Estońskie


ESTOŃSKIE

”Harry Potter ja saladuste kamber”

Kiedy sięgam do półki, by zdjąć z niej estońskie wydanie „Harry’ego Pottera”, ogarniają mnie dziwne uczucia. Nie do końca wiem z czym to się wiąże, ale odbieram tę książkę jako – choć zabrzmi to z pewnością bardzo dziwnie i dwuznacznie – swoisty ciąg dalszy. No tak, w końcu to „Komnata Tajemnic” – kontynuacja „Kamienia Filozoficznego”, ale nie o to chodzi. Po prostu wydania, które udało mi się zebrać jako jedne z ostatnich przywołują we mnie te same odczucia, które wywołała lektura „Księcia Półkrwi”. Zwłaszcza końcowa refleksja: „teraz czekam już tylko na zakończenie”. I tak jest w istocie. Czuję na sobie wagę przedsięwzięcia, którego podjąłem się w 2006 r., czuję ekscytację, ale i przerażenie na myśl, że niewiele już pozostało mi książek do zebrania i cel, który wyznaczyłem sobie przed laty, zostanie osiągnięty. Dziwne jest natomiast to, że te wszystkie uczucia i skojarzenia wywołuje na mnie estońskie tłumaczenie „Harry’ego Pottera”. Wszakże pięknie i dbale wydana książka, gdzie po zdjęciu obwoluty oczom ukazuje się wspaniała okładka w barwach kości słoniowej bądź delikatnego, kremowego marmuru… Może to właśnie ta elegancja każe mi sądzić, że to właśnie ta książka – wydanie godne monarchy – jest zwiastunem zbliżającego się szczytu, do którego powoli się zbliżam.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz