Khmerskie


KHMERSKIE

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny"

Chciałem pominąć dygresję, która od początku chodzi mi po głowie w związku z kambodżańskim wydaniem „Harry’ego Pottera”. Tłumaczyłem sobie, że wcale nie jest ona potrzebna i tak naprawdę niczego nie wniesie wykład z ekonomii. A jednak pokusa podzielenia się myślami jest zbyt duża, bym zdołał się jej oprzeć. Przejdźmy więc do ekonomii i podstawowych zasad popytu i podaży. Wiadomo, że każdy producent czy handlowiec chce, by popyt na oferowane przez niego produkty był jak najwyższy. Czasami, by osiągnąć cel, specjalnie steruje się podażą w taki sposób, by potencjalny konsument nie tylko odczuł potrzebę posiadania owego produktu, ale i by miał świadomość, że musi go nabyć już teraz, albowiem później może nie mieć takiej szansy. Jasne jest, że w przypadku „Harry’ego Pottera” podaż musi być wysoka, bo i popyt jest gigantyczny. Mimo to – fani zawsze rzucą się na ukochaną, oczekiwaną książkę już w dniu premiery – po pierwsze – po to, by mieć już ją, a po drugie – bo potem może jej zabraknąć. Drugi podpunkt wydawać się może śmieszny w obliczu dzisiejszych realiów, gdzie tak naprawdę wszystko jest wszędzie dostępne. Ale wystarczy zapalnik – ktoś podsłuchał, że ktoś kupi, a skoro kupi ten, to i kupi następny. I ta wieść dotrze do ucha kolejnej osoby, potem kolejnej i kolejnej… Aż w końcu wszyscy będą myśleć, że pożądanego produktu zabraknie. Do czego zmierzam. Ano, zmierzam do tego, że jako były sprzedawca powinienem być świadomy i odporny na tego typu zagrywki. Powinienem podchodzić z rezerwą do tego co mówią inni i po prostu działać wedle swojego planu. A jednak. Kiedy Nicholas Zekulin – profesor z University of Calgary, wielki kolekcjoner zagranicznych wydań „Harry’ego Pottera”, wyznał w wywiadzie, że khmerskie wydanie „HP” jest najbardziej „nieuchwytnym” na świecie, w moim sercu zagościł lęk. Nie będę tu wmawiał khmerskiemu wydawcy takowej taktyki ekonomicznej, ale po prostu dałem się wmanewrować w drogę, którą w ówczesnym czasie, nie zamierzałem podążać. Tak – cały ten wykład był tylko po to, bym mógł wyznać Wam, jak bardzo reagujemy na to co mówią inni, jak wielki mają ich słowa wpływ na nas. Zabawne jest, że akurat to khmerskie wydanie udało mi się odnaleźć z taką łatwością, bez najmniejszego trudu. I nawet wtedy nie pomyślałem, że nieświadomie postąpiłem w taki sam sposób jak każdy konsument. A miałem się za świadomego! Toć przydługa i zawiła anegdota, idealnie określająca pozyskanie do kolekcji wydania z Kambodży.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz