomnienia i dało początek wielu nowym. Jeżeli chodzi o ciekawostkę – Matt i Bonnie niekoniecznie dobrze wspominają pobyt w naszym kraju – w hotelu, w którym byli zakwaterowani była awaria, w związku z czym przez całą noc w hotelu nie było światła.

Wydawać może się dziwne, że już po osobistym zdobyciu dwóch autografów od Matta, nadal chciałem czegoś więcej. Jako, że jest to moim zdaniem jeden z najsympatyczniejszych aktorów z „HP”, wysłałem i list zaadresowany do niego. W odpowiedzi otrzymałem trzy podpisane zdjęcia, które doń posłałem. Po raz pierwszy miałem autografy od niego bezpośrednio zadedykowane mnie. Być może troszkę to naciągane, bo nie wypisanie pisakiem mojego imienia nie czyni tych autografów bardziej osobistymi i personalnymi od tych, które złożył w mojej obecności, niemniej jednak wywołują uśmiech i radość na mojej twarzy.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz