Chowańce


Koncept chowańców istnieje w brytyjskim folklorze od setek lat. Chowańce są zwierzętami (niektórzy mówią, że to duchy w kształcie zwierząt), które usługują czarownicom na różne sposoby: jako służący, posłańcy czy nawet szpiedzy. Historyczne opisy czarodziejstwa wspominają o kompanach. Takie zwierzęta były opisywane jako posiadające nadprzyrodzone moce i nawet wierzono, że są demonami (albo samym diabłem) w przebraniu.

Chowańce, w dosłownym znaczeniu, nie występują w świecie Harry’ego Pottera. Chociaż uczniowie Hogwartu mają zezwolenie na przywiezienie ze sobą do szkoły zwierzęcia, to koty i szczury, które tam widzimy są, najogólniej mówiąc, zwykłymi zwierzętami domowymi. Ironią losu jest fakt, że zwierzę, które jest tradycyjnym zwierzątkiem domowym przewijającym się przez całą serię jest Pani Norris, która należy do jedynego nie magicznego mieszkańca Hogwartu, Argusa Filcha. Prawdą jest, że w całej serii sowy są posłańcami, ale funkcjonują w kontekście dobrze zorganizowanej poczty, w odróżnieniu od mugolskiego gołębia pocztowego.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, skoro typowym chowańcem jest Pani Norris (swoją drogą, interesujące imię ^^), to czy chowańce nie są czasem takimi specjalnymi towarzyszami charłaków? Bo Filch ma kota, podobnie jest z Panią Figg, i oboje wydają się świetnie komunikować ze swoimi pupilami, mimo niemożności rzucania czarów. Byłoby to bardzo miłe ze strony Jo - osoby pozbawione magii mają towarzyszy bardziej magicznych niż czarodzieje. Krzywołap jest niezależnym kocurem, który słucha Hermiony, kiedy mu się podoba, a Harry zasadniczo traktuje Hedwigę jak listonosza. Teodora i Parszywek są zaś bardziej rodzajem maskotki niż pomocnego towarzysza. Tymczasem Pani Norris śledzi uczniów dla Filcha, a koty Pani Figg pilnują Harry'ego z jej polecenia. Mają silniejszą więź z właścicielem niż pupile magicznych dzieci, i być może to tylko ułamek ich możliwości :) Coś za coś :) Swoją drogą, ciekawe, jak to się robi :)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń