Bengalskie


BENGALSKIE

"হ্যারি পটার এন্ড দ্য অর্ডার অব দ্য ফিনিক্স"

Język bengalski i Bangladesz… Aż wstyd się przyznać, ale jedyne skojarzenie, które mi się nasuwa to tygrys bengalski. I nawet Wikipedia niewiele pomaga w rozjaśnieniu mętnych ścieżek umysłu, ciemność pozostaje ciemnością, a niewiedza niewiedzą. Trudno więc się wymądrzać w temacie, o którym niewiele się wie. Wiem natomiast, że bengalski „Harry Potter” jest moim numerem jeden wśród książek wydanych z najmniejszą dbałością i starannością. Mamy więc obwolutę – nakładaną okładkę wzorowaną na wydaniu brytyjskim, a kiedy ją zdejmiemy zobaczymy… tekturę. Najzwyklejszą na świecie grubą tekturę, imitację okładki. A na niej nic. Ani literki. Środek wcale nie jest bardziej zachęcający. Papier jest cieniutki, aż strach go dotykać. Bieda z nędzą – mój jedyny wniosek. Niemniej najważniejsze, że ta książka w ogóle jest. Że ludzie w Indiach i Bangladeszu mogą dzięki niej zagłębić się w magicznym świecie wykreowanym przez J.K.Rowling. No i oczywiście, że nie zrobiono jej z papieru toaletowego.


Obejrzyj też:


Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz