Irlandzkie


IRLANDZKIE

„Harry Potter agus an Órchloch”

Zapewne wielu z nas myśląc o Irlandii ma przed oczami wyobraźni czterolistną koniczynkę bądź kufel piwa. Innym zaś skojarzy się pewnie z garnkiem pełnym złota ukrytym na końcu tęczy. Tak czy inaczej – skojarzenia dla większości będą miłe, choć mnie kufel piwa nie przekonuje. Rozpoczynając temat o Irlandii na pewno nie wolno zapominać o gościnności Irlandczyków, których drzwi wejściowe zgodnie z tradycją winny być otwarte na czas posiłku, by nawet obcy przechodzący nieopodal, mógł przyjść i zaspokoić głód. Nam, Polakom, na samą myśl uruchamia się w głowach czerwona lampka, ostrzegająca przed złodziejami. Ale w Irlandii podobno tak się żyje. I nikt nie narzeka. Zgłębiwszy nieco wiedzę na temat kraju, wcale się nie dziwię, że to właśnie Irlandczykom przyszło zwyciężyć finał Mistrzostw Świata w quidditchu – zastanawia mnie tylko, czy to zwycięstwo Rowling im dała przez tę gościnność i dobroć, którymi się charakteryzują. Ale czy „Harry Potter” po iryjsku jest jak ten garniec złota na końcu tęczy? Albo jak ta czterolistna koniczynka? Czy może jest jak kufel piwa, gdzie po wypiciu kolejnych człowiekowi jest już wszystko jedno, bo jakość przestaje mieć znaczenie? Te pytania muszą pozostać retorycznymi, albowiem irlandzkiego języka nie znam. Wiem jednak, że wydawnictwo Bloomsbury wykonało kawał dobrej roboty zlecając tę translację i wydając ją. W końcu każdy – bez względu na język, którym się posługuje – ma prawo przeczytać swoją ukochaną książkę.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz