Alexandre Desplat



Współcześnie przywykliśmy do szastania wielkimi słowami – takimi jak „geniusz” czy „artysta”, okraszając nimi dorobki i osiągnięcia bardzo często przeciętnych gwiazd i gwiazdeczek. W branży muzycznej bardzo często spotykamy się z pojęciem „ponadczasowego artysty”, „doskonałego kompozytora” czy „wielkiego muzyka” – tutaj liczy się zdanie subiektywne, bo każdego wzrusza co innego, każdy ma inne upodobania. Na tym polega również poczucie naszej tożsamości, ma podstawę nasza inność i różność. W dobie, kiedy wymienione przeze mnie powyżej „wielkie słowa” stają się tak naprawdę niewiele warte i powszechne, z braku innych, bardziej odpowiednich, powielę je w przypadku wielkiego artysty i kompozytora. Z wielkim szacunkiem dla mistrza, jedynego i niepowtarzalnego Johna Williamsa, muszę przyznać, że to jednak nie on swoją doskonałą muzyką poruszył mnie najbardziej, to nie on wykrzesał ze mnie pokłady emocji i fantastycznych doznań słuchowych. Uczynił to jednak urodzony 23 sierpnia 1961 roku francuski kompozytor muzyki filmowej – Alexandre Desplat. Czterokrotnie nominowany do Oscara, pięciokrotnie do Nagrody BAFTA i Złotego Globu, zdobywca Złotego Globu za „Malowany welon”, dwukrotnie nominowany do Nagrody Gramma – światowej sławy i klasy, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. To jego muzyka buduje klimat w takich filmach jak „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, „Królowa” czy „Jak zostać królem”, ostatecznie też to pan Desplat skomponował ścieżkę dźwiękową do dwóch finałowych części „Harry’ego Pottera”. Początki jego fascynacji muzyką sięgają dzieciństwa – jako pięciolatek uczył się już gry na pianinie, dziś może pochwalić się niezwykłym dorobkiem artystycznym, ponieważ w ciągu 20 lat napisał muzykę do ponad stu filmów! Jest rozchwytywany w Hollywood, jednak jego miłością, o czym sam mówi, na zawsze pozostaną europejskie produkcje, ponieważ tylko one pozwalają mu się rozwijać.


***

Alexandre Desplat… Kolejne nazwisko, które w połączeniu z produkcją „Harry’ego Pottera” wywoływało na moim ciele gęstą skórkę. Jasne jak słońce było dla mnie, iż francuski kompozytor stworzy jedyną, niepowtarzalną i perfekcyjną muzykę dla „Insygniów Śmierci”, być może dlatego moje oczekiwania były tak duże, że przygotowując się do odtworzenia soundtracka „Harry’ego Pottera i Insygnia Śmierci część 1”, byłem wprost przerażony. Choć miałem styczność z innymi filmami z kompozycjami Francuza i za każdym razem były one wybitne, tym razem czułem, że pokładam zbyt wiele w muzykę. Nie będę ukrywał, że od ścieżki dźwiękowej zależało w moim przypadku bardzo wiele. Z wielkim podekscytowaniem i zdenerwowaniem puściłem ‘The Oblivation”. I już wiedziałem. Niemalże od razu zamówiłem specjalne, kolekcjonerskie wydanie soundtracka do przedostatniego „Harry’ego Pottera” – bez reszty urzeczony i oczarowany nie mogłem przestać słuchać. Ta muzyka była zupełnie inna od tej, do której przywykliśmy oglądając „Harry’ego Pottera”, teraz była odczuwalna kolosalna różnica między kompozycjami Alexandre Desplata a tymi stworzonymi do piątego i szóstego filmu przez, moim zdaniem, świetnego Nicholasa Hoopera czy do czwartego przez Patricka Doyle’a. Choć obydwu panów uważam za świetnych kompozytorów, to nijak nie mógłbym ich porównać do pana Desplata, którego mógłbym zestawić jedynie na równi z WIELKIM Johnem Williamsem. Mało tego, jako ciekawostkę dodam, że bardzo polubiłem ekranizację drugiej części „Sagi Zmierzchu: Księżyc w Nowiu”. Łudziłem się, że to ten film ma coś w sobie, po obejrzeniu kolejnej części zrozumiałem – to nie film był wart uwagi, a muzyka Alexandre Desplata. Kiedy zabrakło jego kompozycji w „Zaćmieniu”, film stał się dla mnie niewiarygodnie pusty.

7 lipca 2011 r. spotkał mnie wielki zaszczyt podczas Światowej Premiery „HP7.2”. Poszedł do mnie Alexandre Desplat, który okazuje się być nie tylko wielkim i wybitnym artystą, ale i bardzo skromnym i serdecznym człowiekiem. Nie tylko złożył swój podpis w mojej książce, ale i dopisał personalizację. W ciągu jakichś 10 sekund zamieniliśmy kilka słów – po tym osobistym doświadczeniu, mój szacunek do francuskiego artysty wzrósł jeszcze bardziej. Nigdy nie zapomnę tego człowieka, a jego kompozycje już chyba na zawsze będą niewiarygodnie ważną częścią muzycznej i emocjonalnej sfery mojego życia. Jedyne co mógłbym mu dzisiaj powiedzieć, to: Je vous remercie de tout cœur, monsieur Alexandre.
Udostępnij na Google Plus

About Strefa Czytacza

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz