Emma Watson


„Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”. Jak do tego założenia ma się Emma Watson, piękna i utalentowana Brytyjka znana na całym świecie nie tylko jako Hermiona, ale i dająca się poznać jako prawdziwa ikona stylu i mody? Ale wracając do cytatu o polskich dziewczynach – w żyłach Emmy płynie krew jej polskiej prababci, ot ciekawostka sprawiająca, że Polska, choćby na doczepkę, może być dumna z tak utalentowanej i dobrze rokującej artystki. Emma przyszła na świat 15 kwietnia 1990 r. w Paryżu. Do 5-tego roku życia mieszkała we Francji u swojej babci, jednak po rozwodzie rodziców przeniosła się z matką i młodszym bratem, Alexem, do Oxfordshire. Talenty artystyczne przejawiały się u Emmy od najmłodszych lat – dziewczyna chętnie rozwijała się w tym kierunku studiując taniec, śpiew i aktorstwo. Jako uczennica wielokrotnie była nagradzana w konkursach recytatorskich. Podobnie jak odgrywana przez nią Hermiona, Emma od zawsze miała szczególny pociąg do nauki. Aktorka wielokrotnie przyznawała, że była prymuską często wyrywającą się do odpowiedzi. O tym jak ważna dla panny Watson jest edukacja świadczy niewątpliwie fakt, iż mimo fortuny, której dorobiła się grając w „Harrym Potterze”, podjęła studia na uniwersytecie Brown w Providence, Rhode Island w USA, jednak wkrótce potem zrezygnowała z nich i przeniosła się do Zjednoczonego Królestwa, by tu kontynuować naukę.

Mimo bardzo młodego wieku Emma już zdobyła wiele prestiżowych nagród i tytułów, jej zdjęcia nieustannie pojawiają się w periodykach i czasopismach poświęconych modzie i urodzie.

***

Czy Harry kiedykolwiek pokonałby Voldemorta, gdyby nie jego wierni i oddani przyjaciele? Nie sposób wyobrazić sobie opowieści o Potterze bez Rona i Hermiony. Tak samo jest z filmem – Daniel Radcliffe, Emma Watson i Rupert Grint unieśli na swoich barkach osiem części filmowej adaptacji „Harry’ego Pottera” J.K.Rowling. Od dziecka śledziłem ich losy jako aktorów, stawali się moją inspiracją, ale nie tylko. Dan, Rupert i Emma od zawsze byli mi bardzo bliscy – widziałem jak dorastali na ekranie, sam też dorastałem. Nie będę ukrywać, że bardziej skupiałem się na dorastaniu Emmy, która z małej dziewczynki z burzą brązowych włosów przeistoczyła się w piękną kobietę. O ile nie miałem większych problemów z napisaniem do Daniela i do wielu innych aktorów i aktorek, Emma sprawiła mi naprawdę wiele trudności. Choć zakładałem, że szanse na to, by przeczytała mój list są niewielkie, to i tak pisząc do niej wyważałem starannie każde słowo. Pierwszy list wysłałem 4 października 2010 na adres produkcji „My week with Marilyn”, drugi 11 stycznia 2011 na adres „Perks of Being Wallflower”. O ile w przypadku pierwszego listu do Daniela Radcliffe’a czekała mnie bardzo miła niespodzianka, o tyle tutaj zaskoczenia nie było. Przyznaję, że na „osłodę” w międzyczasie, bo 22 listopada 2010 r. napisałem maila na adres podany na oficjalnej stronie Emmy Watson, po którym już 9 grudnia otrzymałem zdjęcie z nadrukowanym autografem aktorki.
Wielkie nadzieje na zdobycie autografu filmowej Hermiony Granger wiązałem z obecnością na Światowej Premierze "Harry'ego Pottera i Insygniów Śmierci: część 2" . Nie jestem w stanie opisać euforii, burzy uczuć towarzyszących mi wówczas. Przez te 4 godziny Londyn dostarczył mi więcej uczuć, niż byłem w stanie unieść. Ron z pewnością skwitowałby to mówiąc, że człowiek nie może odczuwać tylu uczuć naraz, ponieważ by eksplodował. A jednak. Nie ma takich słów, które choć w drobnej cząstce oddałyby to co czułem, gdy Rupert Grint podszedł do mnie, zatrzymał się o krok ode mnie i podpisał moją książkę. Minęły ok. 2 godziny, choć dla mnie to była wieczność trwająca ułamek sekundy, kiedy na miejscu Ruperta Grinta stał Daniel Radcliffe. Jedyne co byłem w stanie wychrypieć wówczas to: "Dan... thank you. Poland loves you!". Aktor - skończywszy podpisywać mój egzemplarz "Insygniów Śmierci" podniósł wzrok i patrząc mi prosto w oczy odpowiedział z szerokim uśmiechem: "Ooo, thank you!". Po kilkunastu minutach nieopodal podeszła Emma Watson. Widziałem mnóstwo zdjęć z premiery, dziesiątki nagrań, lecz żadne nie uchwyciło w pełni tego jak odtwórczyni roli Hermiony pięknie wyglądała. Patrząc na nią zrozumiałem co miała na myśli J.K.Rowling opisując wile. I choć zdarłem sobie gardło bez reszty, Emma nie podeszła odciągana od fanów przez jej "opiekunkę" (każdy aktor miał przydzieloną osobę, która pilnowała, by dana gwiazda ściśle przestrzegała czasu i miejsca - prawie każda osoba rozdawała autografy tylko w sektorach, do których prowadził ją "opiekun"). W takich momentach nie czuje się żalu, nie istnieje rozczarowanie. Sam fakt, że stała tuż, tuż - zaledwie kilka metrów dalej sprawia, że czuje się niesamowitą masę pozytywnych emocji.

A jednak - z czasem to puste miejsce przeznaczone na jej autograf zaczęło mi rzucać się w oczy. Zrodziło się nieopisane uczucie, niezwykła chęć posiadania tej "cząstki" jej, którą jest niewątpliwie własnoręczny podpis. Z czasem ta chęć przerodziła się w prawdziwe marzenie. Takie, które uskrzydla. Takie, które na samą myśl wywołuje gigantyczną masę pozytywnych wibracji i uczuć.

Ostatecznie zdecydowałem się na zakup autografu poprzez internetowy serwis aukcyjny. Jest to pewnie najmniej spektakularny sposób zdobycia autografu i pewnie najbardziej ryzykowny. Co do drugiej kwestii - muszę się zgodzić, ponieważ aukcje internetowe pełne są wszelkiego rodzaju podróbek. Przez kilka dni poszukiwałem tego jednego jedynego autentycznego autografu Emmy. Na szczęście w tym działaniu nie polegałem jedynie na sobie, albowiem w tym przypadku zaliczyłbym najzwyczajniej w świecie porażkę. Jak się okazuje, na 10 typowanych przeze mnie autentyków tylko 2 były w istocie prawdziwe. W takich sytuacjach na aukcjach internetowych nie wolno opierać się na Certyfikatach Autentyczności, ponieważ w dzisiejszych czasach wydrukowanie takiego certyfikatu jest banalnie proste. Na szczęście swoje poszukiwania oparłem na współpracy z zaufanym człowiekiem - profesjonalistą, który wraz z zespołem innych profesjonalistów weryfikował cierpliwie zdjęcie każdego autografu, które przesłałem. Po kilkukrotnej odpowiedzi negatywnej otrzymałem tak długo oczekiwane potwierdzenie. Mając 100% pewność zdecydowałem się na zakup. 28 grudnia 2011 kolejne z moich marzeń się spełniło.
Sentymentalna pamiątka, bardzo dla mnie ważna, a jednak... niedosyt pozostał. Nawet w dniu, w którym otrzymałem wspaniały autograf filmowej Hermiony, wiedziałem, że moim prawdziwym celem jest zdobycie jej podpisu własnymi siłami, a nie siłą pieniędzy, jak to miało miejsce przy zakupie. To marzenie tkwiło we mnie, rosło w siłę i z czasem zaczęło kiełkować. Wiedziałem, że w przypadku Emmy skłonny będę do wielu szaleńczych ruchów. I tak też się stało. Kiedy dowiedziałem się o zaplanowanej na 10 lutego wizycie aktorki w londyńskim sklepie Selfridges, w którym jako ambasador firmy Lancome miała promować jej nowe produkty, zdecydowałem się na niecodzienny krok. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i napisać na adres owego sklepu. Choć od początku szanse na powodzenie przedsięwzięcia były najbliższe zeru, bardzo profesjonalnie podszedłem do postawionego sobie wyzwania. Napisałem list skierowany do Emmy i drugi - dla obsługi sklepu. Wyjaśniłem powody, dla których piszę, bardzo grzecznie poprosiłem o pomoc w zdobyciu autografu i przekazanie pannie Watson listu. Nie wierzyłem w powodzenie tego działania - musiałbym być głupcem, żebym wierzył. A jednak - skoro to zrobiłem, musiała być w tym odrobina wiary i nadziei. List wysłałem 6 lutego, a więc nie było żadnej pewności czy w ogóle dotrze do Londynu na czas. I kiedy 24 lutego kurier przywiózł przesyłkę zaadresowaną do mnie, nawet przez ułamek sekundy nie sądziłem, że może to być odpowiedź ze sklepu Selfridges... Otworzyłem kopertę kurierską, wydobyłem kolejną, a po jej otwarciu wydobyłem ze środka list - "Dzięki za twoją wiadomość, Daniel. Oto 2 autografy. Lancome".

Nie mogąc uwierzyć w to co się stało, wyciągnąłem najpierw zdjęcie, które wysłałem - bez autografu oraz dwa podpisane zdjęcia Emmy Watson.
I marzenie się spełniło... Nie ma takich słów, którymi mógłbym wyrazić swoją radość i niedowierzanie. Choć nie pozostawiałem sobie złudzeń w słuszność podjętego działania, okazało się, że droga, którą wybrałem była właściwa. Dlatego warto próbować i starać się, a nuże to właśnie ta najbardziej nieprawdopodobna droga wiedzie do spełnienia marzeń, tak jak w moim przypadku?
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

7 komentarze:

  1. Zdecydowanie samo powinienes napisac jaks ksiazke:) Czytam twojego bloga 3 dzien pod zad i zakochalam sie w twoich artykulach sa tak porywcze ze przezywam kazda historie w nich zawarta jka bym to ja byla na twoim miejsu i hoc tak jak ty dorastalam z HP od 3 klasy podstawowej i czkelalam na kazda premiere ksiazki czy tez filmu nigdy nie snilam o takim mazeniu po przeczytaniu twoich teksow od tajemnic HP do autografow jestem rozentuzjowana:) Moze zeczywiscie mazenia sie spelniaja jesli ma sie determinacje i sle aby je spelnic Magiczny blog:) Pisz wiecej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pozytywne słowa :) A co do książki - już ją napisałem, jej tytuł to "Dłużnicy Śmierci" i jestem na etapie szukania wydawcy dla niej ;)

      Usuń
  2. pewnie nie ma mozliwosci aby przeczytac choc online? ajesli nie to czy jest mozliwosc prosic o rozdzial namail pklin@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tę chwilę nie ma takiej możliwości :)

      Usuń
  3. mam 12 lat a Harrego czytałam w 3 kl. twój blog jest niesamowity czyta go cała klasa ! Pisz dalej! Ujawniłeś już tyle tajemnic Harrego !JESTEŚ GENIUSZEM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy za te miłe słowa :)

      Usuń
  4. Ojej... Ale niesamowita historia! Zazdroszczę autografu Emmy i podziwiam Twoją kreatywność :D

    OdpowiedzUsuń